Popierając co do zasady intencje jutrzejszego protestu „Solidarności”, czyli przede wszystkim sprzeciw wobec tzw. „zielonych polityk unijnych” i wynikającego z nich niszczenia gospodarki, chciałem napisać, dlaczego na manifestację się nie wybieram.

Nie wybieram się zaś, bo ani „Solidarność”, ani większość pozostałych związków zawodowych, zwłaszcza górniczych, nie ma w sprawie zniszczenia polskiego wydobycia węgla, czystych rąk. Przeciwnie, górnicze zw. zawodowe są największym, obok UE, grabarzem polskiego górnictwa. Dopiero na trzecim miejscu idą w tym ponurym korowodzie słabi politycy, którzy w minionych dekadach ulegali szantażowi tych dwóch niszczących sił – zarówno presji zz, jak i UE.

Gdzie tkwi wina zz? To był rozłożony na trzy akty dramat, ciągnący się dekadami. W skrócie i uproszczeniu:
– Polska odziedziczyła po PRLu niewydolną gospodarkę, w której w wielu branżach, w tym w górnictwie, była niska produktywność i przerosty w zatrudnieniu,
– większość sektorów gospodarki przeszła bardzo bolesną, często zbyt drastyczną, transformację; górnictwo w tym wszystkim jednak potrafiło wywalczać sobie na ulicy dotowanie z państwowej kasy; to był akt I dramatu,
– akt II wyglądał tak, że kiedy przychodziły „lata tłuste”, wydobycie nawet się finansowo spinało, to oczywiście o niezbędnych restrukturyzacjach i urynkowieniu nikt nie myślał – zz pod rękę z zaprzyjaźnionymi politykami mnożyły posady, posadki, nagrody, jubileusze, dodatki etc.; zyski przeżerano w najbardziej bezmyślny sposób,
– kiedy zaś ponownie kryzys i straty stawały się nie do udźwignięcia… niektóre kopalnie w pośpiechu a często bez większego ładu i składu likwidowano, również takie, w których były perspektywiczne złoża,
– wszystko to doprowadziło do sytuacji, w której w Polsce zanotowaliśmy najwyższe na świecie (!) koszty wydobycia węgla kamiennego.

Na ów, przygotowany głównie przez związki zawodowe, w tym „Solidarność” oraz przez ulegających im polityków i innych pazernych na „górnicze” stanowiska ludzi, dramat, nadciągnął kolejny „jeździec górniczej apokalipsy”, czyli polityka klimatyczna Unii Europejskiej. Polityka klimatyczna, którą zaakceptowała PO na końcu swoich poprzednich rządów a wdrażały głównie rządy PiSu.

Tak, tego samego PiSu, który będzie jutro tłumnie manifestował razem z „Solidarnością”, a który tak srogo odgrażał się w obronie górnictwa w kampanii 2015 roku. A potem… zamknął 14 kopalń. Gdzie była „Solidarność” i inne zz, gdzie ich manifestacje, gdy rząd PiS robił 180 stopni przeciwną politykę niż zapowiadał?

Otóż… cały dramat, cała tragedia zakończyła się w 2020 roku tzw. „umową społeczną” czyli po prostu jedną, wielką kapitulacją, w której związki wraz z rządem ogłosiły koniec górnictwa w Polsce:

„– Nie możemy być zadowoleni z tego, że zdecydowaliśmy się na podjęcie tak drastycznego kroku związanego z likwidacją jednej z najważniejszych branż gospodarczych w Polsce – mówił Dominik Kolorz, szef śląsko-dąbrowskiej „Solidarności”.

– Pewnie część środowiska uzna nas za grabarzy polskiego sektora górniczego, ale wzięliśmy na siebie odpowiedzialność i zawarliśmy w tej umowie takie zapisy – i nie jest to slogan – które w historii pracownicy żadnej branży nie mieli. Bezpieczeństwo pracy, w formie osłon socjalnych jest na wysokim poziomie. Życzę każdej branży w Polsce, żeby w momencie likwidacji miała takie zabezpieczenia – dodawał”…

Zz przez 30 lat blokowały restrukturyzację polskiego górnictwa, która mogła sprawić, że nie mielibyśmy najdroższego, najmniej opłacalnego wydobycia na świecie. Zz pasły brzuchy swoje i całej armii zbędnych pracowników tej części sektora górniczego, do której cała Polska musiała i musi dopłacać. A na końcu… potulnie skapitulowały.

Nie ogłaszam nic nowego. Mówiłem o tym otwarcie lata temu w Sejmie, jeszcze będąc czynnym politykiem. Co nie zmienia faktu, że zieloną politykę UE trzeba odrzucić a na Lubelszczyźnie można otworzyć jeszcze ze dwie kopalnie, które będą opłacalne, jak Bogdanka. Na Śląsku już raczej nie…

Autor: Robert Winnicki
Polski polityk, w latach 2009–2013 prezes Młodzieży Wszechpolskiej, jeden z twórców oraz pierwszy prezes Ruchu Narodowego, poseł na Sejm RP VIII i IX kadencji.