W Kościele Katolickim październik jest poświęcony modlitwie różańcowej. Dziś, w większości, odmawiają go osoby starsze, a szkoda. Bo ta modlitwa nie polega na przysłowiowym „klepaniu różańca” , ale może się stać doskonałą medytacją dla osób w różnym wieku.

W Kościele katolickim przyjął się w średniowieczu za sprawą rycerzy krzyżowych, którzy zetknęli się z nim podczas wypraw do Ziemi Świętej gdzie przejęli go od muzułmanów ( subha, tespih).
A ci, od buddystów.

Jego nazwa pochodzi od słowa „rosarium” co oznacza „wieniec róż”.
Albowiem róża, w średniowieczu, była poświęcona Matce Bożej.
Porównywano go wtedy do „wieńca róż”, który się składał z wielu kwiatów duchowych, którymi były poszczególne modlitwy „Zdrowaś Mario”.

Zawiera dwadzieścia „tajemnic” podzielonych na cztery części: radosną, światła, bolesną, chwalebną.

Dziś praktykują go głownie osoby starsze, o których pejoratywnie mówi się, że „klepią różaniec”.
Ale to określenie jest krzywdzące.
Bo można jego odmawianie połączyć doskonale z technikami oddechowymi przejętymi z jogi.
Mam na myśli „pranajamę” czyli technikę właściwego oddechu.

Ja medytuję ( bo to właściwsze słowo, jak „odmawiam”) tak od wielu lat.
Słowa ” zdrowaś Mario” mówię na głębokim wdechu.
Potem, na chwilę, zatrzymuję powietrze i na wydechu mówię „łaskiś pełna”.
I tak z całą modlitwą.

Na początku jest to dosyć trudne, skoordynować słowa z oddechami i wydechami, ale po niezbyt długim czasie, staje się to już nawykiem.

Podczas medytacji różańcowej można uruchomić wyobraźnię i wyobrażać sobie poszczególne „tajemnice” czterech części, które wymieniłem na wstępie.

Taki sposób medytacji różańcowej ma nie tylko znaczenie duchowe, ale i terapeutyczne.

Przynosi spokój wewnętrzny, „odchwaszcza” psychikę, a nawet poprawia nastrój.

Nie jest to więc modlitwa tylko dla babć, ale dla wszystkich, niezależnie od wieku.

Na zdjęciu, obraz Matki Boskiej Góreckiej w Górce Klasztornej k. Łobżenicy, w powiecie pilskim