Gdy współczesny turysta staje na szczycie Korbani i spogląda z drewnianej wieży widokowej na taflę Jeziora Solińskiego, pasma połonin oraz bezkresne lasy Bieszczadów, trudno uwierzyć, że ponad sto lat temu krajobraz ten przypominał piekło. Ciszę przerywały nie śpiew ptaków i szum wiatru, lecz huk dział, wybuchy granatów, serie karabinów maszynowych oraz krzyki rannych żołnierzy walczących o każdy grzbiet i każdą leśną polanę. W latach 1914 i 1915 Bieszczady stały się jednym z najważniejszych odcinków frontu karpackiego Wielkiej Wojny. To właśnie tutaj armia rosyjska oraz armia austro węgierska prowadziły wyniszczające walki, których celem było zdobycie przełęczy prowadzących na Nizinę Węgierską. Dowództwo rosyjskie zdawało sobie sprawę, że przełamanie obrony w Karpatach mogło otworzyć drogę do serca monarchii Habsburgów i doprowadzić do załamania jej zdolności obronnych. Z kolei Austro Węgry wiedziały, że utrata karpackich przełęczy mogłaby oznaczać katastrofę całego państwa. Dlatego do walk skierowano dziesiątki tysięcy żołnierzy różnych narodowości. W szeregach armii austro węgierskiej walczyli Polacy, Węgrzy, Czesi, Słowacy, Chorwaci, Rumuni i Niemcy, natomiast po stronie rosyjskiej służyli Rosjanie, Ukraińcy, Białorusini oraz mieszkańcy wielu innych regionów ogromnego imperium carów. Jesienią 1914 roku po rosyjskich sukcesach w Galicji i odwrocie wojsk austro węgierskich działania wojenne dotarły w okolice Sanoka, Leska i Baligrodu. Spokojne dotąd bieszczadzkie wsie znalazły się nagle na pierwszej linii frontu. Mieszkańcy opuszczali swoje domy, chowali dobytek w lasach lub piwnicach i uciekali przed zbliżającymi się oddziałami. Ci, którzy pozostali, musieli patrzeć jak ich pola zamieniają się w okopy, a drewniane zabudowania stają się celem ostrzału artyleryjskiego. Nadchodząca zima okazała się jedną z najcięższych od wielu lat. Śnieg zalegał miejscami na wysokość przekraczającą metr, mróz często spadał do kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu stopni poniżej zera, drogi stawały się nieprzejezdne, a transport żywności i amunicji był niezwykle utrudniony. W takich warunkach rozpoczęła się kampania karpacka uznawana przez historyków za jedną z najbardziej wyczerpujących operacji całej Wielkiej Wojny. Szczególne znaczenie miał rejon Baligrodu oraz górującej nad okolicą Korbani. Ze szczytu można było obserwować ruchy wojsk oraz kontrolować drogi prowadzące w kierunku Cisnej i karpackich przełęczy. Dlatego obie strony za wszelką cenę starały się utrzymać lub zdobyć ten teren. W styczniu 1915 roku rozpoczęły się zacięte walki będące częścią pierwszej zimowej ofensywy. Rosyjska polowa 8 Armia nacierała z ogromną determinacją, starając się wykorzystać przewagę liczebną. Oddziały rosyjskiego VIII Korpusu oraz XVII Korpusu uderzały przez Stężnicę i Bereźnicę Wyżną w kierunku południowym. Austro Węgrzy bronili się z wykorzystaniem naturalnych walorów terenu, budując umocnienia na wzgórzach i grzbietach górskich. Każdy atak oznaczał walkę w głębokim śniegu, często przy ograniczonej widoczności, podczas zamieci i silnego mrozu. Niejednokrotnie żołnierze zdobywali pozycje przeciwnika wyłącznie przy użyciu bagnetów i granatów ręcznych. Między 23 stycznia a 15 lutego 1915 roku trwały wyjątkowo ciężkie walki o Korbanię oraz Tyskową. Austro Węgrzy przeszli do kontrataku, próbując odzyskać utracone pozycje. Rosjanie bronili się zaciekle, jednak po krwawych starciach wycofali część swoich oddziałów w okolice Woli Górzańskiej. Już 24 stycznia rosyjska 13 Dywizja Piechoty skutecznie odparła kolejne ataki na odcinku Baligród, Bukowiec i Solina. Następnego dnia walki rozgorzały nad Solinką, gdzie oddziały austro węgierskie próbowały odzyskać inicjatywę. Dzień później Rosjanie zdobyli Baligród i rozpoczęli poszukiwanie nowej drogi prowadzącej w stronę Cisnej, ponieważ główny trakt został skutecznie zablokowany przez obrońców. Kolejne dni nie przyniosły rozstrzygnięcia. Obie strony ponosiły ogromne straty, a zdobycie nawet niewielkiego odcinka grzbietu kosztowało życie setek ludzi. Luty przyniósł dalszą eskalację walk. Rosjanie skoncentrowali wysiłek na przełamaniu obrony w rejonie Wysokiego Działu oraz Przełęczy Żebrak. Jednocześnie ponownie zaatakowali Korbanię. Austro Węgrzy wykorzystali dobrze przygotowane stanowiska ogniowe i skuteczny ostrzał artyleryjski. Atakujący zostali zatrzymani, a wiele rosyjskich oddziałów musiało wycofać się na pozycje wyjściowe. Walki miały charakter wojny pozycyjnej. Żołnierze tygodniami przebywali w prowizorycznych okopach wykutych w zamarzniętej ziemi. Często brakowało opału, żywności, ciepłej odzieży oraz lekarstw. Wielu rannych umierało zanim dotarła do nich pomoc. Jeszcze więcej ludzi ginęło wskutek odmrożeń, zapalenia płuc i wyczerpania. Konie padały z głodu i zimna, a działa trzeba było przeciągać ręcznie przez zasypane śniegiem górskie drogi. W marcu rozpoczęła się trzecia zimowa ofensywa rosyjskiej armii. Po upadku Rosjanie mogli skierować dodatkowe siły w Karpaty. Linia frontu przebiegała przez Korbanię, Polanki, Stoły, Dwernik oraz okolice Stuposian. Nacisk armii carskiej stawał się coraz silniejszy. Dnia 29 marca 1915 roku rosyjska 14 Dywizja Piechoty przypuściła zdecydowany szturm we mgle i przy bardzo głębokim śniegu. Po ciężkich walkach zdobyto Korbanię oraz dwa działa należące do wojsk austro węgierskich. Następnie opanowano wzgórze Klewa i otwarto drogę w stronę Cisnej oraz Kalnicy. W ciągu zaledwie kilku dni do niewoli dostało się ponad szesnaście tysięcy żołnierzy austro węgierskich oraz kilkuset oficerów i lekarzy, co najlepiej pokazuje skalę dramatycznych wydarzeń rozgrywających się w Bieszczadach. Mimo tych sukcesów Rosjanie nie zdołali osiągnąć strategicznego celu, ponieważ sytuacja na całym froncie zaczęła się gwałtownie zmieniać. Na początku maja 1915 roku sprzymierzone armie niemiecka i austro węgierska przeprowadziły przełomową . Rosyjski front został przerwany, a 8 Armii zagroziło okrążenie. Rozpoczął się szybki odwrót wojsk carskich z Karpat. W dniach 9 i 10 maja oddziały austro węgierskie prowadziły działania pościgowe w rejonie Solinki i Baligrodu. W ciągu kilku tygodni front przesunął się daleko na wschód, a Bieszczady odzyskały względny spokój. Pozostały jednak tysiące mogił rozsianych po lasach i górskich stokach. Wielu poległych nigdy nie zostało zidentyfikowanych. Chowano ich tam, gdzie zakończyli życie, często w zbiorowych mogiłach przykrytych jedynie drewnianym krzyżem. Do dziś w okolicach Korbani, Baligrodu, Łopienki, Cisnej, Bereźnicy Wyżnej, Tyskowej i wielu innych miejscowości odnaleźć można cmentarze wojenne przypominające o tragedii sprzed ponad wieku. Opiekują się nimi leśnicy, społecznicy, przewodnicy oraz pasjonaci historii, którzy odnawiają nagrobki i przywracają pamięć o poległych bez względu na mundur, jaki nosili. Dzisiejsze Bieszczady kojarzą się z ciszą, dziką przyrodą i górskimi wędrówkami, lecz pod warstwą ziemi i leśnej ściółki nadal spoczywają ślady jednego z najbardziej krwawych epizodów Wielkiej Wojny. Korbania nie jest jedynie doskonałym punktem widokowym, lecz także symbolem ofiary tysięcy młodych ludzi, którzy zostali rzuceni w wir wojny przez decyzje polityków i dowódców. Każdy, kto odwiedza to miejsce, patrzy na ten sam krajobraz, na który ponad sto lat temu spoglądali zziębnięci żołnierze oczekujący kolejnego szturmu. Warto zatrzymać się tam choć na chwilę, zapalić znicz na jednym z wojennych cmentarzy i pamiętać, że spokój współczesnych Bieszczadów został okupiony niewyobrażalnym cierpieniem oraz śmiercią tysięcy ludzi, których los na zawsze pozostał związany z tymi górami.