Konwencje partyjne( mamy jedną za drugą )tworzą spektakl. Światła, logotypy, gesty, rytmiczne oklaski i przemowy liderów, którzy z wysoko uniesioną głową obiecują lepsze jutro. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak kulminacja demokracji: oto politycy mówią ludziom, co zrobią dla ich dobra. W istocie jest to jednak przede wszystkim socjotechniczny rytuał podtrzymujący iluzję sprawczości, która często nie wychodzi poza salę konferencyjną.
Psychologia polityczna opisuje ten mechanizm jako performatywność władzy. Chodzi o to, aby wyborca nie tyle rozumiał politykę, ile ją emocjonalnie doświadczał. Człowiek rzadko oddaje głos na podstawie racjonalnego bilansu korzyści. Kieruje nim potrzeba przynależności, poczucia sensu i przekonanie, że jego strona historii zwycięża. Konwencja daje mu właśnie to poczucie.
Socjologia dodaje kolejny element: wspólnotę tożsamościową. Sala pełna zwolenników wzmacnia przeświadczenie, że nas jest wielu, jesteśmy silni, a przeciwnicy to tylko przeszkoda na drodze do dalszego sukcesu. Ten język „my kontra oni” jest paliwem napędowym takich spotkań. Buduje mobilizację, ale również agresywne plemiona, które przestają widzieć w adwersarzu obywatela, a zaczynają widzieć wroga.
Wszystko to odbywa się w ramach polityki symbolicznej. Deklaracje wygłaszane ze sceny mogą brzmieć dumnie, lecz dopóki nie staną się konkretnym prawem albo decyzją , pozostają jedynie spektakularnym opakowaniem bez zawartości. Dzisiejsze partie perfekcyjnie opanowały umiejętność produkowania takich opakowań. Konwencja ma wywołać medialny efekt, a nie zmienić rzeczywistość.Ona nic nie zmienia. Działa jak placebo polityczne. Tylko że placebo działa wyłącznie w świadomości pacjenta. Nie leczy choroby.
Co z tych rozmów może wyniknąć? W teorii bardzo wiele, ponieważ to tam rodzić się powinna agenda przyszłej polityki państwa. W praktyce jednak konwencje stały się hermetycznym rytuałem, w którym performans zastąpił program, a emocja zastąpiła odpowiedzialność.
Polska widziała już dziesiątki takich zjazdów. Wielu obiecywalo wiele.Po latach po tamtych zapowiedziach nie zostało nic.
Konwencje stały się lustrem, w którym politycy widzą swoje marzenia o wielkości, a obywatele odbicie własnej frustracji. Politycy celebrują komunikację zamiast odpowiedzialności. Obywatel płaci za bilet do teatru, lecz nigdy nie otrzymuje finału spektaklu.
Nadchodzi czas, w którym odpowiedź będzie musiała brzmieć: koniec gadania. Czas na wynik. Czas na realną politykę i realne działania, bo jeśli z tego gadania znowu nic nie wyniknie, to nie warto nawet włączać świateł na tej scenie.
Zostaw komentarz