Marchewka po 89 groszy, buraki po 84, ziemniaki po 69. Dla polskich rolników to nie rynek — to pogrzeb ich pracy. Podczas gdy wieś tonie w długach, rząd Tuska zasłania się „mechanizmami ochronnymi”, których nikt nie widział. Państwo nie reaguje, a z zagranicy już nadciąga tania żywność z Mercosur. Kto naprawdę broni polskiej ziemi?
Polskie rolnictwo właśnie dobija do dna, a premier Donald Tusk i jego ministrowie udają, że to tylko „chwilowa korekta rynku”. Tyle że dla rolnika, który za kilogram ziemniaków dostaje 69 groszy, to nie korekta — to bankructwo. To agonia całych rodzin, które od pokoleń żyły z ziemi. Dziś z tej ziemi nie da się już wyżyć.
W skupach tragedia: marchewka po 89 groszy, buraki po 84, ziemniaki poniżej 70 groszy. Tymczasem w sklepach — ceny kilkukrotnie wyższe. Gdzie znika reszta? W kieszeniach pośredników i sieci handlowych, które rząd zostawia w świętym spokoju. Minister rolnictwa mówi o „analizie sytuacji”, a premier zapewnia, że „pracuje nad mechanizmami ochronnymi”. To brzmi dobrze — ale co z tego, skoro na polach zostają tony niesprzedanych warzyw?
Rolnicy nie mają już złudzeń. „Stawki są tragiczne”, „dostajemy grosze” — mówią na protestach. I mają rację. Bo kiedy państwo pozwala, by praca warta złoto była wyceniana na drobne, to przestaje być obrońcą swoich obywateli. To już nie tylko kryzys ekonomiczny — to zdrada wsi, której głosy Tusk chętnie zbierał w kampanii.
A tymczasem zza oceanu nadciąga widmo nowego ciosu — umowa UE–Mercosur. Jeśli zostanie podpisana, rynek zaleją tanie produkty z Ameryki Południowej. Bez cła, bez ograniczeń. Rolnicy z Polski nie mają z tym żadnych szans. Premier tłumaczy, że „Polska nie może samodzielnie zablokować umowy”. Czyli znowu: nic się nie da. Tak wygląda bezradność ubrana w europejskie frazesy.
Rząd Tuska chwali się „dialogiem z Brukselą”, ale zapomniał, że prawdziwa polityka zaczyna się od obrony własnych obywateli. A dziś polski rolnik stoi sam. Bez interwencyjnych skupów, bez dopłat, bez ochrony rynku. Zostały mu tylko kredyty, błoto i poczucie, że państwo go porzuciło.
Wieś pamięta. Bo to właśnie wieś żywi kraj. A kraj, który pozwala, by jego rolnicy pracowali za grosze, sam prosi się o głód — ekonomiczny, społeczny i moralny.
Donald Tusk może jeszcze odwrócić ten kurs. Ale jeśli dalej będzie tylko „analizować sytuację”, to niebawem nie będzie już czego analizować. Polskie pola zamienią się w pole po bitwie.
Fot. Pixabay
Zostaw komentarz