Są takie chwile w historii, kiedy człowiek myśli, że widział już wszystko.
Że po trzydziestu pięciu latach wolności nikt nie odważy się zrobić tego, co zrobił dziś Donald Tusk: otworzyć trumnę PRL-u i wsadzić w nią marszałkowską laskę z orłem w koronie.
A jednak.
Trumna otwarta.
Komuna podprowadzona pod mównicę.
A w niej — Włodzimierz Czarzasty.
Nie da się mówić o tej postaci, nie przypominając najciemniejszego symbolu układowego państwa III RP — afery Rywina.
To było wtedy, gdy grupa trzymająca władzę chciała kupować ustawodawstwo jak masło w dyskoncie.
Gdy dzwonili do redakcji, naciskali, kombinowali, szeptali nazwiska, a nazwisko Czarzastego było tam obecne w komentarzach, analizach, stenogramach jako część tamtego „towarzystwa wzajemnych interesów”.
I teraz, po latach, człowiek, który był jedną z twarzy tych politycznych mętów, staje na czele Sejmu.
Komu przyszłoby to do głowy?
No właśnie — tylko Tuskowi.
Trzeba przypomnieć jeszcze jedną rzecz: Czarzastego słowa o ZSRR i komunizmie.
Te wszystkie teksty o „nie takim złym PRL-u”, o rzekomych „plusach tamtej epoki”, o „dobrej pamięci o wojsku sowieckim”.
To wszystko, co potrafi wypowiedzieć tylko człowiek, który nigdy nie musiał się bać milicji o trzeciej w nocy, nigdy nie stał za żelazną kurtyną i nigdy nie zrozumiał, czym naprawdę była sowiecka dominacja.
A teraz taki człowiek ma prowadzić obrady polskiego parlamentu?
Z ikonografią państwową za plecami?
Z godłem nad głową?
To jest odwrócenie moralnego wektora III RP.
Donald Tusk ma swoje ,,talenty”.Od lat potrafi wskrzesić każde polityczne widmo i dno, które daje mu kontrolę nad sceną.
Wrócił Miller.
Wróciło całe SLD.
Wróciła mentalność salonu III RP.
Teraz wraca komuna pod własnym nazwiskiem.
A to wszystko w momencie, gdy Putin prowadzi wojnę, a Moskwa szuka punktów zaczepienia w każdym kraju Europy.
I w tej chwili, w tym geopolitycznym mroku, Tusk wynosi na marszałka postać, która całe życie polityczne oddychała tym samym powietrzem, którym oddychały elity dawnych lat.
Tak wygląda „nowe otwarcie”.
Nowe?
Nie.
To rewitalizacja starego układu.
Polityczna nekromancja.
Czarzasty na tronie sejmowym: symboliczne zwycięstwo tych, którzy nigdy nie przeprosili
Najgroźniejsze jest jednak to, że Czarzasty nigdy nie przeprosił za nic.
Ani za swoje wypowiedzi.
Ani za swoje polityczne koneksje.
Ani za udział w systemie, który dziś wraca pod przykrywką „koalicji demokratycznej”.
I to właśnie tacy ludzie — nie skruszeni, nie refleksyjni, nie przemienieni — dostają najważniejsze stanowiska w państwie.
Co to mówi Polakom?
Że pamięć nie ma znaczenia.
Że ofiary komunizmu mają milczeć.
Że wyrzeczenie się PRL-u było tylko dekoracją.
To, co dziś zrobił rząd Tuska, to największy symboliczny powrót komunizmu od 1989 roku.
Nie w formie ustroju — w formie mentalności, stylu, nazwisk, układów, zachowań.
Komuna bez mundurów.
Komuna w garniturach.
Komuna z pieczątką „marszałek Sejmu”
Ten dzień trzeba zapamiętać.
Bo on pokazuje, że jeśli nie będziemy pilnować własnej historii, to znajdą się tacy, którzy zrobią z niej cyrk.
Że jeśli nie będziemy bronić prawdy o komunizmie, to ktoś ją zakopie, a potem odmaluje i postawi na mównicy.
Dlatego mówię jasno:
to jest absolutny skandal, bezwstyd i zdrada pamięci narodowej.
Komuna wróciła.
Nie przez siłę — przez decyzję polityków.
Przez podpis Tuska.
Przez głosowanie jego ludzi.
A my – mamy obowiązek powiedzieć to głośno.
Bo milczenie jest jedyną rzeczą, której komunizm zawsze potrzebował, by żyć wiecznie.
Zostaw komentarz