Rocznica dwóch lat rządu Donalda Tuska, symbolicznie przypadająca 13 grudnia, stała się okazją do refleksji nad jakością „autorytetów”, na które powołuje się władza i jej medialne zaplecze. Refleksji raczej gorzkiej, choć podanej w sarkastycznym sosie.

Autorytet na miarę tezy

Czy normalnym jest ktoś, kto – jak Tusk – chcąc dowieść jakiejś swojej tezy, podpiera się „autorytetem” w osobie Jacka Murańskiego (3 lata więzienia za pobicie)? Czy naprawdę w całym „salonie III RP” nie znalazł się już nikt lepszy niż Jacek?

To pytanie kieruję m.in. do was, produkty dziennikarsko‑podobne „salonu III RP” (TVN, TOK‑FM, Onet, Polityka, neo‑TVP…). Jakoś nie zauważyłem, abyście w tym przypadku odczuwali jakikolwiek dyskomfort etyczny czy moralny. A przecież w podobnych sytuacjach zawsze byliście – i jesteście – nadaktywni.

Może to tylko histeria?

No, może przesadzam. Może faktycznie histeryzuję, bo co to jest jakieś trzy lata więzienia za pobicie? Za takie „drobiazgi” premier miałby się odcinać od swojego zaufanego ziomala, o którym przypomniał sobie w odpowiednim momencie?

Skoro Murański, to czemu nie Materna?

Idąc tym tropem, może i inni „zacni” powinni się odciąć od np. Konrada Materny (4,6 roku więzienia za handel ludźmi – werbował atrakcyjne kobiety do pracy we włoskich burdelach; można sprawdzić w necie). Przypomnę, że Materna robił za lidera KOD‑Kapeli i odpowiadał za oprawę muzyczno‑dźwiękową tych zadym.

To przy jego muzyce tańczyły takie „autorytety” jak: była prezes SN Małgorzata Gersdorf, byli prezesi TK Andrzej Rzepliński i Jerzy Stępień, były prezydent Bronisław Komorowski, były szef NIK Lech Kwiatkowski, Roman Giertych, Radosław Sikorski, red. GW Adam Michnik – i wielu, wielu innych. Też można sprawdzić w necie.

Odciąć się? Ale po co…

To co – oni też powinni się odciąć od swojego idola Konrada? No nie, nie bądźmy tacy okrutni. Przecież zadymy KOD‑u to była taka fajna sprawa.

Premier Tusk ostatnio z łezką w oku wspominał atmosferę „walki o demokrację” na tych spędach. Dziś chyba nazwalibyśmy to już walką o „demokrację walczącą”.

Bo jak widać, w III RP autorytety są jak zapałki: wyciąga się je wtedy, gdy akurat są potrzebne – nawet jeśli wcześniej trochę już nadpalone.

Autor: Zdzisław Sługocki