Orzeczenie sędziego Łubowskiego w sprawie cofnięcia ENA dla prześladowanego politycznie wiceministra Romanowskiego spadło na Żurka jak zimny prysznic. Żurek zrozumiał wreszcie, że kryptodyktatura się wydała. Sprawa wyjdzie poza Polskę, rozleje się echem na Węgrzech i w całej Europie, bo przecież trzeba będzie ENA odwołać! Żurek był nerwowy i blady, jak twierdzą ludzie z otoczenia ministra. Zaczęły się gorączkowe połączenia do Korneluka. Wiceminister Mazur został rzucony do akcji, by zacząć analizować orzeczenia tego sędziego.
Problem w tym, że Łubowski to legenda, uczciwy i niezłomny. Na przyzwoitych ludzi nie ma teczek. Urzędnicy z Departamentu Sądów plotkują że, Żurek knuje, jak go odsunąć od spraw ENA. Jak zwykle zamiast rozwiązać problem, usuwa się człowieka relacjonują pracownicy MS. Żurek nie umie być ministrem, to straszny leń, takiego nieroba jeszcze ściany resortu sprawiedliwości nie widziały.
Wpada na moment, nagrywa filmik, czasem z psem u boku, i znika w eterze. Tymczasem resort leży odłogiem, a pokrzywdzeni przestępstwami zostają z pustymi rękami. Dziwicie się? Ostrzegałem przed tym od miesięcy: ekipa Bodnara, a teraz Żurka, systematycznie demontuje Fundusz Sprawiedliwości. Dziś istnieje on już tylko na papierze, konkursy opóźnione, środki zamrożone, a ofiary bez pomocy psychologicznej, prawnej czy materialnej.

W połowie grudnia uciekła rzeczniczka prasowa Karolina Wasilewska, dawna twarz TVN24. Pożegnanie z pracownikami było krótkie. Nie chciała dłużej firmować chaosu duetu Żurek–Wrzosek. W ministerstwie panuje bezład, a stery informacyjne nieoficjalnie przejęło „radio Rebeliant” radio związane z koniem, przestępcą znanym z tego, że na widok CBA łyka dwie „tabletki gwałtu” i udaje omdlałego. Żurek zaczyna kisnąć, urzędnicy uciekają, sędziowie się buntują, a opinia publiczna widzi, że drwal sprawiedliwości stał się symbolem nieudolności.

Autor: Jack Strong na X