Przełom roku to czas podsumowań i deklaracji. W mediach pełno jest rankingów, w których wyłania się wygranych i przegranych minionych dwunastu miesięcy oraz próbuje się przewidzieć przyszłość. Spróbuję i ja. Uprzedzam jednak, że nie będzie to próba humorystyczna i moje oceny oraz predykcje będą dalekie od atmosfery noworocznej zabawy.
Po pierwsze, miniony rok uważam za fatalny dla Polski. O ile dzięki wysiłkowi małych i średnich przedsiębiorców polska gospodarka utrzymuje relatywnie silną pozycję w Europie, o tyle politycznie tracimy kolejne atuty, często oddając je bez wyraźnego zysku. Premier Tusk nie odgrywa istotnej roli w rozmowach o przyszłości kontynentu, a jeśli pojawia się na europejskich salonach, bywa spychany na dalszy plan lub ograniczany do roli statysty. Nie dziwi mnie to szczególnie w sytuacji narastającego zagrożenia wojennego, gdy premier dużego państwa Europy Środkowej komunikuje się z opinią publiczną głównie poprzez lekkie, autopromocyjne materiały w mediach społecznościowych.
Cała polska polityka coraz częściej przypomina fabrykę memów. Nie tylko premier, ale również szef MSW prowadzi komunikację z opozycją i społeczeństwem za pomocą ironicznych czy lekceważących wpisów na portalu X. Sprawia to wrażenie, że potrzeba autoprezentacji i osobistego znaczenia zaczyna dominować nad powagą urzędu i skalą odpowiedzialności.
Dlatego za największych przegranych roku 2025 uznaję… nas samych. Polaków, którzy dali się zamknąć w dwóch wrogich obozach, coraz ostrzej zwróconych przeciwko sobie, przekonanych, że tylko ich „przywódca” ma rację, a druga strona jest zagrożeniem. Spektakularna porażka Rafała Trzaskowskiego blednie wobec tego, co, w mojej ocenie, może czekać państwo jako całość.
Uważam bowiem, że stoimy przed realnym ryzykiem trwałego osłabienia suwerenności, przypominającego w formie nowe, miękkie rozbiory. Putinowska Rosja dąży do odbudowy stref wpływów dawnego ZSRR, Niemcy natomiast konsekwentnie realizują własne interesy gospodarcze i demograficzne w Europie Środkowej, nie rezygnując z długofalowych ambicji. Coraz wyraźniej krystalizuje się wizja, w której Polska zostaje podzielona strefami wpływów wzdłuż linii Wisły. Nie będzie to okupacja znana z kart historii, bez obcych wojsk, łapanek i masowych grobów. Polska pozostanie formalnie w Unii Europejskiej, jednak jej wschodnia część stanie się buforem między UE a Rosją. Dywizje ponownie cofną się za Wisłę, rosyjski kapitał zacznie przenikać do strategicznych sektorów przemysłu i infrastruktury portowej, a wyludniające się regiony wschodnie będą zasilać gospodarki państw zachodnich. Ściana Wschodnia może stać się obszarem trwałej stagnacji.
W szerszym kontekście globalnym Chiny właśnie zademonstrowały, że są zdolne do realnego zagrożenia Tajwanowi. W logice projekcji siły Stany Zjednoczone będą zmuszone odpowiedzieć na te działania eskalacją o jeden szczebel wyżej, co prowadzi nas wprost do opisywanej przez Bartosiaka pułapki Tukidydesa. Bezpośrednie starcie USA i Chin może chwilowo opóźnić konflikty zastępcze w innych regionach świata, ale konfrontacja mocarstw wydaje się coraz bardziej nieuchronna. A tymczasem w Polsce…
Tymczasem w Polsce rządzący oraz przychylne im media stworzyły środowisko informacyjne, w którym znaczna część społeczeństwa funkcjonuje w alternatywnej rzeczywistości. Krytycy władzy bywają automatycznie stygmatyzowani, etykietowani i wykluczani z debaty publicznej, a uproszczone narracje zastępują analizę faktów. Jest to zjawisko niebezpieczne, noszące cechy zbiorowej polaryzacji i zamykania się w bańkach informacyjnych.
Tyle podsumowań, czas na deklaracje.
Nie ma takiej siły, która skłoniłaby mnie do oddania głosu na PiS w jego obecnej formie ani na Konfederację pogrążoną w wewnętrznych sprzecznościach. Grzegorza Brauna celowo pomijam, powodów nie brakuje i dla jego zwolenników wymagają one osobnego wyjaśnienia. Kierownictwo PiS udowodniło w ostatnich miesiącach, że nie dorosło do poważnej polityki, gdy tylko osłabła kontrola Jarosława Kaczyńskiego, partia pogrążyła się w wewnętrznych konfliktach, tracąc istotną część poparcia. Problemem pozostaje również brak gotowości do ponoszenia konsekwencji prawa, które sami przez lata tworzyli. Ucieczka Zbigniewa Ziobry na Węgry symbolicznie odebrała mu wiarygodność i autorytet. Nie chciałbym, aby po ewentualnym powrocie PiS do władzy wymiarem sprawiedliwości kierowali ludzie motywowani wyłącznie żądzą odwetu. Konfederacja pozostaje natomiast zagadką, nie wiadomo, czy aspiruje do realnej odpowiedzialności państwowej, czy woli pozostać na poziomie politycznego folkloru.
Jeśli nie zdobędziemy się na opamiętanie, na wysiłek myślenia i kształcenia zamiast plemiennych wojen, świat po prostu pojedzie dalej, a my, skłóceni i zajęci wzajemnym okładaniem się argumentami, zostaniemy na peronie, patrząc jak odjeżdża pociąg, do którego sami zniszczyliśmy bilet.
Zostaw komentarz