W czasach PRL w „ludowym” Wojsku Polskim był utarty obowiązujący tryb kariery dla oficerów. Wszyscy oficerowie starsi byli członkami PZPR, która w statucie miała zapisane, że jest partią komunistyczną – na palcach jednej ręki można było policzyć pułkowników, którzy byli „bezpartyjni”. Władze wojskowe wybierały z tego grona partyjnych najlepiej rokujących jako przyszły dowódca-komunista i kierowały ich na naukę do sowieckich akademii wojskowych. Najbardziej ceniona przy tym była „woroszyłówka” czyli Wojskowa Akademia Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR im. K.J. Woroszyłowa (Военная академия Генерального штаба Вооружённых Сил СССР имени К. Е. Ворошилова). Absolwenci sowieckich akademii wracali do Polski nie tylko z dyplomem ukończenia studiów, ale też często z żoną Rosjanką. Praktyką stasowaną przez sowieckich „opiekunów” Polaków było podsuwanie im kobiet i sugerowanie, że należy się ożenić. Przy tym nie przeszkadzało, jeśli Polak już miał żonę – rozwód nie był niczym trudnym w „socjalizmie”. Kiedy w 1992 r. objąłem kierownictwo MON w rządzie premiera Jana Olszewskiego szefem gabinetu ministra, odziedziczonym po poprzedniku ministrze Janie Parysie był pułkownik, który ukończył „woroszyłówkę”. Pułkownik był przekonany, że w LWP miał zablokowaną karierę (utknął na stanowisku dowódcy pułku) bowiem będąc w Moskwie nie chciał rozwieść się z żoną i poślubić Rosjanki.
……
Dziennik „Rzeczpospolita” opublikował ostatnio artykuł pt. „Jak Władimir Putin wykorzystuje Rosjanki jako tajną broń przeciw Zachodowi”. Red. Andrzej Łomanowski w swoim artykule przedstawia przykłady Rosjanek, które grając różne „pokojowe” role wchodziły w interesujące rosyjski wywiad środowiska na Zachodzie i wykonywały rozliczne zadania jako agentura wpływu, a także zwyczajne szpiegówki. Służby kontrwywiadowcze państw NATO nieustannie łapią Rosjanki, które przy pomocy swych wdzięków zbierają informacje wywiadowcze.
…….
Nie tak dawno w mediach pojawiła się informacja, że społeczną asystentką posła Donalda Tuska jest urodziwa Kristina Voronovska. Jan Grabiec, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów opowiadał, że to córka „ukraińskiego wojskowego”, który stacjonował w Polsce jako żołnierz armii sowieckiej, ma podobno częściowo polskie pochodzenie i dzięki temu świetnie zna język polski. Teraz okazało się, że uczestniczącą w biznesach Włodzimierza Czarzastego – zadaje się bardzo bliska znajoma – jest Rosjanka z polskim obywatelstwem Swietłana Czestnych posiadająca rozliczne kontakty petersburskie prowadzące wprost do otoczenia Putina. W przypadku asystentki Tuska według zapewnień ministra Grabca kontrwywiad prześwietlił ją i nie zgłosił żadnych zastrzeżeń. W sprawie rosyjskich znajomości marszałka Czarzastego – według zapewnień koordynatora służb specjalnych ministra Tomasza Siemoniaka – też nie ma żadnych zastrzeżeń.
Trawersując polskie powiedzenie o diable i babie możne powiedzieć: gdzie FSB/GRU zechce tam babę poślę!
Autor: prof. Romuald Szeremietiew
Polski polityk, publicysta, doktor habilitowany nauk wojskowych specjalista w zakresie obronności (habilitacja „O bezpieczeństwie Polski w XX wieku”), nauczyciel akademicki, m.in. profesor nadzwyczajny Akademii Obrony Narodowej i Akademii Sztuki Wojennej, więzień polityczny PRL, poseł na Sejm III kadencji, były wiceminister i p.o. ministra obrony narodowej.
Zostaw komentarz