Czyli o używaniu telefonów w szkołach podstawowych.
Barbara Nowacka chce ustawą zabronić dzieciom z podstawówek używania telefonów w szkole. To kolejny pomysł naczelnej edukatorki zdejmujący z rodziców ich podstawowe, wobec dzieci, zadanie. Wychowanie.
Od wychowywania dzieci są przede wszystkim rodzice.
Szerzej, rodzina.
To na nich spoczywa obowiązek zapewnienia im dobrostanu oraz przystosowania do życia w społeczeństwie.
Szkoła ma tylko w tym procesie im pomagać.
Nie wyręczać.
To oni decydują kiedy ich dziecko dostanie pierwszy telefon komórkowy.
Dziś jest to 9 lat.
O wiele poniżej progu, który umożliwia dzieciom w miarę świadome jego używanie.
Powinno być, zdaniem psychologów, piętnaście lat.
Zwłaszcza w odniesieniu do mediów społecznościowych.
Dziś, statystyczny dzieciak „siedzi” w nich średnio około pięciu godzin.
Dlatego mózgi się im, mówiąc kolokwialnie, lasują.
Są nieustannie podniecone, agresywne, podatne na hejt i z niską samooceną.
Popadają w depresję, która niekiedy kończy się samobójstwem.
Ustawą problemu uzależnienia dzieci od „komórek” się nie rozwiąże.
To rola rodziców. którzy mogą, a nawet powinni, mieć świadomość kiedy dziecko może ją otrzymać i wyjaśnić mu, do czego ma służyć.
Czasami słychać tłumaczeniu się rodziców, że muszą mieć kontakt z dzieckiem. Nawet w szkole.
Zasadnicze pytanie, po co?
Dawanie małym gzubom, na I komunię, telefonu komórkowego to idiotyzm i rzecz szkodliwa.
To tak jakby dać mu karabin i powiedzieć – a teraz idź na dwór i sobie postrzelaj.
Nie tylko kula zabija, ale słowo też.
Wiedzą to dzieciaki doświadczające hejtu w internecie od swoich rówieśników.
Nie pomożemy dzieciom w ich dorastaniu wyłącznie za pomocą zakazów.
„Nie rób tego, a rób to”
To bismarkowska edukacja.
Potrzebna jest im cierpliwość i uważność rodziców.
Perswazja i rozmowa o jego potrzebach, problemach, ambicjach.
A niekiedy stawianie granic i mówienie „nie”.
Foto: Gov.pl
Zostaw komentarz