Biadolenia niejakiego Hawranka, naczelnego portalu Wolnemedia.net zasługują na uwagę. Blokowanie portalu przez 18 miesięcy było aż nadto dotkliwe. Sąd cywilny uznał pretensje i zasądził… 5 tys. zł odszkodowania. Ale zawodnicy z wolnychmediów są twardzi. Zapowiadają złożenie apelacji.
Odszkodowanie ma bowiem wynosić… aż 15 tysiaków!
Przypominam, że wg Jareczka Ruszkiewicza portal ów to „głęboka woda”…
Podstawowym zarzutem, z jakim nie godzi się „Hawranek”, to posądzenie portalu, że jest medium prorosyjskim.
I może bym się z tym zgodził, gdyby nie wspomniany wyżej Ruszkiewicz.
Oto opublikowany 28 lutego tekst pod jednoznacznym tytułem Ukraina – droga do ruiny.
Fragmenty:
Ukraina, gdzie toczyła się wojna powojenna, była zróżnicowana etnicznie i mimo wszystko taka pozostaje. Różnorodność kulturowa może być bardzo inspirująca, ale wymaga tolerancji, wzajemnego szacunku i gotowości do uznania własnych i wspólnych wartości. Bez tych cech wróg pokojowego współistnienia różnych kultur – nacjonalizm – czai się wszędzie.
Ten niemały kraj w Europie Wschodniej był częścią znacznie większej całości, unii różnorodnych narodów: ZSRR. Dzięki pracowitości jego mieszkańców i wszechstronnemu wsparciu ze strony innych części tego rozległego kraju, Związku Radzieckiego, Ukraina, która została doszczętnie i wielokrotnie zniszczona podczas Wielkiej Wojny, rozwijała się całkiem dobrze – w rzeczywistości lepiej niż którakolwiek z pozostałych republik wchodzących w jej skład. Jej i tak już znaczna różnorodność etniczna, będąca wynikiem jej historii, została dodatkowo wzmocniona przez imigrację z innych części Związku. Sprzyjające warunki klimatyczne, obfite zasoby mineralne i wyjątkowe, unikalne w skali światowej warunki naturalne dla rolnictwa znacząco przyczyniły się do jej sukcesu.
Ludzie lubili tam mieszkać. Zróżnicowane etnicznie grupy ludności żyły razem, obchodziły swoje święta i zawierały małżeństwa ponad podziałami etnicznymi i religijnymi.
Nostalgia za ZSRS. To typowe dla putinowców. Idźmy dalej.
Wraz z upadkiem Związku Radzieckiego gospodarka również się rozpadła. I to bardzo szybko. W kraju, który niegdyś był bogaty, nagle pojawił się dotkliwy niedobór praktycznie wszystkiego. Wszyscy szukali tylko siebie. Zbawiciele i poszukiwacze fortuny, politycy i doradcy z Europy, USA i Kanady zjechali się do kraju, promując i napędzając wszystko, co wyróżniało największą grupę etniczną – według spisu ludności, a nie języka mówionego – od wszystkich innych. Czyniąc to, celowo rozbudzili wroga dotychczas pokojowego współistnienia kultur – nacjonalizm w jego najgorszej postaci.
Złoty wiek Ukrainy to wedle autora czasy Związku Sowieckiego. Ludzie żyli bogato i nie było nacjonalizmu. Co prawda znajomy, który jakimś cudem w ramach wymiany studenckiej trafił do ZSRS w latach 1980-tych po powrocie stał się zagorzałym przeciwnikiem socjalizmu nawet w najbardziej lightowej postaci; na sowieckiej Ukrainie sprzedał praktycznie wszystko – nawet okulary (oprawki). Bo tam nawet wódki brakowało.
Ale przecież nie chodzi o prawdę historyczną, ale o dotarcie do tych urodzonych po 1989 roku, kiedy to przynajmniej teoretycznie komuna została odsunięta od władzy.
Jednak historia sowieckiej Ukrainy wcale nie była taka różowa. Okazuje się bowiem, że za sprawą zachodniej Europy i USA:
Tysiące ludzi zginęło na Wschodzie, w tym wielu cywilów. Liczba ofiar waha się od 50 000 do 250 000, w zależności od źródła i metody rejestracji. Nie ma znaczenia, którą liczbę uznajemy za bardziej prawdopodobną. Ważne jest, że byli to ludzie, którzy zginęli w tajnej wojnie pod pozorem oficjalnego pokoju.
Nikt z Zachodu nie zginął. Zachód jedynie podtrzymywał tę wojnę. „Nic osobistego, tylko interesy”, jak mawiają dzisiaj. Mówili tak również wtedy, w kwaterze głównej, która umożliwiła i podsyciła tę tajną wojnę. W Monachium-Pullach, Wiesbaden, Langley i gdzie indziej.
Umieranie po wielkim umieraniu na Wschodzie, czyli umieranie po II wojnie światowej, trwało do 1954 roku. (…)
Pokój, który nastąpił, nie był łatwy, ale trwał. Zwycięzcy tego wewnętrznego konfliktu po krótkim czasie udzielili amnestii przegranym, umożliwiając im, a tym samym całemu krajowi, nowy początek po wyborach. Mieli nadzieję, że ta wielkoduszność zaowocuje pokojowym, opartym na wzajemnym szacunku współistnieniem. Pokonani i hojnie amnestiowani skorzystali z tej okazji i licznie poświęcili się własnemu językowi i historii, które zwycięzcy z kolei hojnie poparli.
Ukraina, gdzie toczyła się wojna powojenna, była zróżnicowana etnicznie i mimo wszystko taka pozostaje. Różnorodność kulturowa może być bardzo inspirująca, ale wymaga tolerancji, wzajemnego szacunku i gotowości do uznania własnych i wspólnych wartości. Bez tych cech wróg pokojowego współistnienia różnych kultur – nacjonalizm – czai się wszędzie.
Ten niemały kraj w Europie Wschodniej był częścią znacznie większej całości, unii różnorodnych narodów: ZSRR. Dzięki pracowitości jego mieszkańców i wszechstronnemu wsparciu ze strony innych części tego rozległego kraju, Związku Radzieckiego, Ukraina, która została doszczętnie i wielokrotnie zniszczona podczas Wielkiej Wojny, rozwijała się całkiem dobrze – w rzeczywistości lepiej niż którakolwiek z pozostałych republik wchodzących w jej skład. Jej i tak już znaczna różnorodność etniczna, będąca wynikiem jej historii, została dodatkowo wzmocniona przez imigrację z innych części Związku. Sprzyjające warunki klimatyczne, obfite zasoby mineralne i wyjątkowe, unikalne w skali światowej warunki naturalne dla rolnictwa znacząco przyczyniły się do jej sukcesu.
Ludzie lubili tam mieszkać. Zróżnicowane etnicznie grupy ludności żyły razem, obchodziły swoje święta i zawierały małżeństwa ponad podziałami etnicznymi i religijnymi.
I taki piękny kraj poszedł w… na drzewo. 😉
Ogromny boom gospodarczy Unii nie wystarczył jednak, by przetrwać globalne burze polityczne i gospodarcze. Ogromny kraj rozpadł się, mimo że mieszkańcy w oficjalnych, prawnie wiążących referendach 17 marca 1991 roku, w każdej republice, zdecydowaną większością głosów opowiedzieli się za utrzymaniem status quo. Jednak przywódcy, którzy wcześniej głosili wspólne wartości, nie wykazali chęci uznania wyników tych przejrzystych i demokratycznych wyborów, które bezwzględną większością głosów uzyskały w każdej jednostce terytorialnej.
Przywódcy Ukrainy w szczególności stanowczo domagali się zignorowania jasnego wyboru, jakiego dokonała ich własna, zróżnicowana etnicznie ludność, i pójścia inną drogą, oderwaną od historycznych korzeni.
Ten „ogromny boom gospodarczy Unii” (czyli ZSRS) pamiętam doskonale. Widać było na naszych szaberplacach na początku lat 1990-tych. Wysprzedawali wszystko, często za bezcen. Z tamtych czasów mam skądinąd doskonały w swojej klasie obiektyw MTO-1000. Co prawda przez te trzy dekady nie wiem, czy za jego pomocą zrobiłem więcej, niż 30 fotek, ale… mam. 😉
Problemem sowieckiej gospodarki była produkcja. Zbyt wiele czołgów, za mało artykułów konsumpcyjnych.
Poza tym brak konkurencji i nadpopyt powodował zastój. Najwyraźniej widać było to po branży fotograficznej. Otóż po 1945 roku Sowieci wywieźli kompletne wyposażenie fabryki Carla Zeissa w Jenie. Ze zdobytych części aparatu CONTAX III i IIIa zaczęto składać, a potem produkować aparaty Kiev (dalmierzowe). I poza kosmetycznymi zmianami aparat przetrwał w produkcji do 1985 roku. Dla porównania japoński Nikon oparty był na tym samym modelu. Jednak Contax made in Japan w produkcji przetrwał bodaj do śmierci Stalina (1953).
Przykłady można by mnożyć. Praktycznie ustrój sowiecki oznaczał zastój i coraz większe niedobory.
I wreszcie przeskok do czasów najnowszych.
Dążenie mocarstw zagranicznych do zdobycia władzy i stworzenia nowego porządku świata doprowadziło do pogłębienia się ubóstwa, a zasoby naturalne, przemysł i ziemia wpadły w ręce rządzących, co tylko przyspieszyło upadek państwa i społeczeństwa.
Niewielkim wysiłkiem – ale milionem, a może dwoma – udało się przekonać nacjonalistów w kraju, że winę za wszystkie problemy życiowe ponosi sąsiad. Ten, który po wielkich ofiarach wojny zbudował Ukrainę w wielki naród, zaniedbując własne potrzeby. Bo powinien był dać o wiele więcej wszystkiego – pieniędzy, przedsiębiorstw, ziemi…
Po zainwestowaniu pięciu miliardów dolarów w uspokojenie kraju, rozpętała się burza. Kiedy „normalne” gwałtowne protesty nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, konieczne stało się rozlanie krwi. Uzgodniono, że 100 ofiar śmiertelnych wystarczy, aby w wyniku zamachu stanu osadzić na stanowiskach „właściwych” ludzi.
Praktycznie wszystkie rządy europejskie, wraz z USA, były zaangażowane w ten handel śmiercią. Kluczowe porozumienia zawarto w ambasadzie kraju, który w ciągu ostatnich 120 lat wielokrotnie nie zdołał podporządkować sobie Rosji i Związku Radzieckiego. Tym krajem są Niemcy.
I tak się stało, że 18 lutego 2014 roku ludzie zostali zamordowani w sposób celowy i bezładny. 21 lutego 2014 roku, zaledwie trzy dni po masakrze w Kijowie, ówczesny prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz uciekł do Rosji. Nowe władze nigdy nie podjęły poważnej próby zbadania tej masakry.
Wraz z tym zamachem stanu Ukraina przestała istnieć jako suwerenne państwo. Wszystko, co wydarzyło się później, było w zasadzie z góry przesądzone. Wielu przewidywało wówczas wojnę, której zakończenie wynegocjowano w Genewie dokładnie 12 lat po mordach w Kijowie.
Można by temu zapobiec, a wręcz powinno się było, gdyby społeczność międzynarodowa poważnie potraktowała zasady uzgodnione w licznych, dobrze brzmiących traktatach międzynarodowych, dotyczące zapobiegania konfliktom i poszanowania zasad równego bezpieczeństwa. Sprzeciwiały się temu jednak interesy, które podtrzymywały istnienie systemu zachodniego jako takiego.
W ten sposób, poprzez zignorowanie Mińska-1 i Mińska-2 – i tutaj również Niemcy nie ustąpiły – poprzez demonstracyjne zignorowanie rosyjskich propozycji z grudnia 2021 r. przez USA i NATO, ostatecznie doszło do 24 lutego 2022 r., do rozpoczęcia rosyjskiej operacji wojskowej.
Paniali? Zły kolektywny Zachód odpowiada za doprowadzenie do nędzy kwitnącej gospodarczo w czasach ZSRS republiki nadto łamiąc wszelkie traktaty międzynarodowe praktycznie zmusił Putina do zaatakowania innego kraju.
Pokój zaś, oczywiście możliwy do zawarcia, wymagać będzie jedynie uznania przez Kijów wszelkich roszczeń Putina.
Choć teraz trudno to sobie wyobrazić, wciąż istnieje nadzieja, że negocjacje mające na celu zakończenie rozlewu krwi na Ukrainie przyniosą rozwiązanie, które umożliwi prawdziwy pokój. Pokój, który będzie stanowił realną równowagę interesów między Rosją a Ukrainą.
Powyższy tekst, zamieszczony na wolnemedia.net przez byłego admina polskojęzycznego portaliku HЕон24.ru niejakiego Jarka Ruszkiewicza jest autorstwa emerytowanego funkcjonariusza enerdowskich i sowieckich służb specjalnych René Zittlau. Jest jednym z czołowych publicystów szerzącego putinowską propagandę “Voice from Russia” („Głosu z Rosji”).
Dla uświadomienia sobie, co to za stworek, przeczytajcie fragment jego tekstu z 25 października 2024 roku Kazań – miasto szczytu BRICS:
Smoki, meczet, cerkiew prawosławna, świątynia wszystkich religii, gospodarka, która czyni obwód kazański najbogatszym regionem Rosji po Moskwie. Świecka władza Republiki Tatarstanu, na Kremlu w Kazaniu, tradycyjnie pozostaje w rękach muzułmanów. To dlatego, że Tatarstan zawsze był muzułmański.
Fakt, że jednym z najważniejszych regionów Rosji rządzą muzułmanie, nie jest kwestią społeczną ani polityczną w liberalnej Rosji. W Rosji jest to normalne i zgodne z obyczajami społecznymi. Od wieków muzułmanie, Żydzi, chrześcijanie, ateiści, buddyści, ludzie różnych narodowości i światopoglądów żyją razem w pokoju i dla dobra ogółu, tutaj w Kazaniu, w Tatarstanie. W Niemczech taka konstelacja byłaby nie do pomyślenia. O liberalizmie się nie mówi, liberalizmem się żyje.
Fakt, że rosyjski rząd wybrał to miasto na miejsce szczytu BRICS,
ma zatem głębokie znaczenie symboliczne. Przedstawiciele globalnego sojuszu państw reprezentujących szeroki wachlarz światopoglądów i głównych religii zostali zaproszeni do miasta, które od wieków słynie z pokojowego współistnienia różnych religii i narodowości. Dla dyplomatów to niewątpliwy znak.
Rosja, kraj swobód, o jakich się w dzisiejszych Niemczech nikomu ni śniło. 😉
No comments.
A tymczasem admin portaliku wolnemedia.net niejaki „Maurycy Hawranek” pisze:
Walczymy o podwyższenie zadośćuczynienia z symbolicznego 5.000 zł do 15.000 zł. Ugrana kwota jest bardzo rozczarowująca – za wiele miesięcy niepewności, stres, blokowanie portalu, przyklejenie WM fałszywej etykiety medium prorosyjskiego, które może w przyszłości wyrządzić szkody w wyniku tzw. śnieżnej kuli, kwota wydaje się żenująco niska.
To, co przykleja na WM Jareczek Ruszkiewicz wskazuje jednak na fałszywość tezy pana Hawranka.
Publikowanie tekstów rodem z „Głosu z Rosji” to już nie tylko prorosyjskość, ale jawne włączenie się w nurt kremlowskiej propagandy.
14.03 2026
Zostaw komentarz