Rząd znowu ogłasza sukces. Paski w telewizji krzyczą: „paliwo tańsze!”, eksperci kiwają głowami, a część ludzi z ulgą patrzy na niższe cyfry na pylonach. Tylko że to jest teatr. I jak zwykle – dobrze wyreżyserowany.

Bo prawda nie leży na pylonie. Prawda leży w matematyce.

Weźmy liczby.

PRZED „OBNIŻKĄ”
Cena brutto: 8,20 zł
VAT 23%: 1,53 zł
Cena netto: 6,67 zł

PO „OBNIŻCE”
Cena brutto: 7,60 zł
VAT 8%: 0,56 zł
Cena netto: 7,04 zł

Efekt?

Dla przeciętnego Kowalskiego – chwilowa ulga.
Dla przedsiębiorcy – podwyżka.

+0,37 zł na każdym litrze.
Przy 600 litrach miesięcznie: +222 zł w plecy.
Realny wzrost kosztu: około 5,5%.

I to jest sedno całej tej operacji.

Bo jeśli prowadzisz działalność, rozliczasz VAT i liczysz koszty – cena brutto jest tylko dekoracją. Interesuje cię netto. A netto nie kłamie. Netto pokazuje, że paliwo… zdrożało.

To nie jest detal. To uderza w konkretnych ludzi:

– małe firmy,
– jednoosobowe działalności,
– kurierów,
– handlowców,
– budowlańców,
– serwisantów.

Czyli w tych, którzy realnie napędzają gospodarkę. Nie w korporacje z działami optymalizacji podatkowej. Nie w wielkie spółki z armią doradców. W tych najmniejszych – najbardziej licznych i najbardziej obciążonych.

Schemat jest stary i działa bezbłędnie:

Pokazać tłumowi niższą cenę brutto.
Przepchnąć przekaz przez media.
Ogłosić sukces.

A rachunek?
Rachunek jak zwykle trafia tam, gdzie najłatwiej – do ludzi, którzy i tak nie mają jak uciec od kosztów.

To nie jest pomoc. To jest PR.

Na ekranie taniej.
W rzeczywistości drożej.

I najgorsze nie jest to, że ktoś próbuje sprzedać iluzję.
Najgorsze jest to, jak wielu ludzi nadal ją kupuje.