Są zdania, które wszyscy znamy na pamięć – oswojone, trochę już wytarte. Jedno z nich brzmi: „Jeśli ktoś uderzy cię w policzek – nadstaw mu drugi”.

Wielu widzi w tych słowach słabość. Inni – naiwną zgodę na krzywdę. Jeszcze inni wzruszają ramionami: „W życiu tak się nie da”.

A jednak być może mówią one coś zupełnie innego, niż nam się wydaje.

W czasach, gdy wypowiadał je Jezus, uderzenie w policzek nie było zwykłym ciosem. Było gestem o precyzyjnym znaczeniu. Uderzenie prawą ręką w prawy policzek – wierzchem dłoni – oznaczało pogardę. Tak traktowano kogoś niższego: sługę, poddanego, człowieka bez znaczenia. Inaczej uderzano równego sobie – otwartą dłonią. To była agresja, ale nie upokorzenie.

I właśnie tu kryje się sens tych słów.

Nadstawiając drugi policzek, człowiek nie zaprasza do kolejnego ciosu. Robi coś znacznie ważniejszego: uniemożliwia powtórzenie gestu pogardy. Ten, kto chciał go poniżyć, nagle zostaje zatrzymany. Musi wybrać – albo przestać, albo uderzyć inaczej, otwartą dłonią, jak równego sobie. Bo krok dalej jest już tylko pięść. A pięść to już nie jest gest. To jest przemoc.

W tym momencie sytuacja się odwraca. Człowiek nie odpowiada przemocą, ale też nie zgadza się na rolę ofiary. Może zostać zraniony fizycznie, ale nie zostaje upokorzony. Odbiera drugiemu możliwość poniżania.

Dziś rzadko używamy dłoni. Uderzamy słowem, milczeniem, wykluczeniem, pogardliwym komentarzem – zawsze po to, by komuś odebrać prawo do równości. I właśnie wtedy nadstawienie drugiego policzka staje się aktem największej odwagi. Oznacza: „Możesz mnie zranić, ale nie sprawisz, że zacznę cię nienawidzić. Nie stanę się taki, jak to, co mnie uderza”.

W Wielki Piątek te słowa przestały być teorią. Ten, który je wypowiedział, sam je przeżył do końca – wśród policzków, plucia, szyderstw i upokorzenia. Nie odpowiedział tym samym. Nie dlatego, że nie mógł, lecz dlatego, że nie chciał stać się tym, co Go krzywdziło.

Z zewnątrz wyglądało to jak całkowita porażka. W środku – była to wolność, której nikt nie mógł Mu odebrać.

Można przegrać, a nie ulec. Można zostać zranionym, a nie zostać poniżonym.

Może właśnie dlatego Wielki Piątek tak trudno zrozumieć. Pokazuje siłę, która nie krzyczy. Zwycięstwo, które nie wygląda jak zwycięstwo.

Nie chodzi więc tylko o to, by te słowa powtarzać. Chodzi o to, by zobaczyć Tego, który je wypowiedział – i który pokazał je własnym życiem i potwierdził Zmartwychwstaniem.

Zbigniew Grzyb

Z serii: PITOLENIE STAREGO GRZYBA 🍄