Było tak…. Czując nadchodzącą śmierć, stary szejk oznajmił 3 synom swą ostatnią wolę. W spadku zostawi im 11 wielbłądów, którymi mają się podzielić następująco: dla najstarszego – połowa stada, dla średniego – jedna czwarta, a najmłodszy miał zadowolić się jedną szóstą.
Ledwie ojciec wydał ostatnie tchnienie zaczęły się awantury wśród braci, gdyż 11 wielbłądów tak podzielić się nie da. Im bardziej niewykonalne zdawało się zadanie, tym gorzej eskalowała sytuacja. Postanowili zatem pójść po radę do mułły. Ten długo rozmyślał i powiedział: „dam wam mojego wielbłąda, dodacie go do stada i podzielcie się zgodnie z wolą ojca. A jeśli Bóg pozwoli, oddacie mi moją własność”.
I tak zrobili. Wraz z wielbłądem mułły stado liczyło 12 zwierząt więc podział okazał się prosty. Najstarszy wziął połowę z 12 – czyli sześć wielbłądów, średni – jedną czwartą, czyli 3, a najmłodszy – jedną szóstą, czyli 2 wielbłądy. Jak łatwo policzyć 6 + 3 + 2 wynosi 11. Zatem po zgodnym podziale schedy pozostał jeden wielbłąd, którego można było zwrócić nauczycielowi.
Ale to nie jest koniec historii. To zaledwie początek. Bo ta opowieść niesie w sobie wiele paradoksów i tajemnicę.
Dwunasty wielbłąd sprawił, że każdy z trzech braci… zyskał. (!)
Bez dwunastego wielbłąda najstarszy syn dostałby połowę z 11 czyli 5,5, a teraz dostał 6. Średni – mógłby liczyć tylko na 4/11 czyli 2,75, a najmłodszy – 6/11 czyli 1,833.
A zatem, dzięki dwunastemu wielbłądowi, wszyscy mieli powody do zadowolenia. Nawet wielbłądy, które uniknęły niechybnego poćwiartowania.
Kim zatem – albo czym – jest dwunasty wielbłąd, którego w zasadzie nie ma, bo został tylko pożyczony a potem oddany?
Może to coś niewidoczne dla oczu, co umożliwia wprowadzenie harmonii w miejsce awantur? A może to symbol mądrego prawa szanującego nie tylko literę, ale i ducha? Może dwunasty wielbłąd jest zaprzeczeniem zaciekłości i ciasnoty umysłu? Może jest symbolem inteligencji, która w sytuacji ostrego konfliktu potrafi znaleźć nieoczekiwane rozstrzygnięcie?
Jedno tylko jest pewne: dwunasty wielbłąd przychodzi z zewnątrz, spoza kłótni i jest bezinteresownym darem arbitra.
Bez dwunastego wielbłąda rosłaby nienawiść i wściekłość na zmarłego ojca. Bo w tej opowieści trudno zapomnieć o ojcu.
Na łożu śmierci dał synom zadanie niemożliwe. Specjalnie wywołał konflikt. Pesymiści ocenią, że był potworem. Wepchnął synów w darwinowską dżunglę: być może żeby zwyciężył najsilniejszy, najbardziej brutalny, najsprytniejszy, który przejmie wielbłądy i władzę nad klanem… Nie o taką interpretację jednak chodzi w tej dydaktycznej powiastce z zagwozdką matematyczną w tle.
Ojciec chciał przekazać synom coś więcej niż wielbłądy: chciał udzielić im ostatniej nauki.
Życie składa się z rywalizacji i konfliktów, które trzeba rozwiązywać. I są na to dwa sposoby. Można wybrać drogę, w której wszyscy zacietrzewieni tracą (trzeba zabić trzy wielbłądy) lub szukać sposobu by wszyscy zyskali.
Potrzebny jest też arbiter, który reprezentuje społeczność i w jej imieniu dąży do przywrócenia ładu.
[Ps. Chyba już kiedyś opowiadałam tę historię ale jeśli nawet, to dawno]

Fot. dla uwagi – obrazek „Bez tytułu wg Louisa Leopolda Boilly’ego” Ewa Juszkiewicz.
Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.
Zostaw komentarz