Wyobraź sobie restaurację. Przy stoliku starszy pan zamawia homara, popija winem, wstaje i wychodzi. Kelner podchodzi nie do niego, tylko do chłopaka przy barze, który je suchą bułkę, i kładzie przed nim rachunek.
– Przepraszam, to nie moja kolacja.
– Ale pan będzie płacił, bo my już tak wcześniej ustaliliśmy.
SAFE w pigułce. Europejski fine dining na koszt przyszłych pokoleń.
8 maja 2026 roku w Warszawie minister finansów i gospodarki Polski Andrzej Domański, wiceprezes Rady Ministrów i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz i komisarze UE podpisali umowę na 43,7 mld euro. 10 lat karencji, potem spłata przez 45 lat, czyli pierwszy przelew z budżetu pójdzie w 2036 roku. Konstytucja w art. 89 mówi, że umowy obciążające państwo finansowo wymagają ratyfikacji. Tej ratyfikacji nie było. Młodzi nie mają więc poczucia, że „rząd wziął kredyt”. Mają poczucie, że ktoś wziął chwilówkę na ich PESEL. A młodzi mają alergię na chwilówki, bo wiedzą, jak wygląda życie z długiem, którego się nie brało.
Sondaż SW Research dla dzisiejszej „Rzeczpospolitej”, z 17 maja 2026 roku, o wpływie unijnego programu pożyczkowego SAFE na poparcie dla rządu Donalda Tuska to idealny pretekst, żeby pokazać dziennikarskie niedowidzenie na kwestie pokoleniowe.
„Rzepa” faktycznie skupia się na ogólnej tablicy: 32% badanych wieszczy spadek poparcia, 24,6% wzrost. Gubi jednak to, co trzeba wyciągnąć na światło dzienne: że w grupie do 24. roku życia aż 38% ankietowanych zapowiada tąpnięcie notowań rządu. To nie jest statystyka, to jest lont. I to lont niezbyt długi.
Rząd i unijni urzędnicy chwalą się konstrukcją SAFE: 44 miliardy euro, niskie oprocentowanie, ale przede wszystkim 10 lat karencji. Spłata ma ruszyć dopiero w 2036 roku i trwać przez kolejne 45 lat.
A ja dziś przed obiadem, siedzę sobie nad artykułem w „Rzeczpospolitej”, który omawia wyniki sondażu o tym, jak Polacy widzą wpływ programu SAFE na poparcie dla rządu. Niby nic wielkiego: trochę procentów, trochę komentarza, kolorowe wykresy, które mają robić za dowód rzeczowy. Ale im dłużej na to patrzę, tym bardziej coś mi w tym obrazie zgrzyta. Jakby ktoś próbował opowiedzieć historię, ale zgubił najważniejszy akapit.
Przeczytałem go raz, drugi, trzeci i za każdym razem miałem wrażenie, że autorzy patrzą na te dane pod takim kątem, że aż im się obraz lekko przechyla. Niby pytanie zadane poprawnie, niby wykresy czytelne, niby komentarz ekspercki na miejscu. A jednak interpretacja jakoś nie chce mi się złożyć z tym, co widzę na tych kolorowych kółeczkach. Jakby ktoś opisał pogodę, patrząc nie w okno, tylko w kalendarz.
Oni widzą w tym sondażu ostrzeżenie dla rządu, ale takie ogólne, rozmyte, bez wskazania palcem, skąd właściwie ten niepokój się bierze. A ja widzę tam bardzo wyraźny sygnał pokoleniowy, który aż świeci na czerwono. Widzę młodych, którzy mówią: „Halo, to my będziemy to spłacać, a nikt nas nie pytał”. I widzę, że to nie jest zwykła opinia. To jest początek narracji, która może urosnąć.
I tu zaczyna się właściwe PITOLENIE STAREGO GRZYBA.
Bo jak młodzi mówią, że rządowi spadnie poparcie, to nie jest prognoza, to jest samospełniająca się przepowiednia. Jak młodzi mówią, że SAFE to dług narzucony ponad ich głowami, to nie jest analiza, to jest początek ruchu pokoleniowego. A jak młodzi mówią, że nie będą spłacać zobowiązania, które nie przeszło ścieżki ratyfikacji, to nie jest bunt, to jest argument moralny. I to wszystko widać w tych dwóch niewinnych wykresach, jeśli tylko spojrzeć na nie bez okularów redakcyjnej rutyny.
Człowiek patrzy na te kolorowe kółeczka z sondażu i myśli: „No dobrze, kolejna zabawka statystyczna”. Ale im dłużej się patrzy, tym bardziej widać, że młodzi mają miny, jakby ktoś im właśnie wręczył rachunek za kolację, na której nawet nie siedzieli. To nie jest zwykła opinia, to jest sygnał pokoleniowy. A sygnały pokoleniowe mają to do siebie, że nie znikają, tylko rosną jak chwasty w ogródku, którego nikt nie dogląda.
Młodzi patrzą na SAFE i widzą nie „platformę inwestycyjną”, tylko kolejną cegłę do plecaka, który już dawno przestał być lekki. Oni wiedzą, że to oni będą spłacać te wszystkie europejskie marzenia, bo starsi zdążą się wymeldować z życia zawodowego. I nie chodzi o to, czy SAFE jest dobry, czy zły. Chodzi o to, że nikt ich nie zapytał o zdanie. A jak młody człowiek czuje, że ktoś mu coś narzucił, to zaczyna się bunt, a nie wdzięczność.
Dzisiejsi pięćdziesięciolatkowie +, którzy w sondażu najchętniej wróżą rządowi wzrost poparcia, bo 31%, za 10 lat będą powoli przechodzić na emeryturę. Dla nich ten dług jest abstrakcją. Z kolei dzisiejszy osiemnastolatek w 2036 roku wejdzie w najgęstszy moment zakładania rodziny, brania kredytów i budowania życia. I dokładnie wtedy państwo każe mu dorzucić się do unijnej raty. Starszy pan zamawia homara, a rachunek każe wysłać na adres nastolatka, który w tym czasie je suchą bułkę.
Policzmy to. 43,7 mld euro podzielone na nas to ponad 4 600 zł na każdego Polaka już dziś. Ale dla osiemnastolatka to nie jest jednorazowa składka. To będzie comiesięczna rata wpisana w podatki przez całe jego dorosłe życie, od 28. do 73. roku życia. SAFE jest więc „bezpieczny” tylko dla tych, którzy zdążą zejść ze sceny przed 2036 rokiem.
Najciekawsze jest to, że młodzi nie tylko uważają, że rządowi spadnie poparcie. Oni tworzą tę rzeczywistość. Bo jak pokolenie TikToka zaczyna powtarzać jedną narrację, to ona żyje własnym życiem, niezależnie od tego, co mówią ministrowie. To jest jak mem: raz wypuszczony, zaczyna krążyć i mutować. A rząd może sobie wtedy tylko patrzeć, jak rośnie fala, której sam nie zauważył na horyzoncie.
W rozmowach z młodymi słychać coś, czego politycy najwyraźniej nie słyszą: „To nie jest nasz dług, to jest dług tych, którzy to podpisali”. I to jest zdanie, które ma w sobie więcej energii niż pół rządowego PR-u. Bo jest proste, moralne i intuicyjne, a takie hasła budują ruchy, nie programy. W dodatku młodzi mają argument prawny, który brzmi jak młot: „Nie było ratyfikacji, więc to nie jest zobowiązanie państwa”.
Oni nie mówią: „brak ratyfikacji”. Oni mówią: „mój dziadek dostał czołg, ja dostałem fakturę”. Albo: „ktoś wziął na mnie abonament na 50 lat bez kliknięcia »akceptuję«”. To jest dokładnie ten moment, w którym prawny szczegół staje się memem.
Jeśli ktoś dziś szuka miejsca na nowy ruch polityczny, to właśnie znalazł żyłę złota. Młodzi są wkurzeni, nieczuli na autorytety i gotowi poprzeć kogoś, kto powie im: „Nie będziecie płacić za cudze decyzje”. To nie jest bunt dla buntu, to jest poczucie pokoleniowej sprawiedliwości. A takie rzeczy nie gasną, tylko rosną razem z pokoleniem, które je niesie.
Młodzi wychowani na cyfrowej przejrzystości, gdzie każda subskrypcja wymaga wyraźnego kliknięcia „Akceptuję regulamin”, nagle widzą, że ktoś im podpisał umowę abonamentową na pół wieku bez ich zgody, kodu SMS i prawa do wypowiedzenia. „Nie było ratyfikacji” brzmi w uszach młodego pokolenia jak: „ktoś ukradł moją tożsamość i wziął na mnie chwilówkę”.
A rząd? Rząd powinien zacząć się bać, ale jeszcze o tym nie wie.
Bo SAFE nie jest problemem finansowym, jest problemem symbolicznym. A symbole są dużo groźniejsze niż cyferki w budżecie, bo trafiają prosto w emocje. Jeśli młodzi uznają SAFE za symbol długu narzuconego ponad ich głowami, to rząd będzie miał z nimi problem przez lata. I żaden sondaż tego nie przykryje, choćby był najbardziej kolorowy.
Skoro pokolenie TikToka potrafi błyskawicznie skrzyknąć się wokół czystego dobra, z taką samą prędkością potrafi zorganizować cyfrowy opór przeciwko narzuconemu ciężarowi. Jeśli narracja „to nie nasz dług” zmieni się w wiralowy trend, rząd nie zderzy się z tradycyjną opozycją partyjną, ale z rozproszonym, ironicznym i bezwzględnym ruchem, którego nie da się zaprosić na rozmowy do ministerstwa, bo nie ma jednego lidera.
I tu wracamy do nazwy. SAFE miało być tarczą. Dla młodych to jest odwrotnie. To jest UNSAFE. Oni po prostu boją się rachunku, który ktoś im położył na stole, zanim zdążyli usiąść.
I to jest pierwszy program w historii, który w nazwie ma „SAFE”, a w odbiorze brzmi jak: „Uważaj, będzie bolało”.
Zbigniew Grzyb
Z cyklu PITOLENIE STAREGO GRZYBA 🍄
Szanowny Panie Grzyb. Czy wiadomym jest kto w tej sprawie zlozyl zawiadomienie do Szanownej Prokuratury o mozliwosci popelnienia przestepstwa? Zapewne Niesmiertelny Towarzysz Wieslaw przeciera w grobie okulary. Pozdrowienia. stevek