Dwie wojny – na Ukrainie i w Iranie – zmieniły wyobrażenie o przyszłej wojnie. Zresztą każda wojna testuje wojenne teorie. Kiedyś wydawało się, że na morzach najważniejsze są potężne pancerniki, aż wybuchły wojny światowe i odesłały pancerniki do skansenu.
Teraz okazało się, że tanie drony i szybkie motorówki z jedną wyrzutnią rakietową bywają bardziej skuteczne niż wyładowane kosztowną elektroniką potężne machiny wojenne. Bardzo ważne jest też rozproszone dowództwo oraz wojna elektroniczna. Dotyczy to zwłaszcza wojny asymetrycznej.
My raczej nie skorzystamy z tych doświadczeń. Pierwszą przeszkodą jest nasza niereformowalna wizja strategii bezpieczeństwa zawieszona na współpracy ze Stanami Zjednoczonymi.
Oczywiście to partnerstwo nie jest równe. My kupujemy tę współpracę między innymi płacąc za Abramsy, Black Hawki i F-35. I nie widzimy żadnego pola manewru. Musimy w ten sposób zyskać amerykańską sympatię, gdyż to jest inwestycja w nasze bezpieczeństwo geostrategiczne.
Do tego dokłada się chorobliwa centralizacja. Akceptacja idei rozproszonego dowództwa i przyznanie jednostkom niższego szczebla prawa do podejmowania samodzielnych decyzji operacyjnych w ramach ustalonej strategii – jest całkowicie wykluczona. Sztab generalny czułby się odarty z autorytetu. W naszym państwie najdrobniejsze decyzje muszą być podejmowane z poszanowaniem drogi służbowej na zasadach biurokratycznych.
Zostaw komentarz