Miało być tak pięknie. To miał być pierwszy od niepamiętnych czasów szczyt Rady Europejskiej, na którym nie ma ani wichrzycieli z Polski, ani – tym bardziej – Orbana. Wszystko się miało udać, tym bardziej, że dzień wcześniej – zgodnie z przekazami polskich „ekspertów” – „upokorzony klęską z Iranem” Trump, przyjął wszelkie ustalenia pod dyktando duetu Macron – Merz. Oczywiście prawda o „sukcesie” owej skompromitowanej dwójki jest taka sama, jak o „klęsce” Trumpa. Ale że zostanie to tak brutalnie zdemaskowane ledwie po 24 godzinach, a wyrok wymierzą w ramach „europejskiej solidarności” liderzy pozostałych państw – tego nie spodziewał się nikt. No prawie nikt, bo widać wyraźnie, że ów stan nastrojów w Europie lepiej zrozumiał „Daddy” niż duet M – M wspierany przez VDL. Lekarstwo jakim miał być brak Orbana nie zadziałało. A co się wydarzyło?
Poświęcam temu uwagę, przerywając rozważania o nowej Polskiej Polityce Wschodniej, bowiem właśnie o stosunek do Rosji i Ukrainy poszło. M – M i VDL usiłowali narzucić swoje machinacje reszcie Europy, strasząc ją tym razem nie Orbanem, ale Trumpem. Przybyli z przekazem, że po „klęsce” z Iranem, Trump postanowił się wziąć za Ukrainę i Rosję (czyli to o czym pisałem jeszcze przed szczytem G7). A skoro tak, to musimy go wyprzedzić. No i nasz dzielny duet, wspierany przez trzecią niemotę z Londynu, pod hasłem E3 chciał narzucić reszcie Unii, swoje „scenariusze”.
Okazało się jednak, że równolegle do nich działania w imieniu UE podjął jej przewodniczący, czyli Portugalczyk A. Costa. Kiedy dzielna E3 miesiącami deliberowała nad „scenariuszami” rzucenia Putina na kolana ich własnymi siłami, Costa wszedł w bezpośredni dialog z Kremlem robiąc z nich – mówiąc krótko – idiotów.
Czwartkowa wieczorna dyskusja na temat Rosji i Ukrainy, przeprowadzona była bez asystentów, a nawet telefonów komórkowych ze względu na drażliwość tematu. To skądinąd ciekawe, bo jak twierdzili ludzie VDL, podobno poprzednio Orban nagrywał tę zgraję i raportował do Moskwy. No to kogo się obawiali, skoro Orbana nie było? „Debata” trwała dwie godziny dłużej niż planowano – ujawniła wyłonienie się dwóch głównych obozów.
Jak donoszą zorientowani, stanowisko M – M jest takie, że to nie jest odpowiedni moment na rozmowy z Putinem, a kiedy ten moment nadejdzie, inicjatywę powinno przejąć „E3”: Francja, Niemcy i Wielka Brytania. Inni przywódcy zajęli przeciwne stanowisko, twierdząc, że to rola UE i popierając Costę.
Zauważmy, jak wyglądają te „dwa obozy” – pierwszy to Merz i Macron, drugi – pozostałe 25 krajów UE.
Solidne potwierdzenie tego faktu jest sytuacją bez precedensu w całej historii Unii. Bywało, że wyizolowana była Francja (za De Gaulle’a, ale to na jego własne życzenie). Jednak wyizolowanie „europejskiego motoru”, do tego dokonane w tak spektakularnych okolicznościach – tego nigdy nie było. To coś w rodzaju europejskiego powstania z kolan i znak, że ani z Niemcami, ani z Francją nikt się już w Unii poważnie nie liczy. Symptomatyczny jest również fakt, że w całej tej zadymie, VDL zajęła pozycję neutralną. Jej postawa w sprawie „wojny handlowej z Chinami” jest tu również wielce symptomatyczna – o czym za chwilę.
Miejsce Orbana wydaje się zajmować premier Belgii, który już na poprzednim szczycie zablokował przejęcie zablokowanych rosyjskich aktywów na potrzeby finansowania państwa ukraińskiego, a teraz wyrasta na nowego lidera europejskiego. Powiedział on: „Pierwsze pytanie brzmi, czy Putin chce negocjować. Do tego czasu… nikt inny poza Costą nie może reprezentować Unii Europejskiej”. Dodał też, że „Jeśli [Putin] wykaże chęć negocjacji, uważam, że będziemy musieli ponownie zdecydować, jak postępować”.
Rada w burzliwej debacie, nie określiła ostatecznie jak UE ma być reprezentowana wobec Moskwy, ale 25 państw zgodziło się, że nie może to być duet M – M. Co do zasady kraje w liczbie 25 były sfrustrowane wykluczeniem ich z wstępnych rozmów między E3 a prezydentem Ukrainy Zełenskim przed szczytem. Polemizowano jednak, dlaczego Rada Europejska miałaby przejąć pałeczkę w imieniu bloku, a nie Komisja Europejska lub Służba Działań Zewnętrznych, organ odpowiedzialny za politykę zagraniczną UE. Skrajnie zirytowany Merz przekazał swoim kolegom przywódcom, że chociaż Costa reprezentuje UE, nie powinien pełnić roli mediatora. Chociaż Merz chciał uniknąć otwartego konfliktu z Costą przy stole szczytu, dał mu to jasno do zrozumienia „w inny sposób”. Costa według Merza zachował się „wysoce nieprofesjonalnie” ponieważ ukrył skalę swoich kontaktów z Rosją, co wyszło na jaw dopiero w środę w doniesieniach medialnych.
Co jest jednak w tym szczególnie ciekawe to fakt, że rozmowy zainicjowane przez Costę nastąpiły na bezpośrednią prośbę Zełenskiego. To ten, poza plecami „liderów” E3 z którymi się znowu namiętnie obściskiwał, prosił Costę o zaangażowanie UE w negocjacje pokojowe. Jakoś zapomniał o tym wspomnieć M – M, co jednak dowodzi również, że jego wiara i w ich pozycję i ich zdolności do wynegocjowania z Moskwą czegokolwiek, jest jednak wysoce ograniczona.
Na tym tle zastanawiające jest tylko to, że nasz Donald „nikt mnie nie ogra” Tusk zawsze z triumfem notyfikujący swoje kolejne sukcesy na tym podwórku, dziwnie milczy w obliczu tej niezwykle „złożonej rzeczywistości”. Co ciekawe odbył on rytualne spotkanie z Zełenskim przed opisaną zadymą, ale tenże o swoich flirtach z Costą, a tego z Kremlem mu nie powiedział. Dlatego też „nasz Donek” pozostał w tej debacie na poziomie, który opanował najlepiej: „policzmy głosy panowie”. No i rzecz jasna, choć Zełenski był ze swoim ministrem spraw zagranicznych, Donek znowu był osamotniony, bo jego Mr Apfelbaum zajmował się w tym czasie poważniejszymi wyzwaniami – walką na „X”.
Zanim przejdę do puenty, jeszcze jeden element wczorajszego brukselskiego cyrku. Mianowicie przywódcy UE zwrócili się do Komisji Europejskiej z prośbą o opracowanie skuteczniejszych narzędzi do radzenia sobie z potęgą gospodarczą Chin, a Niemcy nawet zaostrzyły swoje stanowisko wobec Pekinu. Jakby nie mówić – już nawet oni nie dźwigają deficytu w handlu z Chinami, a ich dwie perły w koronie – przemysł motoryzacyjny i przemysł chemiczny – właśnie przykładnie toną. Podczas kolacji – no taka to wysoka ranga „problemu” – przywódcy zwrócili się do Komisji z prośbą o ocenę unijnego „arsenału” narzędzi do obrony handlu i „ostateczne” opracowanie nowych instrumentów, aby zapewnić blokowi to, czego „potrzebuje do obrony swoich interesów i minimalizacji ryzyka”.
W odpowiedzi VDL próbowała dowiedzieć się od przywódców UE, na ile są oni gotowi zaakceptować chiński odwet w czasie, gdy Unia zmaga się z problemem ochrony europejskich fabryk przed tańszymi, luksusowymi towarami z Chin. Sprzedają oni te produkty na rynku europejskim po niskich cenach, z którymi europejscy producenci nie są w stanie konkurować, co doprowadza je do bankructwa. Jak się jednak okazało, czterodaniowa kolacja była zbyt krótka, aby poważniej zająć się tym zagadnieniem. Wobec tego Komisja Europejska „popracuje nad tematem’, bo za kilka dni przyjeżdża delegacja chińska i z czymś trzeba do nich wyjść. Żeby była jasność, ów „problem” niszczy europejski przemysł od wielu lat, a w ostatnich 3 latach już systemowo, a ci goście na kilka dni przed kluczowymi negocjacjami informują, że „rozeznają” dostępne mechanizmy, kiedy kraje unijne im odpowiedzą „jak daleko są skłonne pójść w wojnie z Chinami”. Ponieważ jednak najważniejszy instrument wypracowany przez UE w ostatnich latach – projekt New Generation – jest, jak wiadomo cały czas konsekwentną odpowiedzią na pierwszą falę covida, to nie ma się co specjalnie dziwić.
Dzisiaj „nasi” dzielni przywódcy zajmą się kolejnymi „wyzwaniami”. Najpierw (chyba podczas śniadania”), pogadają o podniesieniu konkurencyjności Unii. Trzeba stawić czoła wyzwaniu sprecyzowanemu dwa dni temu – nie da się pogodzić celów „Zielonego Ładu” z nadążeniem z rewolucją technologiczną związaną z AI. Innymi słowy, trzeba wracać do energii z węgla, bo z wiatrakami i solarami to już za chwilę czołówka afrykańska nas przeskoczy.
A na „lunch” zostawili sobie „nasi przywódcy” rozmowę o budżecie na następne 7 lat. Wszystko wskazuje na to, że nasz dzielny komisarz Serafin nie jest w stanie zapewnić na ów lunch menu, które pozwoli bez przełknięcia przejść wobec jego propozycji.
Dla naszych spraw związanych z nową PPW ważne są dwa elementy. Widać wyraźnie, że w grze o „rozwiązanie” problemu ukraińsko – rosyjskiego żadna UE, żadne E3, E5 czy inne „formaty”, nie będą się liczyły. I nie dlatego, że nie chce tego Trump, że ma coś do tego Putin, że nawet już Zełenski ostentacyjnie pokazuje, że dostrzega tę wszechogarniające niemoc. Jest tak, bowiem w Europie – co skądinąd nie dziwi – nie ma elementarnej zgodności co do tego co i jak robić. Bo każdy ma inne interesy i „europejska solidarność” jest po prostu fikcją. Z perspektywy historycznej, to jest zupełnie oczywista konstatacja i nie wymaga żadnych dowodów, a iluzja jej utrzymywania wynikała wyłącznie z potrzeby walki z Polską i z Orbanem. Po drugie widać też wyraźnie – i dowodzi tego sam Zełenski – że istnieje świadomość konieczności rozmawiania z Putinem, bo bez tego żadnej solucji nie będzie. Tępa naiwność duetu M – M, że omijając Putina, coś uzyskają, została właśnie wzorcowo zdemaskowana dzisiejszej nocy.
Najważniejsze jest pytanie, jakie wnioski zostaną z tego wyciągnięte w Polsce. Bo widać już wyraźnie, że podążanie taką ścieżką wystawia już na śmieszność nawet Francję i Niemcy. Nowa Polska Polityka Wschodnia musi zatem wyjść z zaklętej niemożności prowadzenia jakiegokolwiek dialogu z Rosją. Bo bez tego, wylądujemy na całkowitym marginesie procesu, który już trwa. W żadnym razie nie możemy znaleźć się ponownie w sytuacji, w której – tak jak w Teheranie czy w Jałcie – o naszych sprawach z Rosją rozmawiali inni. Skutki tego były zawsze jednoznaczne.
Autor: prof. Grzegorz Górski
Polski prawnik, nauczyciel akademicki, adwokat, polityk, samorządowiec, doktor habilitowany nauk prawnych, profesor nadzwyczajny Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, od 2011 do 2014 sędzia Trybunału Stanu. Więcej na stronie autorskiej: grzegorzgorski.pl
Zostaw komentarz