W sprawie Wołynia od trzydziestu lat zawsze słyszymy, że to nie jest odpowiedni moment. Kiedy Ukraina budowała swoją państwowość po rozpadzie ZSRR, nie był to odpowiedni moment. Kiedy trwała Pomarańczowa Rewolucja, nie był to odpowiedni moment. Kiedy był Majdan, również nie. Kiedy Rosja zajęła Krym, mieliśmy milczeć w imię solidarności. Kiedy wybuchła pełnoskalowa wojna, znów usłyszeliśmy, że nie wolno poruszać trudnych tematów. Teraz słyszymy, że trzeba poczekać do odbudowy Ukrainy. A potem zapewne usłyszymy, że trzeba poczekać jeszcze trochę, bo sytuacja międzynarodowa jest zbyt delikatna.
Tylko jeśli przez trzy dekady nie znaleziono właściwego momentu na uczciwe zmierzenie się z historią, to warto zadać pytanie, czy taki moment w ogóle miał nadejść. Coraz częściej można odnieść wrażenie, że problem nie leży w czasie, lecz w braku woli jego rozwiązania ze strony Ukrainy, czego dowodem jest miałki list Zełenskiego do naszego prezydent.
Polska przez lata okazywała Ukrainie ogromne wsparcie. I słusznie, bo rosyjska agresja zasługuje na potępienie. Jednak przyjaźń między narodami nie polega na przemilczaniu spraw trudnych. Prawdziwi partnerzy potrafią mówić sobie także rzeczy niewygodne.
Co więcej, od Polaków często oczekuje się bezwarunkowego zrozumienia dla ukraińskiej wrażliwości historycznej. Tymczasem nikt nie wymaga od nas, abyśmy akceptowali każdą decyzję władz w Kijowie czy każdą interpretację historii. Można wspierać Ukrainę w walce z rosyjską agresją, a jednocześnie domagać się prawdy o Wołyniu i banderowskich ludobójcach.
Niektórzy mówią, że takie działania osłabią Ukrainę. Ale czy naprawdę szacunek dla ofiar jest większym problemem niż utrata przez Ukrainę,Krymu bez walki w 2014 roku? Czy większym problemem jest polska pamięć historyczna niż wieloletnie podziały wewnętrzne Ukrainy, które wykorzystywała i wykorzystuje Rosja? Trudno oprzeć się wrażeniu, że od Polski wymaga się więcej wyrzeczeń niż od wielu innych partnerów Ukrainy.
Pamięć o Wołyniu nie jest wymierzona przeciwko współczesnym Ukraińcom. Jest wyrazem szacunku dla pomordowanych i próbą zamknięcia niezagojonej rany. A ran nie leczy się przez ich ukrywanie. Im dłużej odkłada się prawdę na później, tym bardziej wraca ona ze zdwojoną siłą.Juz dziś widać, że wielu Polaków odwraca się od banderowskich władz Ukrainy i Ukraińców.Sami do tego doprowadzili i sami poniosą tego konsekwencje.