Były Prezydent RP Andrzej Duda opublikował dokument z 2011 roku z odręczną adnotacją: „Zgoda. Donald Tusk”. Chodzi o współpracę SKW ze służbami kilku państw, w tym Federacji Rosyjskiej. Pytanie brzmi: jaki był cel tej zgody i dlaczego dziś budzi ona tak ogromne emocje?

JEDEN DOKUMENT, WIELE PYTAŃ

Polska polityka znów sięga zenitu. Tym razem nie za sprawą konferencji prasowej, przecieku czy anonimowego informatora. Andrzej Duda opublikował dokument z 2011 roku i zadał Donaldowi Tuskowi krótkie pytanie:

„Premierze Tusk, czyj to podpis?”

Na skanie pisma widnieje odręczna adnotacja:

„Zgoda. Donald Tusk”.

Dokument dotyczy wniosku ówczesnego szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego gen. Janusza Noska o zgodę na podjęcie współpracy ze służbami specjalnymi Algierii, Ukrainy, Gruzji, Federacji Rosyjskiej oraz Chińskiej Republiki Ludowej.

Wśród wymienionych państw jest Rosja. I właśnie dlatego sprawa wywołała polityczną burzę.

2011 ROK. GRUZJA JUŻ WIEDZIAŁA, CZYM JEST ROSJA

Nie można udawać, że był to czas politycznej niewinności. Trzy lata wcześniej Rosja dokonała agresji na Gruzję. Europa zobaczyła wtedy brutalne oblicze Kremla, choć wielu zachodnich polityków nadal chciało wierzyć, że z Moskwą można prowadzić interesy tak, jakby nic się nie stało.

Rok wcześniej Polska przeżyła zamach smoleński. I właśnie w takim klimacie politycznym pojawia się dokument dotyczący współpracy SKW ze służbami kilku państw, wśród których wymieniono Federację Rosyjską. Andrzej Duda celowo przypomniał te daty, pytając: „Po agresji na Gruzję? Po katastrofie w Smoleńsku?”

TO NIE JEST SPRAWA DO ZAMIATANIA POD DYWAN

Najłatwiej byłoby dziś krzyknąć: „Tusk współpracował z FSB!”.

Ale rzetelność wymaga czegoś więcej niż politycznego okrzyku.

Sam dokument wskazuje na zgodę dotyczącą podjęcia współpracy SKW ze służbami specjalnymi kilku państw. Nie oznacza to automatycznie, że polskie służby wykonywały polecenia Rosjan czy że Donald Tusk prowadził jakąkolwiek tajną politykę przeciwko Polsce.

Jednak równie absurdalne byłoby udawanie, że nic się nie wydarzyło.

Premier polskiego rządu miał wyrazić zgodę na formalną współpracę obejmującą również rosyjską stronę. To fakt wynikający z opublikowanego dokumentu.

I właśnie ten fakt wymaga jasnego wyjaśnienia.

AFGANISTAN CZY POLITYCZNY RESET?

Jest jeszcze jeden element, którego nie wolno pomijać. Według relacji medialnych dotyczących tej sprawy współpraca miała mieć związek między innymi z zadaniami dotyczącymi ewakuacji polskich żołnierzy z Afganistanu. Ten kontekst nie został przedstawiony w krótkim wpisie Andrzeja Dudy publikującym dokument.

I właśnie dlatego potrzebujemy pełnej odpowiedzi. Nie propagandowej. Nie partyjnej. Nie w formie mema na portalu społecznościowym.

Jakiego rodzaju współpracy dotyczyła zgoda? Z kim konkretnie miała być prowadzona? Jakie informacje miały być wymieniane? Jakie były jej granice? I dlaczego w jednym dokumencie znalazły się jednocześnie Ukraina, Gruzja, Chiny, Algieria oraz Federacja Rosyjska?

To są pytania, na które opinia publiczna ma prawo oczekiwać odpowiedzi.

„ZGODA. DONALD TUSK” – I CO DALEJ?

Polityka Donalda Tuska wobec Rosji z tamtego okresu od lat budzi spory. Jedni mówią o błędnym „resecie”, inni przypominają realia ówczesnej polityki międzynarodowej i współpracę służb różnych państw. Ale dokument przypomniany przez Andrzeja Dudę ma jedną zasadniczą cechę.

Jest konkretny. Jest materialny. I zawiera odręczną adnotację przypisywaną ówczesnemu premierowi.

Dlatego nie wystarczy dziś powiedzieć: „to stara sprawa”. Historia nie przestaje istnieć tylko dlatego, że komuś politycznie przeszkadza.

POLSKA MA PRAWO WIEDZIEĆ

Najgorszym rozwiązaniem byłaby kolejna wojna propagandowa, w której jedna strona krzyczy „zdrada!”, a druga odpowiada „polityczna manipulacja!”.

Polacy zasługują na dokumenty, daty i pełny kontekst.

Jeżeli współpraca była konieczna dla bezpieczeństwa polskich żołnierzy – należy to jasno pokazać.

Jeżeli miała szerszy charakter – społeczeństwo również powinno poznać jej zakres. Bo w sprawach dotyczących służb specjalnych, Rosji i bezpieczeństwa państwa nie może obowiązywać zasada:

„Nie pytajcie, bo to było dawno”.

Nie. Właśnie dlatego, że dziś znamy już dalszy ciąg historii Rosji Putina – od Gruzji, przez Ukrainę, aż po pełnoskalową wojnę – pytania o decyzje podejmowane w przeszłości stają się jeszcze ważniejsze.

 

DOKUMENT NIE ZAMYKA SPRAWY. ON JĄ OTWIERA.

I dlatego Donald Tusk powinien odpowiedzieć jasno i szczegółowo:

Na co dokładnie wyraził zgodę? W jakim celu? I jaki był rzeczywisty zakres współpracy SKW ze stroną rosyjską?

Politycy mogą zmieniać narracje.

Dokumenty zostają.