Kraj, który dopuszcza się zbrodni wojennych, który rozpoczyna wojnę, zobowiązany jest do zapłacenia reparacji wojennych.

Trzeba również przypomnieć, że według wszystkich międzynarodowych deklaracji zbrodnie wojenne się nie przedawniają i mogą być dochodzone w każdym czasie. Zostało to również potwierdzone nie tak dawno, w maju 2023 r. na konferencji, szczycie Rady Europy w Reykjaviku, gdzie wszystkie kraje członkowskie Rady Europy podpisały się pod deklaracją końcową. W wyniku działań polskiej dyplomacji znalazło się w niej również sformułowanie o tym, że pojednanie po konfliktach wojennych jest możliwe tylko i wyłącznie wówczas, jeżeli kraj-agresor zapłaci krajowi poszkodowanemu reparacje wojenne. Czyli poruszamy się w jednoznacznie zdefiniowanym i jasno określonym obszarze. Obszar jest sprecyzowany przez prawo międzynarodowe, przez deklaracje międzynarodowe, przez wartości naszego kręgu cywilizacyjnego.

Największymi złodziejami Europy byli Niemcy i Rosjanie. OD 1939 roku do chwili obecnej oba kraje, które napadły na Polskę ograbiły Polski majątek. To byli nie tylko bandyci, ludobójcy ale i złodzieje. wykradziono i wywieziono nie tylko majątek narodowy ale i prywatnych ludzi w tym dzieła sztuki.

Polska i Polacy całkiem niedawno mieli do czynienia z niemieckimi rządami na naszych ziemiach. Niemcy  podczas II wojny światowej dokonali nieprawdopodobnych zbrodni wobec Polaków: wymordowali blisko sześć milionów  naszych obywateli, wywozili miliony Polaków na roboty przymusowe w głąb Rzeszy (gdzie byli zazwyczaj traktowani gorzej niż zwierzęta), terroryzowali i poniżali naszych  rodaków, więzili ich i torturowali w obozach koncentracyjnych i gestapowskich oraz policyjnych kazamatach,  zniszczyli setki polskich miast i tysiące wsi, zrabowali nasze skarby narodowe, dzieła sztuki, aktywa bankowe, zakłady przemysłowe, wywieźli do Rzeszy w celu zniemczenia 200 tysięcy polskich dzieci, celowo spalili wiele polskich zabytków, skarbów kultury, największe archiwa i biblioteki. Te zbrodnie nigdy nie zostały odpowiednio ukarane.

Tylko nieliczni zbrodniarze stanęli przed sądami Republiki Federalnej Niemiec, gdzie zapadały zazwyczaj niewielkie wyroki, egzekwowane jedynie w małej części. Mordercy wielu tysięcy ludzi wychodzili zza krat po kilku latach ze względu na stan zdrowia. Zrabowane dzieła sztuki i archiwalia pozostają nadal w zbiorach niemieckich, a polskie apele o ich zwrot kwitowane są bezczelnymi i cynicznym odpowiedziami. Polacy, którym bestialstwo niemieckich żołnierzy, policjantów i urzędników odebrało zdrowie i mienie, nie dostali żadnych odszkodowań lub uzyskali odszkodowania w wymiarze tylko symbolicznym (polscy więźniowie niemieckich obozów koncentracyjnych). Polska w praktyce nie dostała prawie żadnych rekompensat od Niemiec ani za straty materialne (głównie w wyniku rabunku na gigantyczną skalę i celowych zniszczeń), ani za straty moralne, ani za wymordowanie milionów obywateli polskich oraz za darmową przymusową pracę milionów Polaków.

Niemożliwym jest oszacowanie wartości dzieł sztuki, jakie w czasie wojny Niemcy wywieźli z Polski lub zniszczyli. Lynn H. Nicholas w książce „Grabież Europy” pokazuje mechanizm, według którego naziści okradali podbijane kraje. Niestety, choć do dziś nasze obrazy zdobią niemieckie galerie, a książki wzbogacają zbiory bibliotek, nie ma co liczyć na szybki ich zwrot.

22 miliony książek i 516 tysięcy dzieł sztuki – oto straty, jakie według szacunków Ministerstwa Spraw Zagranicznych polska kultura poniosła w czasie II wojny światowej. Dokładniejszy rejestr prowadzi Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Zgromadziło w nim dane o ponad 63 tysiącach zrabowanych przedmiotów. Spis jest ciągle uzupełniany, powiększany i prawdopodobnie lista nigdy nie zostanie zamknięta. Nie da się bowiem ani policzyć, ani oszacować tych strat. Znawcy sztuki przyjmują, że ich wartość może sięgać nawet 30 miliardów dolarów.

Spustoszenie Polski nie nasyciło jednak apetytu Niemców, scenariusz przećwiczony na polskich muzeach i prywatnych kolekcjach Niemcy powtarzali w każdym podbitym kraju. O tym, jak bardzo przywiązywali się do ukradzionych skarbów, świadczy przykład gubernatora Hansa Franka, który uciekając przed Armią Czerwoną, zabrał ze sobą należącą do polskich zbiorów „Damę z łasiczką” Leonarda da Vinci. Choć od razu po kapitulacji III Rzeszy alianci nakazali zwrot wszystkich zagrabionych dzieł, wiele z nich do dziś wypełnia magazyny niemieckich muzeów i galerii sztuki. Procedura identyfikacji dzieła i odnajdywania właścicieli (a najczęściej ich spadkobierców) jest bowiem żmudna i czasochłonna. Tak przynajmniej tłumaczą się niemieccy muzealnicy.

3,5 biliona zł, a może 25 bilionów zł. Ile powinny zapłacić Polsce Niemcy za straty materialne i ludzkie poniesione w II wojnie światowej? Temat reparacji powrócił z impetem i czeka na finał w instytucjach międzynarodowych. Licytacja się rozkręca, a apetyt rośnie. Skoro płacić powinni Niemcy, dlaczego nie Rosjanie?

Takie stanowisko nie przeszkadza jednak w drążeniu sprawy nad Wisłą. Nad kwestią pracują eksperci Biura Analiz Sejmowych, a apetyt polityków stale rośnie. W publicznych wypowiedziach pojawił się nowy wątek – odszkodowania za krzywdy wojenne od wschodniego sąsiada.

Polska nie otrzymała i najprawdopodobniej nie otrzyma bezpośrednich reparacji wojennych od Niemiec za zniszczenia z II wojny światowej, ponieważ Berlin stoi na stanowisku, że kwestia ta została zamknięta prawnie i historycznie.

Trzeba pamiętać, że Niemcy wypłacają odszkodowania różnych krajom, różnym nacjom, chociażby społecznościom żydowskim, czy społecznościom krajów Europy Zachodniej. Natomiast nie wypłacają ich Polakom, Ukraińcom, Białorusinom, Serbom, Włochom czy Grekom.

Chcę wskazać, że jestem głęboko przekonany o moralnym zobowiązaniu Niemiec do odszkodowania i naprawy krzywd wyrządzonych Polsce przez niemiecką agresję i okupację w latach 1939-1945. Straty materialne, kulturalne, techniczne poniesione w wyniku napaści z września 1939 roku są ogromne, nieodwracalne i najprawdopodobniej mogą być oszacowane jedynie częściowo. Nie wspominając już o osobistych tragediach, bowiem nie ma w Polsce rodziny, której nie dotknęłaby II wojna światowa. Jestem również przekonany, że takie roszczenia miałby podstawę prawną, ale na chwilę obecną kwestią dalece sporną czy taki obowiązek jest wciąż aktualny, a jeżeli nawet to czy jest możliwe ich wyegzekwowane na forum sądu międzynarodowego

Stanowisko rządu Tuska i relacje z Berlinem
  • Kwestia ofiar zamiast wielkich bilionów: W przeciwieństwie do wcześniejszych szacunków rządu PiS opiewających na 6,2 biliona złotych, obecny rząd skupia się na wsparciu dla wciąż żyjących, nielicznych już poszkodowanych (szacowanych na kilkadziesiąt tysięcy osób). [1, 2]

  • Odrzucenie symbolicznych kwot: Tusk odrzucił wcześniejszą ofertę rządu niemieckiego opiewającą na 200 mln euro, uznając ją za niewystarczającą i niemającą charakteru prawdziwego zadośćuczynienia. [1, 2]

  • Sprawa zrzeczenia się w 1954 roku: Premier podkreśla, że PRL nie była wówczas państwem suwerennym, dlatego komunistyczne zrzeczenie się reparacji wobec NRD nie jest uznawane za wiążący akt woli polskiego narodu. [1, 2]

  • Groźba wypłat z polskiego budżetu: Podczas spotkań z niemieckimi władzami Tusk zaznaczył, że jeśli Berlin w obliczu wewnętrznych sporów koalicyjnych nie sfinalizuje konkretnego planu wsparcia (szacowanego na ok. 300 mln euro), Polska rozważy sfinansowanie świadczeń dla swoich obywateli sama. Sprawa ta wciąż budzi duże emocje polityczne w kraju, a opozycja zarzuca rządowi bierność.
  • Jakiś czas temu przeczytałem książkę z 1954 roku pt. „Władcy koncernów niemieckich”. Została napisana przez Gerharda Baumana. Czytamy w niej coś takiego: „Jeśli jednak spojrzy się poza fasadę i zbada się, kim są ci ludzie, którzy nadają ton towarzystwom akcyjnym, to odkryje się, że w najważniejszych przedsiębiorstwach występuje ciągle ta sama stosunkowo mała grupa ludzi. Ta mała grupa, należy ją ocenić w Niemczech Zachodnich na 40-50 osób, tworzy oligarchię finansową, składającą się z najbogatszych rodzin, które całkowicie opanowały gospodarcze i polityczne życie Niemiec Zachodnich”. Na ile decydującą rolę w oporze wobec naszych polskich roszczeń ma biznes niemiecki?

Niemcy za Tuska liczą na to, że sprawa zniknie z agendy polsko-niemieckiej, jeśli wkrótce wybory w Polsce wygra opozycja. Stąd też widzimy wielkie wzmożenie w mediach niemieckich, finansowanie różnego rodzaju eventów, spotkań, które organizuje opozycja w Polsce. I opozycja w Polsce mruga okiem do Niemców: Wiecie, no popieramy te reparacje, ale jak wygramy wybory, to jakoś się dogadamy. Co może oznaczać, że jakimś tanim kosztem sprawa zostanie zamieciona po wyborach pod dywan.

NIGDY !