Czy zwykła gminna altana może stać się miejscem prywatnego monitoringu? W małopolskiej wsi Stanisław Dolny w gminie Kalwaria Zebrzydowska pojawiła się skarga na działalność sołtysa. W tle jest ukryta kamera oraz pogwałcenie prywatności mieszkańców i pytania, kto oraz na jakiej podstawie mógł rejestrować obraz lub dźwięk osób korzystających z publicznego miejsca. Czy to było szpiegowanie i inwigilacja na wielką skalę?
Skarga, której nie da się już schować pod dywan
To nie jest plotka z wiejskiej „ławeczki pod sklepem”. To sprawa, która trafiła oficjalnym trybie do Rady Miejskiej w Kalwarii Zebrzydowskiej.
8 września 2026 roku Komisja Skarg, Wniosków i Petycji miała w porządku obrad rozpatrzenie skargi na działalność sołtysa sołectwa Stanisław Dolny. Dokument został opublikowany w materiałach eSesji jako „skarga sołtys”.
Co istotne, nie jest to osoba anonimowa w lokalnym życiu publicznym. Pani Ewa jest sołtysem Stanisławia Dolnego, a jednocześnie radną Rady Miejskiej w Kalwarii Zebrzydowskiej. Gmina oficjalnie wskazuje ją jako sołtysa tego sołectwa, a eSesja prowadzi jej profil jako radnej Rady Miejskiej. I właśnie dlatego sprawa wymaga szczególnej przejrzystości oraz transparentności przy jej wyjaśnianiu.
Prywatna kamera w publicznym miejscu?
Sedno sprawy sprowadza się do pytania, które powinno być zadane bez żadnych politycznych czy towarzyskich podtekstów:
Kto miał prawo monitorować osoby korzystające z publicznej infrastruktury i na jakiej podstawie? A także na czyje zlecenie prowadzono inwigilację?
Jeżeli kamera rzeczywiście znajdowała się w gminnej altanie lub obejmowała swoim zasięgiem miejsce publiczne, trzeba ustalić przede wszystkim:
- kto był administratorem nagrań,
- kto zamontował urządzenie,
- kto je finansował,
- jaki obszar obejmowała kamera,
- czy rejestrowany był wyłącznie obraz, czy również dźwięk,
- czy nagrania były zapisywane,
- gdzie były przechowywane,
- przez jaki czas,
- kto miał do nich dostęp,
- czy mieszkańcy byli o monitoringu poinformowani,
- jaka była podstawa prawna przetwarzania danych.
To nie są pytania z kategorii „czepiania się”. To podstawowe pytania o prywatność obywateli.
A jeśli kamera słyszała więcej, niż powinna?
Tutaj sprawa robi się naprawdę poważna. Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych wielokrotnie wskazywał, że monitoring wizyjny nie powinien automatycznie oznaczać rejestrowania dźwięku.
UODO wprost wskazuje, że przepisy o monitoringu co do zasady nie zezwalają na nagrywanie dźwięku, a rejestracja głosu może być nadmiarową formą przetwarzania danych i prowadzić także do odpowiedzialności administracyjnej, cywilnej, a nawet karnej.
W 2026 roku UODO ponownie podkreślił, że monitoring istotnie ingeruje w prywatność, a w przypadku podmiotów publicznych musi istnieć konkretna podstawa prawna do jego stosowania. Organ wskazał również, że utrwalanie dźwięku może być działaniem nadmiarowym.
To nie już jest teoria.
W lipcu 2026 roku UODO poinformował o pierwszej karze związanej z prywatnym monitoringiem. Ponad 26 tys. zł miała zapłacić osoba, która mimo nakazu UODO nadal stosowała monitoring obejmujący m.in. drogę publiczną, a system rejestrował zarówno obraz, jak i dźwięk.
W grudniu 2025 roku UODO informował z kolei o nakazie zaprzestania przetwarzania danych przez monitoring obejmujący drogę publiczną i sąsiednie posesje. Także tam chodziło o obraz i głos.
Czy przypadek w Stanisławiu Dolnym jest podobny?
Tego nie wolno przesądzać bez zbadania sprawy. Ale właśnie dlatego trzeba ją zbadać.
Nie tylko „kto przechodził”
Jeżeli urządzenie rzeczywiście rejestrowało dźwięk, zakres potencjalnie zebranych informacji mógł być znacznie większy niż sam wizerunek. W miejscu publicznym ludzie rozmawiają. O rodzinie. O pracy. O problemach finansowych. O zdrowiu. O sporach sąsiedzkich. O lokalnych władzach. O polityce. O swoich prywatnych sprawach. I nie zakładają, że rozmowa przy gminnej altanie jest automatycznie „rozmową kontrolowaną” prowadzoną „przed mikrofonem”.
Dlatego kluczowe pytanie brzmi:
Czy kamera tylko patrzyła, czy również słuchała?
A co z telefonami i bankowością?
Tu również potrzebna jest ostrożność. Nie ma obecnie podstaw, by twierdzić, że ktokolwiek w tej sprawie przechwytywał hasła do bankowości elektronicznej czy kody wpisywane w telefonach. Ale jeśli kamera była ustawiona tak, że rejestrowała osoby korzystające ze smartfonów lub ekranów urządzeń, należy ustalić co faktycznie obejmował jej kadr i czy nagrania pozwalały na odczytanie jakichkolwiek informacji.
To zupełnie inna kwestia niż samo nagrywanie wizerunku.
Dlatego pytanie techniczne powinno być banalnie proste:
Jaki był kąt widzenia kamery, jaka była jej rozdzielczość i czy posiadała funkcję nagrywania dźwięku?
Bez odpowiedzi na te pytania można tylko spekulować. A dziennikarstwo śledcze polega właśnie na tym, żeby spekulacje zastąpić dokumentami.
RODO nie jest dekoracją
UODO przypomina, że także samo obserwowanie obrazu z kamery w czasie rzeczywistym może stanowić przetwarzanie danych osobowych.
RODO wymaga natomiast istnienia odpowiedniej podstawy prawnej przetwarzania danych.
W przypadku monitoringu prowadzonego przez jednostki samorządu terytorialnego przepisy przewidują również obowiązek odpowiedniego oznaczenia monitorowanych obiektów. UODO wskazuje, że monitoring stosowany przez JST musi spełniać określone wymogi prawne i informacyjne.
Jeżeli więc mieszkańcy wchodzili do miejsca publicznego, a kamera działała bez odpowiedniej informacji, pojawia się kolejne pytanie:
Czy wiedzieli, że są obserwowani?
Najpierw mieszkańcy, potem dokumenty
Sprawa jest tym bardziej interesująca, że nie zakończyła się na rozmowach „między ludźmi”. Formalna skarga została skierowana do organów gminy.
8 września zajmowała się nią Komisja Skarg, Wniosków i Petycji.
17 września 2026 roku materia dotycząca skargi na sołtysa nadal znajdowała się w porządku obrad komisji Rady Miejskiej. A następnie trafiła do porządku obrad XXX sesji Rady Miejskiej zaplanowanej na 21 września 2026 roku, w punkcie 18.
To oznacza jedno:
sprawa jest oficjalna i znajduje się w procedurze samorządowej.
Nie trzeba jej dopowiadać. Nie trzeba jej ubarwiać. Wystarczy zadawać pytania.
Dlaczego lokalne media milczą?
To pytanie również warto postawić. W przeprowadzonej przez Pressmanię kwerendzie nie znaleźliśmy w dostępnych wynikach lokalnych portali publikacji, która przedstawiałaby tę sprawę w sposób odpowiadający jej obecności w oficjalnych materiałach Rady Miejskiej. Ale nie oznacza to automatycznie, że znamy powód.
Może to być przeoczenie. Może brak informacji. Może oczekiwanie na rozstrzygnięcie rady. A może zwyczajnie nikt wcześniej nie uznał, że warto zadać trudne pytania. Dlatego je zadajemy.
Czy mieszkańcy mogą czuć się bezpiecznie?
To powinno być pytanie skierowane nie tylko do sołtysa. Także do burmistrza. Do Rady Miejskiej. Do administratora obiektu. Do inspektora ochrony danych — jeżeli w sprawie występuje właściwa jednostka lub administrator.
I wreszcie do samego UODO, jeśli okoliczności wskazują na możliwość naruszenia przepisów.
Mieszkaniec, który siada w gminnej altanie, ma prawo wiedzieć, że ktoś go filmuje. Turysta również. Osoba rozmawiająca z rodziną również. Człowiek prowadzący prywatną rozmowę również.
Warto pamiętac, że publiczne miejsce nie oznacza automatycznie publicznego życia każdego człowieka.
Teraz czas na odpowiedzi
Jako redakcja Magazynu Opinii Pressmania.pl nie przesądzamy winy. Nie wydajemy wyroku. Nie twierdzimy, że kamera nagrywała hasła bankowe. Nie twierdzimy nawet, że urządzenie rzeczywiście rejestrowało dźwięk — to wymaga potwierdzenia.
Ampodkreślamy jednak stanowczo, że istnieje oficjalna skarga dotycząca działalności sołtysa, a przedmiot sprawy jest na tyle istotny, że opinia publiczna ma prawo poznać fakty.
Dlatego pytania są proste:
1. Kto zamontował kamerę?
2. Czy była prywatna czy gminna?
3. Kto był administratorem danych?
4. Czy nagrywała dźwięk?
5. Czy nagrania były przechowywane?
6. Kto miał do nich dostęp?
7. Czy mieszkańcy zostali o monitoringu poinformowani?
8. Czy istnieje dokument określający cel i podstawę prawną monitoringu?
9. Czy sprawę badał inspektor ochrony danych?
10. Czy o sprawie zawiadomiono Prezesa UODO?
11. Czy Rada Miejska zamierza wyjaśnić wszystko do końca, czy problem zniknie wraz z papierami w urzędowej szufladzie?
W państwie prawa kamera może monitorować. Ale obywatel ma prawo wiedzieć kto patrzy, po co patrzy i na jakiej podstawie. A jeśli kamera również słuchała, pytanie jest jeszcze poważniejsze.
Przecież mieszkańcy przychodzili do gminnej altany porozmawiać ze sobą. Nie po to, żeby prowadzić rozmowę z niewidzialnym mikrofonem.
Od redakcji!
Dziennikarze śledczy Magazynu Opinii Pressmania.pl będzie tej sprawie się przyglądać. I sprawdzać dokumenty, a także zadajemy publicznie pytania, których inne media unikają.
Zostaw komentarz