Przez 5 minut Stany Zjednoczone były globalnym hegemonem. Zamiast jednak udowodnić, że ich przywództwo przynosi światu korzyści, Amerykanie zaczęli realizować w skali globalnej destrukcyjne praktyki stosowane przez nich od lat w Ameryce Łacińskiej.
Otóż Stany Zjednoczone narzucały państwom Ameryki Łacińskiej uzależnionych od siebie polityków. Wykorzystując mechanizmy demokratyczne, ingerowały w wybory, a jeżeli to było za mało – wspierały antydemokratyczne przewroty oraz dyktatorskie reżimy uległe wobec Ameryki.
Ten mechanizm wymagał jednak osłabiania państw latynoskich od środka. Stany Zjednoczone, równolegle do działań militarno-politycznych mających na celu uzależnienie władz, prowadziły działania podważające tożsamość społeczeństw, niszczące wspólnotę i korumpujące elity. Była więc twarda siła i miękka siła – soft power.
Trudno mi powiedzieć, czy efekt tych działań był zamierzony, czy też stanowił skutek uboczny, ale społeczeństwa latynoskie uległy głębokiej polaryzacji na elity silnie zintegrowane ze Stanami Zjednoczonymi oraz społeczeństwo coraz bardziej antyamerykańskie. Nie wydawało się to szczególnie groźne, gdyż elity latynoskie skutecznie kontrolowały społeczeństwo przy wsparciu amerykańskim.
W dobie hegemonii nad światem po upadku Związku Radzieckiego ten model kolonializmu Stany Zjednoczone zaczęły realizować w skali globalnej. I wszystko byłoby dobrze, gdyby cały świat był tak blisko Stanów Zjednoczonych jak Ameryka Łacińska. Bowiem nie każde działania, które bardzo dobrze sprawdziły się podczas zarządzania wioską, będą równie skuteczne w zarządzaniu dużym miastem. W przypadku polityki globalnej skala ma znaczenie.
I nie udało się. A raczej udało się częściowo, to znaczy znaczna część globalnego społeczeństwa stała się antyamerykańska.
W Ameryce Łacińskiej nastroje antyamerykańskie są bezsilne wobec bliskiego sąsiedztwa amerykańskiej potęgi. Im jednak dalej od Ameryki, tym trudniej je kontrolować. Oczywiście Stany Zjednoczone bardzo się starają, aby ich wojska mogły interweniować błyskawicznie w każdym punkcie świata. Udało się to jednak tylko na małą skalę, w postaci punktowych operacji sił specjalnych. W przypadku działań na większą skalę projekcja siły amerykańskiej jest ograniczona i nie gwarantuje trwałych rezultatów politycznych.
Dlatego przywódcy Iranu mogą zacytować słowa polskiego prezydenta Andrzeja Dudy w odpowiedzi na groźby prezydenta Trumpa, który straszy ich interwencją lądową: „Nie strasz, nie strasz, bo…”
W konsekwencji im dalej od Stanów Zjednoczonych, tym polityka siłowa staje się mniej skuteczna. Wciąż jednak pozostaje amerykańska soft power, powodująca demoralizację społeczeństw i amerykanizację elit. W założeniu ma to prowadzić do takich samych skutków jak w Ameryce Łacińskiej, czyli uzależnienia świata od Stanów Zjednoczonych. Jednak amerykańska miękka siła bez wsparcia twardej siły nie jest tak skuteczna i może wywołać skutek odwrotny od zamierzonego. Wszystko zależy od postawy miejscowych elit i siły społeczeństwa.
Na przykład Chiny w wyniku rewolucji kulturalnej strząsnęły z siebie zamerykanizowane i zeuropeizowane elity. Zrobiły to na swój wschodni, brutalny sposób, który w nas budzi odrazę, ale otworzyło im to drogę do niepodległości kulturowej i rozwoju własną drogą.
Należy bowiem pamiętać, że Chiny przez tysiąclecia rozwijały się w przekonaniu, że ich państwo jest najdoskonalszym tworem ludzkości. Gdy więc do Państwa Środka dotarli europejscy i amerykańscy kolonizatorzy mający przewagę techniczną i militarną, był to tak wielki wstrząs moralny dla chińskiego społeczeństwa, że wahadło odbiło w drugą stronę i elity chińskie zaczęły się wstydzić własnej cywilizacji, ślepo naśladując wzorce zachodnie.
Rewolucja kulturalna uderzyła w elity, których sposób myślenia ukształtowała kolonialna trauma. Być może można to było zrobić łagodniej, ale jak? Jeżeli mamy naukowców ślepo wierzących w myśl zachodnią, artystów promujących amerykańskie wzorce, nauczycieli wstydzących się chińskiej tradycji i cywilizacji, a do tego sposób myślenia znacznej części inteligencji został ukształtowany podczas studiów w Ameryce?
W każdym razie rewolucja kulturalna z naszej perspektywy była zła, bardzo zła, ale umożliwiła odbudowę cywilizacji uwolnionej od amerykańskich wpływów i kolonialnej traumy. Dlatego amerykańska soft power jest bezsilna wobec Chin.
Taki sam skutek osiągnął fundamentalizm islamski w oparciu o religię. Dał odpór amerykańskim wpływom kulturowym, które są podstawowym narzędziem amerykańskiego kolonializmu. Oczywiście państwa muzułmańskie są słabsze od Chin, dlatego Stany Zjednoczone mogą wobec nich stosować również rozwiązania siłowe, ale nie jest to tak bezpieczne i skuteczne jak w pobliskich państwach Ameryki Łacińskiej.
Otwarta wojna na większą skalę prawie zawsze staje się dla Stanów Zjednoczonych śmiertelną pułapką, nawet w przypadku tak słabego państwa jak Afganistan. W konsekwencji amerykańska dominacja nad światem jest obecnie poważnie zagrożona.
Bo państwa i społeczeństwa, które odcięły się od Ameryki i nie są demoralizowane od środka przez amerykańską soft power, rozwijają się coraz szybciej. Ich rozwój może być wprawdzie hamowany amerykańskimi sankcjami gospodarczymi, ale obecnie przestało to być aż tak skuteczne, gdy państwa przeciwstawiające się amerykańskiej dominacji stworzyły swój własny, alternatywny obieg gospodarczy.
Natomiast społeczeństwa amerykańskich sojuszników słabną. Nie mogą się bowiem przeciwstawiać destrukcyjnym wpływom kultury amerykańskiej. Słabną przede wszystkim w wyniku dezintegracji, niszczenia poczucia wspólnoty i promocji postaw egoistycznych oraz hedonistycznych. Trudno takie społeczeństwa zmobilizować do obrony wspólnych wartości. W konsekwencji amerykańska polityka w skali globalnej okazała się autodestrukcyjna. Wzmacnia obcych, a wyniszcza swoich.
Pomimo tego, że większa część świata jest nadal uzależniona od Ameryki, tak naprawdę Stany Zjednoczone stają się coraz bardziej osamotnione. Można to prześledzić na przykładzie Polski. To prawda, że nasze elity są zamerykanizowane niemal tak jak elity w państwach Ameryki Łacińskiej, a społeczeństwo nie jest jeszcze antyamerykańskie. Ale nasze elity są coraz bardziej bezwartościowe, a społeczeństwo zdemoralizowane.
W tej sytuacji trudno uwierzyć, abyśmy byli wartościowym sojusznikiem amerykańskim, jeżeli nie jesteśmy nawet w stanie walczyć o Polskę.
Zostaw komentarz