Ks. Marek Pieńkowski jest dyrektorem Ośrodka Kultury i Formacji Chrześcijańskiej w jarosławskim Opactwie. To on gościł nas na obiedzie po pogrzebie mojego męża, senatora Andrzeja Mazurkiewicza. To on przyjął mnie i moją koleżankę na kilka dni, kiedy przyjechałyśmy na modlitwę o uzdrowienie i rozmowę z ks. Marianem Rajchelem.

Pamiętam ten obiad. Pamiętam ciszę klasztoru, w której można było odetchnąć. Pamiętam noc w kościele, która dała mi siłę, gdy wszystko się we mnie rozpadało.

Ks. Rajchel mieszkał w tym opactwie od 1998 roku. Był egzorcystą, rekolekcjonistą, człowiekiem, do którego przyjeżdżało się po światło. Mówiłam z nim wtedy o uzdrowieniu. Nie tylko ciała — o uzdrowieniu serca po stracie.
Odkąd zamieszkałam w Jarosławiu, bardzo często odwiedzam to miejsce. Daje mi siłę i nadzieję…

A teraz w tym samym miejscu zginął kapłan. Ks. Pieńkowski walczył o życie po ataku nożownika 24 września.

To nie jest już tylko historia instytucji. To historia ludzi, którzy mnie przyjęli, gdy byłam słaba. Którzy dali mi pokój, gdy nie umiałam go znaleźć.

Dziękuję im za każdą chwilę. I modlę się za wspólnotę, która trwa tam dalej — mimo bólu, mimo zranienia.