No więc AfD (Alternatywa dla Niemiec) idzie jak burza, wygrywając wybory w kolejnym niemieckim landzie. Co oznacza, że ustabilizowana sytuacja europejskich elit politycznych może zostać zachwiana. Bo AfD oskarżana jest o prawicowy populizm, w domyśle nazizm, czyli należy się obawiać drugiego Hitlera.
Nie znam się aż tak na polityce niemieckiej, aby ocenić, czym naprawdę jest AfD, ale jedno jest dla mnie pewne: drugiego Hitlera nie będzie. Bowiem historia nie powtarza się tak wprost. Co oznacza, że odwoływanie się do Hitlera jest manipulacją polityczną lub, jeszcze gorzej, usprawiedliwieniem działań siłowych, gdy nie będzie można zatrzymać AfD metodami demokratycznymi. Bo trzeba było Hitlera w porę zatrzymać siłą…
Ta myśl od dawna była rozwijana i stała się ideowym fundamentem działań takich organizacji jak Antifa. Inspirowała też próby sądowego ograniczenia lub zakazu działalności politycznej Trumpa, Brauna i Le Pen. W przypadku Niemiec jest jeszcze gorzej – bo to Niemcy.
Zacznijmy jednak od początku: faszyści i naziści nie są winni temu, że przejęli władzę we Włoszech i Niemczech na początku XX wieku. Są odpowiedzialni za swoje późniejsze zbrodnie, ale winę za to, że przejęli władzę, ponosi kryzys demokracji i liberalizmu.
Bo rządy demokratyczne w Europie doprowadziły do kataklizmu w postaci I wojny światowej, a liberalizm i wolny rynek wpędziły znaczną część mieszkańców Europy w skrajną nędzę. To właśnie pchnęło ludzi w stronę komunizmu i nazizmu. I nie jest tak, że źli byli faszyści i komuniści, a ówczesny świat był bez skazy.
Dzisiaj mamy analogiczną sytuację. Nie należy bowiem zapominać, że nie tylko AfD. W Berlinie wygrała przecież skrajna lewica. Czyli tak jakby historia się powtarzała.
Ale historia nie powtarza się wprost. Można grać na historycznych lękach, jednak nic się nie powtarza dwukrotnie w takiej samej formie. Natomiast w podobnych okolicznościach ludzie reagują podobnie. Jeżeli więc demokracja europejska pogrążyła się w kryzysie i ludzie przestali ufać politykom demokratycznym – będą szukać alternatywy. Na przykład Alternatywy dla Niemiec. Źródłem kryzysu nie jest jednak to, że oni szukają. Problemem jest to, że oni nie ufają.
Właśnie dlatego mamy bardzo silną polaryzację oraz rosnącą popularność sił poza-mainstreamowych z obu stron. Bo mainstream ludzi zawiódł.
Przypomnijmy sobie słowa Winstona Churchilla o demokracji: „Jest najgorszą formą rządów, jeśli nie liczyć wszystkich innych form, których próbowano od czasu do czasu”. Wmawiano sobie, że była to pochwała demokracji. Ale jaka tam pochwała. To raczej uznanie jej wad za mniejsze zło w porównaniu z ówczesnymi totalitaryzmami: nazizmem i komunizmem.
To prawda, możemy uznać demokrację za mniejsze zło, ale pod warunkiem, że zachowa umiar oraz będzie ograniczana przez prawo, sądy i media. Bez tego demokracja sama w sobie staje się źródłem zła.
Należy pamiętać, że w kodzie genetycznym „władzy ludu” jest zapisany brak umiaru. Bo wydaje się, że w imieniu ludu wolno wszystko bez żadnych ograniczeń. Przecież władzy ludu nie mogą ograniczać prawa boskie, moralność, tradycja czy obyczaje. Gdy więc sądy i media zaczynają działać w interesie władz – demokratyczne rządy z zapałem przystępują do budowy nowego wspaniałego świata.
To jest właśnie paradoks demokracji: zmierza ona niepostrzeżenie do absurdalnej dyktatury. Jej absurdalność polega na tym, że rządy ludu stają się nieznośne dla ludzi. Aż wreszcie gotowi są poprzeć nawet skrajną dyktaturę, aby przywróciła stabilizację i stary porządek. To nie jest przypadek ani oszustwo, że faszyści obejmowali władzę pod hasłem przywrócenia porządku. Po prostu rządy demokratyczne stały się zbyt szalone.
Ten mechanizm powtarzał się wielokrotnie od Juliusza Cezara aż do Hitlera. Wszystko wskazuje na to, że może powtórzyć się dzisiaj. Bo masowa imigracja, rewolucja obyczajowa, dziwactwa klimatyczne, eksperymenty socjotechniczne i wpychanie Europy w nową wojnę światową. Znowu.
A do tego wszystkiego dochodzi zatkanie ludziom ust poprawnością polityczną. Samooszukiwanie się zostało uznane za metodę ulepszenia świata. Jeżeli nie będziemy mówić, że jest źle – to będzie dobrze. W konsekwencji nie można prowadzić uczciwej debaty o powodach niezadowolenia społeczeństwa. Nie wiemy więc, czy ludzie zaczęli wątpić w demokrację z powodu imigracji, podatków, wojny, ratowania planety czy upadku edukacji.
Otóż demokracja nie daje prawa do samowoli w imieniu ludu. Politycy demokratyczni powinni mieć świadomość, że rządzą tylko przez chwilę i nie powinni szkodzić. Ale nic z tego. Im mają mniejszy format – tym bardziej się nadymają po wygranych wyborach. A gdy wreszcie doprowadzą do kryzysu – mają pretensje do ludzi.
A ludzie odwrócą się od nich w drugą stronę, gdy poczują się zdradzeni i oszukani. Nie wiem, co tam jest po tamtej stronie. Na pewno nie ma dzisiaj faszyzmu ani bolszewizmu. Ale coś jest. Nie chcę nawet sprawdzać, co tam jest.
Niestety elity polityczne też reagują podobnie w podobnych okolicznościach. Tak jak optymaci w czasach Cezara, arystokraci w czasie rewolucji francuskiej i rosyjskiej oraz politycy niemieccy w Republice Weimarskiej. Nie poczuwają się do winy i chcą bunt społeczny zatrzymać siłą.
Ludzie zachowują się tak samo, ale skutki są zawsze inne. Nie możemy więc przewidzieć, co będzie. Pewne jest, że nie będzie Oktawiana Augusta ani Napoleona, ani Lenina, ani Hitlera. Ale coś będzie.
Dlatego nadchodzą ciekawe czasy. Podobno jest takie chińskie przekleństwo: „Obyś żył w ciekawych czasach”.
Zostaw komentarz