,,OPERACJI LAWINA”
LATO 46 r. POCZĄTEK ,,OPERACJI LAWINA” I KOŃCA ZGRUPOWANIA HENRYKA FLAMEGO ,,BARTKA”. Operacja Lawina rozpoczęła się już pierwszych dniach Sierpnia 1946 r. Do pierwszego spotkania „kpt. Lawiny” z dowódcą zgrupowania doszło 6 sierpnia 1946 r. w obozowisku leśnym. MBP i UB stwierdziło że o wiele łatwiej będzie partyzantów ,,Bartka” zwabić w pułapkę i zlikwidować, niż ganiać się za nimi po lasach. To była zorganizowana i zaplanowana zbrodnia Konumistów w Polsce na żołnierzach niezłomnych. To była ZBRODNIA !
Partyzanci „Bartka” pod osłoną ciepłych wrześniowych nocy 1946 r, wsiadli na ciężarówki i w 3 transportach wyruszyli na ziemie zachodnie. Rodziny wciąż czekały na wiadomość od nich. Ślad po nich zaginął. Co wydarzyło się w nocy z 25 na 26 września 1946 r. w lesie w pobliżu Barutu? Prawda o nich okazała się mroczna i krwawa. Dziś wiadomo, że akcja była ubecką prowokacją. Wówczas nie wiedzieli, w czyich są rękach.
Żołnierze do końca nie przypuszczali, jaki koniec ich czeka. Jechali na Zachód, do Andersa…Czy przypuszczali że to Ich ostatnia noc w życiu?
Zmęczonych podróżą spod Baraniej Góry partyzantów z oddziału „Bartka” dowieziono na noc do przygotowanej przez „łączników NSZ” kwatery na polanie Hubertus, była to murowana stodoła.
Scenariusz zbrodni był podobny do poprzednich w 1 i 2 transporcie. Do dzisiaj, nie udało się znaleźć mogiły zamordowanych w Barucie żołnierzy.
****
Kilka lat temu była u mnie w Byczynie grupa turystów z redaktor z radia Opole. Tak jakoś zaczęłyśmy rozmawiać o zbrodniach na żołnierzach ,,Bartka”
Pani redaktor powiedziała że kiedyś była w Barucie i weszła do jednego z domów, gdzie mieszkała starowinka która pamiętała Wrzesień 46 roku
,,Pani co tam się działo w tym lesie. Wybuchy, strzelanie jak na wojnie a przecież wojna się już skończyła”
Według relacji pani redaktor, staruszka podeszła do okna jakby chciała zobaczyć czy ktoś nie podsłuchuje. ,,Pani lepiej o tym nie mówić, strach jeszcze do dzisiaj w nas starych….: ”
.
RELACJA ALFREDA BLIMERA.
,,Od strony Strzelec Opolskich wjechały do wsi Barut, leżącej dzisiaj na granicy woj opolskiego i śląskiego amerykańskie ciężarówki przykryte plandekami przejechały przez wioskę w stronę pobliskiego lasu. Koło miejscowej szkoły silnik jednej zgasł.
Wyszliśmy zobaczyć, co się stało, ale wyskoczyła ochrona z karabinami i nas przegoniła. Na kilka sekund wskutek powiewu wiatru plandeka uniosła się w górę. Zobaczyłem, że ciężarówka była załadowana ludźmi..
Byli nieogoleni, ubrani w angielskie mundury, takie jakie na Zachodzie nosili żołnierze gen. Andersa. Na rękach mieli naszywki „Poland”, a na głowach wojskowe czapki. Po chwili ciężarówki ruszyły w stronę polany Hubertus.
Nazajutrzw wczesnie rano okolicą wstrząsnął potężny wybuch. Zaraz po wybuchu w lesie zaczęto strzelać z pepeszek, całymi seriami. Były też pojedyncze strzały. Strzelali bardzo długo. Nikt z mieszkańców Barutu nie wiedział wtedy, co się stało w lesie”.
wspomina Alfred Blimer, który dobrze pamięta tamten dzień.
.
RELACJA STANISŁAWA FARIASZEWSKIEGO
,,Teren wokoło był ogrodzony drutem kolczastym i pilnowany przez uzbrojonych mężczyzn. Kilkanaście godzin po wybuchu kilku osobom z okolicy udało się znaleźć w zaroślach koło polany Hubertus, gdzie znajdowała się wysadzona w powietrze stodoła.
Widzieliśmy mężczyzn ubranych w krótkie, brązowe bluzy wojskowe, takie, jakie nosili wtedy funkcjonariusze UB. Wrzucali do ogniska jakieś strzępy odzieży i fragmenty ciał. Z ogniska unosił się mdły, charakterystyczny dla palonego ciała zapach.” wspomina Stanisław Fariaszewski.
.
RELACJA JERZEGO KARPIŃSKIEGO
,,25 września o 22.30 przez Barut przejechała kolumna pięciu aut. Zaraz pobiegłem do matki powiedzieć, że coś się dzieje, bo tylu samochodów się u nas nie widywało. Ciężarówki przejechały, skręciły w las i tyleśmy je widzieli.
Partyzanci zatrzymali się na polanie Hubertus, pośrodku której stała stodoła, miejsce ich noclegu. Rozstawili czujki i położyli się spać.
,,Przed piątą nad ranem obudził mnie największy huk, jaki słyszałem w życiu. Coś wybuchło, ale co? To była sprawka UB. Komuniści zwabili żołnierzy NSZ do stodoły, pod którą wcześniej podłożyli ładunki wybuchowe i kanistry z benzyną.
Przed świtem 26 września wszystko eksplodowało, w okamgnieniu zabijając niemal wszystkich żołnierzy. Nieliczni, którzy przeżyli, zostali dobici. Ciała ofiar spłonęły wraz ze stodołą.” opowiadał Jerzy Karpiński, wtedy 15-letni pomocnik leśniczego.
.
RELACJA STANISŁAWA PIECUCHA ps. „Grab” z Pułku Strzelców Karpackich AK
Stanisław Piecuch, jak setki młodych ludzi, chciał zbrojnie uwolnić Ojczyznę od czerwonej zarazy.
,, Po defiladzie w Wiśle wszyscy wierzyliśmy, że komuniści przegrają i wróci prawdziwa Polska. Potem jednak konspiracja zaczęła się kurczyć i czerwoni coraz wyraźniej przejmowali inicjatywę.
Wtedy mój kolega przyszedł do mnie z propozycją przedostania się na Zachód.
Chciałem iść z kolegą, ale sprzeciwił się mój ojciec”. Wspominał Piecuch.
Piecuch senior przekonał syna, że państwom zachodnim nie można ufać, bo zdradziły Polskę w 1939 oraz 6 lat później w Jałcie. Niespełna 20-letni Stanisław początkowo nie chciał słuchać tych argumentów. W końcu jednak uległ namowom ojca.
,,Kolega, który mnie werbował, poszedł. Jego prochy skrywa polana Hubertus w Barucie. Ja też miałem tu leżeć. Życie zawdzięczam mądrości ojca… Nieliczni, którzy przeżyli, zostali dobici. Ciała ofiar spłonęły wraz ze stodołą.
Nie wierzę, że znajdą cokolwiek. Wszyscy spłonęli w strasznej temperaturze. To było piekło przeznaczone także dla mnie. To była największa taka zbrodnia na tych ziemiach. Straszna, tchórzowska i bezwzględna” mówił Stanisław Piecuch.
.
RELACJE MIESZKAŃCÓW BARUTU
W oparciu o zeznania złożone przez mieszkańców wsi Barut IPN ustalił, że na kilka dni przed 26 września 1946 r. teren wokół leżącego nieopodal zameczku myśliwskiego „Hubertus” został zamknięty przez uzbrojonych mężczyzn ubranych po cywilnemu, którzy zaminowali również budynek murowanej obory stojący na polanie.
25 września 1946 r. przez Barut przejechał transport kilku samochodów ciężarowych produkcji amerykańskiej „Studebacker”, na których pod silną eskortą wojskową znajdowali się stłoczeni ludzi w cywilnych ubraniach i mundurach wojskowych charakterystycznych dla Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.
Transport był silnie strzeżony przez uzbrojonych strażników ubranych w mundury nieustalonej formacji wojskowej i dojechał na teren zameczku „Hubertus”.
Wiezionych ludzi zamknięto w oborze znajdującej się w pobliżu zamku, którą następnie przy użyciu materiałów wybuchowych ok godz. 4–5 rano, w dniu 26 września 1946 r. wysadzono w powietrze.
Odgłos detonacji, a następnie strzały z broni maszynowej były słyszane przez mieszkańców wsi. Po kilku dniach od zdarzenia znajdywali oni w lesie porozrzucane fragmenty zwłok ludzkich oraz odzieży po zamordowanych.
***
Koło szkoły w Barucie silnik jednej ciężarówki zgasł. Wiktor Koźlik miał wówczas 16 lat: Wyszedłem, by zobaczyć, co się stało, ale wyskoczyła ochrona z karabinami i nas wygoniła. Uciekłem.
Zauważył jedynie, że na pace byli młodzi mężczyźni ubrani w mundury. Na głowach mieli wojskowe czapki. Wkrótce nadjechało drugie auto, wzięło zepsutą ciężarówkę na hol i pomknęło do lasu, w stronę polany Hubertus, na której stał murowany budynek, taka stodoła o wymiarach 5 na 10 metrów.
***
17-letnia Eryka Stelmach szła wówczas do pracy w majątku Sarnów z 19-letnią siostrą Anastazją i koleżanką. Przechodziły koło Hubertusa, ale zanim tam doszły, z krzaków wyszli dwaj żołnierze i zagrodzili im drogę. Jeden z nich zapytał: – Kuda idiosz?
Odpowiedziały po śląsku, więc nie zrozumiał. Stojący kilka metrów obok mężczyzna ubrany w granatowy garnitur kazał dziewczynom iść dalej.
Hubertus był ogrodzony drutem kolczastym, choć wcześniej zasieków nikt tam nie widział. Leśną drogę, którą maszerowały do pracy Anastazja i Eryka, przecinały druty, jakie biegły do murowanej stodoły. Zauważyły w rowie wielkie żelazne talerze.
Wczesnym rankiem dziś przyjmuje się, że był to 26 września Barut budził się do życia. Wielu mieszkańców zamierzało zbierać ziemniaki na polach. Nagle poranną ciszę rozerwał huk. Odgłos wielkiej eksplozji nadleciał od strony Hubertusa.
W lesie zaczęto strzelać z pepeszek, seriami. Były też pojedyncze strzały. Na wspomnienie tamtych chwil na skórze Magdaleny Bryś pojawia się gęsia skórka. Teraz już wiem, że tych, których nie wysadzili, rozstrzelali. Gdy Anastazja i Eryka wracały do domu, na Hubertusie już nie było stodoły. Leżał tylko gruz, a wokół unosił się dym.
Magdalena Bryś pamięta, że starsi mieszkańcy wioski wzięli wiklinowe koszyki, koziki i pod pretekstem zbierania grzybów poszli niby przypadkiem w okolice Hubertusa. Zawróciło ich wojsko.
Cały teren był szczelnie obstawiony przez kilka dni. Wartownicy powiedzieli im tylko, że muszą wracać. Żadnych wyjaśnień. Żadnego tłumaczenia, czego tylu wojskowych szuka w baruckim lesie.
Jeszcze kilka miesięcy po wybuchu mieszkańcy Barutu odnajdywali tam kawałki ciał, ludzkie kości, porozrywane ubrania. W latach 60. ubiegłego wieku na polanie Hubertus widywano szczątki butów. Wszystkie te dowody zbrodni zostały jednak skrzętnie pochowane, rozpadły się przez lata albo zaginęły.
*****
Kilka dni przed wybuchem do pobliskiego nadleśnictwa zadzwonił wojewoda śląski Aleksander Zawadzki, który nalegał, aby wydać okólnik zakazujący leśnikom wstępu do lasu, pod groźbą zastrzelenia bez ostrzeżeń.
Wśród mieszkańców Barutu panowała już wtedy atmosfera strachu. Ludzie bali się mówić o tym, czego byli świadkami. Trwało to przez cały okres PRL i w latach 90. Jeszcze dzisiaj okoliczni mieszkańcy opowiadają o tym bardzo niechętnie.
.
RELACJA PROF. KRZYSZTOFA SZWAGRZYKA
,,Ci, którzy mordowali, bardzo skutecznie zacierali ślady po tym, co uczynili. Porozrywane szczątki naszych bohaterów zostały z polany Hubertus dokądś zabrane. Wiemy to po działaniach, które wykonaliśmy na terenie tej polany, jak również w jej pobliżu.
Mimo przekopania terenu całej polany obszar do głębokości niekiedy 2 m, odwiertów wokół niej oraz przebadania dna znajdującego się obok jeziora, nie odnaleziono żadnej mogiły, jedynie pojedyncze fragmenty kości czy umundurowania, możemy powiedzieć, że z pewnością nie ma tam tych ludzi” mówił prof. Krzysztof Szwagrzyk, wiceprezes IPN, kierujący poszukiwaniami.
Oprawcy najprawdopodobniej załadowali te szczątki na samochód i wywieźli gdzieś w okoliczne lasy. Wspomnienia ludzi, którzy pamiętają tamte czasy, ograniczają się do samego wybuchu oraz do tego, że jeszcze długo po nim odnajdywano fragmenty mundurów, ludzkich szczątków, które były gdzieś na drzewach, niezauważone przez ubeków.
Nikt jednak z mieszkańców Barutu nie był świadkiem, w którym miejscu ubecy grzebali ludzkie szczątki.
Zdaniem prof. Szwagrzyka, akcja „Lawina” była inspirowana z Moskwy, ponieważ w realiach 1946 r. ubecy w Polsce byli bez doświadczeń, które pozwalałyby im na przeprowadzenie tak skomplikowanej pod względem logistycznym akcji.
Mogli to zrobić tylko tacy ludzie, którzy doświadczenia w masowych mordach już mieli. Takimi osobami w Polsce byli sowieccy doradcy i inni Sowieci z sowieckich służb specjalnych.
,,Ubecy byli wykonawcami lub wspomagali te działania. Czy jednak kiedyś się dowiemy, gdzie spoczywają żołnierze „Bartka” zamordowani w Barucie? Liczę na to, że stanie się coś, być może przypadkowego, co spowoduje, że będziemy mogli wejść w obszar poszukiwań, chociażby przez wskazanie kierunku.
Może będzie to jakaś prosta sytuacja, jakaś wichura, która pociągnie drzewo, a to z korzeniami odkryje nam ludzkie szczątki ” mówi prof. Szwagrzyk.
****
Mimo atmosfery strachu i gróźb okoliczni mieszkańcy nie zapomnieli przez dziesiątki lat o okrutnej zbrodni dokonanej na baruckiej polanie. W miejscu, gdzie stała stodoła, postawili metalowy krzyż. Przychodzili tam i palili znicze.
W latach 50. i 60. tym, co się wydarzyło w Barucie, zainteresowali się kombatanci, którzy walczyli w czasie II wojny światowej. Zaczęli zbierać materiały na ten temat….
Nie bali się. Jednak to dzięki pamięci mieszkańców okolicznych miejscowości wiedza o „śląskim Katyniu”, jak nazwano polanę śmierci, przetrwała pamięć i przekazywana była kolejnym pokoleniom.
Dzisiaj do tego uświęconego krwią polskich żołnierzy miejsca przybywa coraz więcej osób. Odbywają się tam coroczne uroczystości.
Mimo wielu apeli ze strony IPN, także przez miejscowych księży, o jakąkolwiek informację miejsce masowej mogiły żołnierzy „Bartka” zamordowanych w Barucie pozostaje nieznane.
Bez uzyskania pewnej konkretnej wskazówki nie jest możliwa praca na przestrzeni wielu hektarów lasu. Nikt z mieszkańców Barutu do tej pory nie wskazał jednak kierunku, w którym mogłyby być prowadzone poszukiwania.
Co ciekawe, na polanie znajduje się stacja transformatorowa postawiona w 1968 r. na bardzo solidnych fundamentach… ale być może to tylko przypadek.
https://podziemiezbrojne.ipn.gov.pl/zol/teksty-historyczne/88080,OPERACJA-LAWINA-UBecka-zbrodnia-bez-precedensu.html
Źródło :
https://opole.tvp.pl/28283033/ziemia-przemowila?
https://katowice.ipn.gov.pl/pl3/aktualnosci/167888,Operacja-Lawina.html
https://wroclaw.ipn.gov.pl/wro/aktualnosci/212720,quotOperacja-Lawinaquot-broszura-autorstwa-Artura-Cieslika-z-Oddzialowego-Biura-.html
fbclid=IwY2xjawUkOLtleHRuA2FlbQIxMABwZG9mAWJyaWQRMHp3cnIzNVprbXZWMVRjcWxzcnRjBmFwcF9pZBAyMjIwMzkxNzg4MjAwODkyAAEeN6ILjE750RAhOpO-QaMzCP_X_5mdfgHm1JjmwUB-t3jTfG6uCLIWkJdnJLU_aem_AD9USfRVANqNV3daqXPKyA
https://podziemiezbrojne.ipn.gov.pl/zol/teksty-historyczne/88080,OPERACJA-LAWINA-UBecka-zbrodnia-bez-precedensu.html
Zostaw komentarz