Nad Szprewą coraz głośniej słychać zgrzyt zębów. Powód? Niewygodne pytania, rosnące niezadowolenie społeczne i głosy, których nie da się już tak łatwo uciszyć. Wśród rządzących w Berlinie najwyraźniej pojawił się problem, którego nie da się już załatwić kolejnym komunikatem, ani politycznym sloganem.
Niemcy mają dziś problem nie z jednym sektorem, lecz z całym modelem gospodarczym: droga energia, wysoki koszt pracy, biurokracja, starzejące się społeczeństwo, niedoinwestowana infrastruktura i rosnąca konkurencja Chin – podkopują przewagę, na której przez dekady budowano niemiecki dobrobyt. W niemieckiej przestrzeni publicznej pojawia sie więc coraz więcej niewygodnych pytań, coraz więcej społecznego niezadowolenia i coraz mniej możliwości udawania, że wszystko jest pod kontrolą. A kiedy obywatele przestają milczeć, władza zaczyna mieć prawdziwy ból głowy.
Oto tego niektóre powody :
Gospodarka hamuje. Motoryzacja bije na alarm.
Kondycja niemieckiego przemysłu jest jednym z poważniejszych powodów do niepokoju nad Szprewą. A najlepszym tego przykładem jest motoryzacja — przez dziesięciolecia jeden z filarów niemieckiej gospodarki. Teraz ona wyraźnie hamuje : w 2025 roku zatrudnienie w branży spadło o 5,3 proc.,Niemieckie fabryki wyprodukowały 4,15 miliona samochodów – to o 2 proc. więcej niż rok wcześniej, ale wciąż o 11 proc. mniej niż w 2019 roku. Jeszcze bardziej wymowne są najnowsze dane: po pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku: produkcja była o kolejne 5 proc. niższa niż rok wcześniej i aż 19 proc. poniżej poziomu z 2019 roku.
A problem nie dotyczy wyłącznie samochodów. Według danych niemieckiego urzędu statystycznego w lipcu 2026 roku cała produkcja przemysłowa spadła o 2,2 proc. w ciągu miesiąca, a sama produkcja samochodów aż o 9,2 proc.
Upadają samorzadowe finanse; niemieckie gminy i miasta zanotowały w 2025 r. rekordowy deficyt 31,9 mld euro — najwyższy od zjednoczenia Niemiec w 1990 r., co bezpośrednio ogranicza ich możliwości finansowania szkół, infrastruktury i usług publicznych. Również budownictwo wysyła alarmujący sygnał: w 2025 roku liczba niewypłacalności przedsiębiorstw budowlanych wzrosła do 104 na każde 10 tys. firm, wobec 95,3 rok wcześniej
Jeżeli gospodarka jest jednym źródłem bólu głowy nad Szprewą, to drugim jest bez wątpienia polityka.
Rząd Friedricha Merza nie ma łatwego zadania. Koalicja CDU/CSU–SPD musi mierzyć się nie tylko z problemami gospodarczymi, ale również z coraz większym niezadowoleniem społecznym. We wrześniowym DeutschlandTREND, jeszcze przed wyborami landowymi – jedynie 15 proc. badanych pozytywnie oceniało pracę koalicji, podczas gdy 84 proc. było niezadowolonych. Po wynikach wyborów w Sachsonii-Anhalt tak o tej partii pisano: “Die CDU zeigt sich als schlechte Verliererin” – „CDU pokazuje, że nie potrafi przegrywać”- Wyniki wyborów we wrześniu tego roku powinny być dla niej deprymujące: oto w Saksonii-Anhalt AfD zdobyła 43,8 proc. głosów (i 39 z 83 mandatów), a CDU kanclerza Merza – zaledwie 17,2 proc. , w Meklemburgii-Pomorze Przednie: AfD – 38,2 proc. ( i 32 z 71 mandatów) – została najsilniejszą partią, podczas gdy CDU z wynikiem 4,9 proc. po raz pierwszy w historii wypadła z landtagu; w Berlinie: AfD zdobyła 16,3 procent głosów (i 29 mandatów), zajmując trzecie miejsce, no dobrze, w Berlinie CDU ma drugie miejsce z 18,8 proc.głosów, ale tu zwyciężyła lewica prowadzona przez Sarę Wagenkneft – taką współczesną Różę Luksemburg –
Ta historyczna klęska rządzącej koalicji chrześcijańskich i socjaldemokratów w kolejnych wyborach landowych, a przede wszystkim w stolicy Niemiec, to pasmo kolejnych politycznych ciosów, które coraz wyraźniej podważają zaufanie wyborców do rządzącego obozu. Powinno to być dla niego istotnym powodem do bólu głowy i lekcją pokory. Bo mimo, iż po przegranej w Sachsonii-Anhalt i ostatnio w Meklemburgii-Pomorzu Przednim partia Merza nie przekroczyla 5 proc progu wyborczego i z hukiemi wyleciała całkowicie z parlamentu, a w Berlinie – zwycieżyla lewica (NZZ tak to skomenotwala „Die deutsche Hauptstadt wird unter der Linkspartei leiden ” – „Niemiecka stolica będzie cierpieć pod rządami Partii Lewicy) – to jednak pomimo tego szef tej partii Friedrich Merz jasno dał do zrozumienia, że nie zamierza podawać się do dymisji i zapowiedział, że „teraz potrzebne są kręgosłup, wytrwałość i cierpliwość ”. Tyle, że trudno nie zapytać: „cierpliwość„— owszem, ale po stronie kogo? Bo zadowolenie z pracy samego kanclerza deklarowało zaledwie 13 proc. badanych Niemców.
Już przed ostatnimi wynikami „Neue Zürcher Zeitung” zatytułowała swój komentarz bez ogródek: „Merz jest kamieniem młyńskim u szyi CDU”. I trudno o bardziej trafny obraz: zamiast wyciągać wnioski z kolejnych politycznych porażek, Merz najwyraźniej woli trzymać się kurczowo fotela — nawet jeśli coraz bardziej ciągnie na dno własną partię. W tym właśnie tkwi jeden z największych problemów niemieckiego establishmentu politycznego w Berlinie: AfD nie tylko konsekwentnie podważa dotychczasowy polityczny konsensus, lecz także coraz skuteczniej narzuca tematy debaty publicznej, na które pozostałe partie muszą reagować.
Bo pojawia się pytanie, którego nad Szprewą coraz trudniej unikać: co zrobić z milionami wyborców, którzy oddają głos na partię, z którą pozostałe ugrupowania nie chcą współpracować, gdyż realizują tzw. „Brandmauer” – zaporę ogniową? To właśnie może być jednym z najpoważniejszych politycznych powodów do bólów głowy Berlina: Problemem nie jest już tylko sama AfD. Problemem staje się również to, dlaczego coraz więcej Niemców szuka politycznej alternatywy poza dotychczasowym układem partyjnym.
Jest jeszcze jeden temat, którego nad Szprewą nie da się już zamiatać pod dywan: to bezpieczeństwo i skutki masowej migracji.
Niemcy przyjęły w ostatnich latach setki tysięcy osób ubiegających się o azyl. Samych pierwszych wniosków azylowych w 2023 roku było ponad 329 tysięcy.
Problemem jest w takim przypadku zdolność państwa do skutecznej kontroli granic, do sprawnego rozpatrywania wniosków, integracji oraz reagowania na rosnące objawy przestępczości i zagrożenia bezpieczeństwa.
Policyjne statystyki pokazują, że w 2024 roku wśród wszystkich podejrzanych o przestępstwa było ponad 913 tysięcy czyli okolo 42 procent osób bez niemieckiego obywatelstwa.
I właśnie tutaj pojawia się jeszcze jeden polityczny problem Berlina, który polega na tym, że ten wysoki udział cudzoziemców – migrantów w statystykach podejrzanych o przestępstwa stawia rząd pod presją, by wyjaśnić skuteczność polityki migracyjnej, integracyjnej i bezpieczeństwa.
O tym, że w Niemczech jak i w całej Europie zachodniej zauważa się wzrastająca przestepczość, związaną z napływem migrantów zwłaszcza muzułmańskich (co powinno też być przyczyną bólu głowy rządzących) donosi przede wszystkim obiektywna gazeta codzienna wydawana w Szwajcarii pt „Neue Zürcher Zeitung”, która jest dla mnie źródłem wiadomości z tej części Europy. Po serii zamachów nożowników, przeprowadzonych w roku 2025 przez migrantów w 4 miastach niemieckich Eric Gujer, redaktor naczelny tej gazety niczego nie owija w bawełnę i określa niemiecka politykę emigracyjną mianem „Irrsinn und Wahnsinn” — „szaleństwo i obłęd”. O skutkach tego „obąłędu” polityki migracyjnej niemieckich warstw rządzących, o skutkach niemieckiej multi-kulti – można przeczytać na łamach monachijskiego pisma polonijnego „Moje Miasto”. Pismo doniosło, że w czerwcu br w okolicach dworca głównego w Norymberdze policja bawarska aresztowała kilkunastu mężczyzn z Syrii, Iraku, Pakistanu i Algerii, którzy przez wiele miesięcy wykorzystywali w celach seksulnych dziewczyny w wieku od 12 lat. Pochodziły one z biedniejszych rodzin i początkowo otrzymywały od swoich rzekomych przyjaciół prezenty, ale potem faszerowano je mocnymi narkotykami i w ten sposób doprowadzono je do całkowitego uzależnienia. Dziewczyny były zbiorowo gwałcone lub zmuszane do prostytucji. Takie przypadki, (po niemiecku) Gupenmisbrauch lub Cybergrgrooming są realnym i rosnącym problemem w tym kraju, choć statystyki pokazują tylko część zjawiska, ponieważ duża część przypadków pozostaje niezgłoszona. W 2024 r. policja zarejestrowała 3 457 przypadków cybergroomingu, wobec 2 580 w 2023 r. Przykładem poważnej sprawy jest śledztwo w Hamburgu z 2025 r., dotyczące 20-letniego mężczyzny podejrzanego o ponad 120 przestępstw internetowych wobec ośmiorga dzieci i nastolatków. W styczniu 2026 r. w Hesji przeprowadzono szeroko zakrojoną akcję przeciwko przestępstwom seksualnym wobec nieletnich: przeszukano 68 mieszkań, a śledztwem objęto 65 podejrzanych. Objawem multi-kulti jest przedstawiony przez pewną nauczycielkę z Bawarii – przypadek jednego 19-letniego ucznia – Somalijczyka, który ma dwie żony, czworo dzieci i wszyscy otrzymują Bürgergeld — pomoc socjalną, choc to małżeństwo zostało zawarte nie w urzędzie stanu cywilnego lecz przed islamskim imamem.
Dlatego pytanie brzmi: czy niemieckie państwo jest jeszcze w stanie skutecznie kontrolować migrację, właściwie ustawić się wobec islamu, o którym, jak powtórzyła w styczniu 2015 r, wcześniejsze wypowiedzi niemieckich polityków Angela Merkel, że: „Islam należy do Niemiec”, a więc jak zapewnić bezpieczeństwo obywateli i jednocześnie prowadzić skuteczną integrację tych, którzy pozostają w Niemczech?
To nie jest już wyłącznie pytanie o politykę migracyjną.
To pytanie o sprawność państwa, bezpieczeństwo obywateli i zaufanie do instytucji.
Jak widać – niemieckie państwo nie funkcjonuje już tak jak dawniej — ani tak sprawnie, jak powinno – i właśnie nad tym rządzący znad Szprewy powinni łamać sobie głowę…
Na zakończenie jeszcze kilka innych sygnałów ostrzegawczych
– rośnie bezrobocie: po okresie niemal nieprzerwanego wzrostu zatrudnienia liczba bezrobotnych w Niemczech zwiększyła się w 2025 r. średnio o 161 tys. osób, a zatrudnienie w przemyśle i budownictwie ponownie spadło.
– w 2025 – niemiecka branża budowlana notuje spadek aktywności o kolejne 3,6 proc., a liczba niewypłacalności przedsiębiorstw budowlanych wzrosła.
– niemiecki eksport towarów zmniejszył się w 2025 r. o 0,7 proc., przy czym szczególnie ucierpiały kluczowe dla Niemiec grupy eksportowe — samochody, maszyny i produkty chemiczne.
– zapada sie niemiecki system zdrowia, kasy chorych świecą pustkami, brakuje lekarzy i pielęgniarek, grozi zamykanie szpitali.
– kłopoty Niemcom sprawia też finansowanie wsparcia Ukrainy – — w 2026 roku sama pomoc wojskowa dla Kijowa ma kosztować niemiecki budżet około 11,5 mld euro, co przy ogromnych potrzebach inwestycyjnych kraju jest kolejnym rachunkiem, nad którym rządzący znad Szprewy muszą łamać sobie głowę.
I jest jeszcze jeden problem – to edukacja. Z PISA – pojawił się sygnał alarmowy! Wyniki niemieckich uczniów w badaniu PISA od kilku lat wyraźnie się pogarszają. Niemcy nie są już edukacyjnym liderem Europy, wyniki są obecnie najgorsze w historii badania, a grupa uczniów nieosiągających podstawowego poziomu wyraźnie rośnie. Dzisiaj w Niemczech „Obniża się wymagania, żeby nikt nie musiał ponieść porażki” ….
A do tego – coraz więcej Niemców zwlaszcza młodych decyduje się na życie za granicą. W 2025 roku Niemcy opuściło 288 579 obywateli niemieckich. A w badaniu młodzieży – co piąty młody Niemiec deklarował, że poważnie rozważa życie za granicą.
Nawet niemiecka piłka nożna, przez dekady jeden z symboli sprawności tego kraju, wysyła dziś sygnały ostrzegawcze: od 2006 roku Niemcy straciły niemal 6 tys. męskich drużyn, brakuje trenerow, a DFB otwarcie mówi o problemie z zatrzymaniem młodzieży przy futbolu
Niemało, oj niemało jest powodów do zmartwień nad Szprewą. Pozostaje mi tylko wyrazić szczere współczucie… choć, przyznam, coraz trudniej ukryć, że na widok tych wszystkich statystyk moje kąciki ust same unoszą się do góry.