Moje 10-cio letnie dziecko startowało dzisiaj kolejny raz, ale tym razem z zupełnie nową obręczą. Sprzęt był prosto ze sklepu, jeszcze odpowiednio „niestarty”, fabrycznie gładki i wyślizgiwał się z rąk przy każdej próbie.

​Tuż przed samym występem widzę, że Helka stoi za kulisami bliska płaczu. Żona mówi „no podejdź do niej, strzel jej jakąś mowę motywacyjną”.

Podchodzę, pytam, co się dzieje. Kiedy usłyszałem, w czym problem, powiedziałem jej krótko:

„Tuż przed wejściem na planszę uklęknij i bardzo mocno potrzyj dłonie o matę treningową. Ale tak mocno, żeby aż cię zabolały, żebyś poczuła, że Cię tak jakby palą”.

​Posłuchała. Zrobiła dokładnie tak, weszła na matę i… przez cały układ ani razu nie wypuściła obręczy. Dobry, pewny występ.

​Skąd ten pomysł? Ze szkoły wiedziałem, jak działa fizyka – stres wyrzuca na dłonie cienką, niewidoczną warstwę wilgoci, a gładki plastik nowej obręczy potrzebuje tarcia. Szorstka struktura maty treningowej działała jak błyskawiczny papier ścierny: zmatowiła naskórek, starła mikrofilm potu i drastycznie podniosła współczynnik tarcia statycznego. Dłonie stały się suche i przyczepne.

​Ponadto zadziałała tu czysta psychologia. Dziecko przed startem wpadło w spiralę paniki – klasyczne tunelowanie uwagi na tym, że za chwilę nastąpi katastrofa. Polecenie, by potarła ręce „aż zaboli”, dało silny bodziec czuciowy, który natychmiast wyrwał układ nerwowy ze strachu i sprowadził go do tu i teraz. Zamiast bezradności dostała konkretne, fizyczne zadanie, a wraz z nim wróciło poczucie kontroli nad ciałem.

Czasem rola rodzica przy macie nie polega na wielkich mowach motywacyjnych, tylko na daniu dziecku twardego gruntu pod nogami – dosłownie i w przenośni.

​Jednak najlepsze wydarzyło się po wszystkim.
​Po występie podbiegła do mnie, przytuliła się i spytała:
– Dziękuję tatusiu… Ale jak ty to właściwie zrobiłeś?
– Widzisz, to tylko odrobina znajomości fizyki – odpowiedziałem z uśmiechem.

​Spojrzała na mnie z błyskiem w oku i rzuciła:
– To ja już nie mogę się doczekać, kiedy będę się uczyć tej fizyki!

​I tak oto zwykłe tarcie statyczne uratowało występ, a przy okazji zrobiło najlepszą możliwą reklamę jednemu z najbardziej nielubianych przedmiotów w szkole.

Pierwsze miejsce (Helka to ta po prawej) i gitara:-)