O odpowiedzialności duszpasterskiej, konfliktach rodzinnych, alienacji rodzicielskiej i nadrzędnym dobru dziecka.
Od wielu miesięcy uczestniczę w dyskusji społecznej dotyczącej alienacji rodzicielskiej. I jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem oświadczenie na stronie Kurii Bydgoskiej, pomyślałem – zauważyli problem. Ten problem dotyka zarówno matek jak i ojców, a polski ustawodawca zamiast pomagać, zdaje się pogłębiać problem.
Tym bardziej ucieszyłem się, że wreszcie KRK zauważył problem dotyczący tysięcy jego wiernych. Nic bardziej mylnego.
Kościół powinien być miejscem, w którym człowiek doświadczający kryzysu rodzinnego może znaleźć pomoc, wysłuchanie i wsparcie. Nie może jednak stawać się stroną konfliktu, narzędziem nacisku ani instytucją, której postawa zależy od pozycji społecznej czy możliwości finansowych osób zaangażowanych w spór.
Rozwód, rozpad małżeństwa i walka o kontakt z dzieckiem to sytuacje niezwykle trudne. W ich centrum nie powinny znajdować się ambicje dorosłych, wzajemne oskarżenia ani interesy instytucjonalne. W centrum powinno pozostawać dziecko — jego bezpieczeństwo, godność, stabilność emocjonalna i prawo do relacji z rodzicami, o ile relacje te nie zagrażają jego dobru.
Właśnie z tej perspektywy warto przyjrzeć się zarówno niedawnej sprawie opisywanej przez Diecezję Bydgoską, jak i szerszemu problemowi odpowiedzialności duchownych w konfliktach rodzinnych.
Niepokój budzi sytuacja, w której osoba szukająca pomocy duszpasterskiej może odnieść wrażenie, że jej głos jest mniej ważny od głosu człowieka zamożniejszego, bardziej wpływowego lub mającego bliższe relacje z lokalnym duchowieństwem. W takich okolicznościach Kościół ryzykuje utratę tego, co powinno być jego największą siłą: zaufania ludzi, którzy przychodzą do niego nie po przywileje, lecz po pomoc.
Nie piszę tych słów po to, by wydawać wyroki w cudzych sprawach rodzinnych. Nie mam dostępu do akt sądowych ani pełnej dokumentacji wszystkich okoliczności opisywanych publicznie konfliktów. Piszę, ponieważ dostrzegam problem, który wykracza poza jedną diecezję, jednego proboszcza czy jedną rodzinę. Jest nim granica między odpowiedzialnym towarzyszeniem duszpasterskim a angażowaniem się duchownego po stronie jednego z uczestników konfliktu.
Sprawa bydgoska: dwa oświadczenia i wiele pytań
Na początku listopada 2026 roku Diecezja Bydgoska opublikowała dwa oświadczenia związane z nagraniami Pawła Kaszyńskiego, w których formułowane były zarzuty wobec ks. Damiana Pawlikowskiego, sekretarza biskupa i proboszcza parafii Najświętszej Maryi Panny Nieustającej Pomocy w Bydgoszczy.
W oświadczeniu z 2 listopada bp Krzysztof Włodarczyk stanowczo stanął w obronie kapłana. Uznał publicznie formułowane oskarżenia za nieprawdziwe i krzywdzące. Jednocześnie podkreślił, że sprawa ma charakter delikatny, dotyczy życia rodzinnego i nie powinna być rozstrzygana za pośrednictwem mediów społecznościowych. Poinformował również, że spotykał się z obojgiem małżonków i oferował im pomoc. Zaznaczył, że diecezja nie zastępuje sądu i nie będzie publicznie rozstrzygać kwestii należących do jego kompetencji.
Dwa dni później, 4 listopada, opublikowano oświadczenie radcy prawnego Łukasza J. Latosińskiego, występującego w imieniu ks. Damiana Pawlikowskiego. Zawarto w nim informacje dotyczące prawomocnego rozwodu cywilnego, postępowania karnego, braku ustalonych kontaktów ojca z dziećmi, postępowania przed Trybunałem Metropolitalnym w Poznaniu, a także zaangażowania byłej żony w nauczanie religii i prowadzenie scholi dziecięcej.
Trzeba jednak bardzo wyraźnie rozdzielić fakty publikacji od prawdziwości wszystkich informacji w niej zawartych. Oświadczenie pełnomocnika przedstawia stanowisko strony, którą reprezentuje. Nie jest wyrokiem sądu ani niezależnym ustaleniem wszystkich okoliczności. Podobnie publiczne zarzuty zamieszczane w intrenecie nie stają się prawdą tylko dlatego, że zostały nagłośnione.
W tym miejscu pojawia się ważne pytanie: czy w tak delikatnej sprawie rodzinnej publikowanie szczegółów dotyczących dzieci, relacji między rodzicami i postępowań prawnych rzeczywiście służy dobru małoletnich?
Można zrozumieć potrzebę obrony dobrego imienia duchownego. Każdy człowiek ma prawo do ochrony przed bezpodstawnymi oskarżeniami. Nie oznacza to jednak, że każda informacja dotycząca konfliktu rodzinnego powinna być przedmiotem publicznej polemiki. Szczególnie wtedy, gdy w centrum sprawy znajdują się dzieci.
Zwraca uwagę także różnica akcentów między obydwoma komunikatami: pierwszy deklarował powściągliwość w ujawnianiu szczegółów rodzinnych, drugi zdecydował się część tych szczegółów przedstawić publicznie. Nie przesądza to o czyichkolwiek intencjach, ale uzasadnia pytanie o konsekwencję w ochronie prywatności rodziny.
Moje doświadczenie: gdy pieniądze i wpływy mogą przesłonić człowieka
Nie jest to dla mnie wyłącznie problem teoretyczny.
W czasie mojej posługi zetknąłem się z sytuacją, w której jeden z proboszczów wspierał ojca dziecka w konflikcie rodzinnym związanym z rozpadem małżeństwa. Była to rodzina dobrze sytuowana, a jej bliscy dysponowali znacznymi środkami finansowymi i pomagali proboszczowi przy budowie jednego z kościołów w Tarnowie.
W tym samym czasie matka dziecka przychodziła do mnie z poczuciem ogromnej krzywdy. Opowiadała o tym, że została wyrzucona z domu, a następnie — jak relacjonowała — ojciec dziecka próbował odsunąć ją od życia ich syna. Chłopiec miał wówczas około pięciu lat.
Nie przywołuję tej historii po to, by dzisiaj rozstrzygać, kto w całym sporze miał rację. Nie znam wszystkich dokumentów i nie mam podstaw, by zastępować sąd czy specjalistów. Przywołuję ją, ponieważ zapamiętałem dramat człowieka, który szukał wysłuchania i pomocy, a zarazem rodzące się pytanie o to, czy relacje finansowe i osobiste mogą wpływać na postawę duchownego wobec stron rodzinnego konfliktu.
Jeżeli rodzina wspierająca budowę świątyni staje się jednocześnie stroną, której proboszcz udziela szczególnego wsparcia w sporze z drugim rodzicem, pojawia się przynajmniej uzasadnione ryzyko konfliktu interesów. Nie twierdzę, że sama pomoc finansowa dowodzi stronniczości. Twierdzę natomiast, że duchowny powinien być szczególnie uważny, aby taka zależność nie wpływała na jego decyzje i sposób traktowania ludzi.
Kościół nie może mierzyć wiarygodności człowieka zasobnością jego portfela. Darowizna na budowę świątyni nie może dawać darczyńcy szczególnego prawa do wpływania na duszpasterza ani na jego stosunek do innych osób.
Alienacja rodzicielska: problem, którego nie wolno ani nadużywać, ani lekceważyć
Jednym z pojęć, które coraz częściej pojawia się w debacie o rozwodach i konfliktach rodzinnych, jest alienacja rodzicielska.
W najogólniejszym ujęciu chodzi o sytuację, w której dziecko zostaje wciągnięte w konflikt dorosłych, a jego relacja z jednym z rodziców jest osłabiana lub niszczona wskutek działań drugiego rodzica albo otoczenia. Może to przybierać postać utrudniania kontaktów, wzbudzania niechęci, wywoływania poczucia winy czy przedstawiania drugiego rodzica jako osoby, której należy się bać lub której nie powinno się kochać.
Nie wolno jednak używać tego pojęcia automatycznie, za każdym razem, gdy dziecko odmawia kontaktu z jednym z rodziców. Dziecko może odczuwać lęk lub niechęć z powodów rzeczywistych, na przykład z powodu przemocy, zaniedbania czy innych krzywdzących doświadczeń. W takich sytuacjach odrzucenie rodzica może być reakcją obronną, a nie skutkiem manipulacji.
Ważną perspektywę przedstawiają Magdalena Błażek i Aleksandra Lewandowska-Walter w artykule „Alienacja rodzicielska a przemoc emocjonalna – podejście systemowe w diagnozie problemu”, opublikowanym w czasopiśmie „Dziecko Krzywdzone. Teoria, badania, praktyka” w 2022 roku. Autorki podkreślają, że diagnoza nie może opierać się wyłącznie na zachowaniu dziecka. Powinna uwzględniać funkcjonowanie obojga rodziców, relacje każdego z nich z dzieckiem, wzajemne interakcje, motywacje oraz możliwość występowania innych form przemocy.
To niezwykle istotne rozróżnienie. Nie można z góry uznać matki za osobę alienującą tylko dlatego, że dziecko nie chce spotykać się z ojcem. Nie można również z góry odrzucić możliwości, że ojciec lub matka jest odsuwany od dziecka bez uzasadnionych powodów.
Podobnie nie wolno traktować pojęcia alienacji jako wygodnego argumentu w walce o własną rację. O tym, co rzeczywiście dzieje się w rodzinie, nie powinien rozstrzygać proboszcz na podstawie jednej relacji, internetowego nagrania czy osobistych sympatii. Potrzebna jest rzetelna diagnoza, uwzględniająca bezpieczeństwo dziecka i perspektywę wszystkich zainteresowanych.
Warto też pamiętać, że literatura naukowa nie jest w tej kwestii jednolita. Istnieją publikacje rozwijające badania nad alienacją rodzicielską, ale są również opracowania krytycznie analizujące sposób wykorzystywania tego pojęcia w postępowaniach dotyczących przemocy domowej. Przykładowo przegląd opublikowany w „Developmental Psychology” w 2022 roku wskazuje na rozwój badań empirycznych, jednocześnie opisując spory dotyczące naukowego statusu tej dziedziny.
Dlatego odpowiedzialność wymaga ostrożności. Alienacji rodzicielskiej nie wolno lekceważyć, ale nie wolno też używać jej jako etykiety, która ma uciszyć osobę zgłaszającą przemoc lub krzywdę.
Duchowny nie jest sędzią rodzinnym
Właśnie w takich sytuacjach szczególnie wyraźnie widać, jak ważna jest odpowiedzialność duszpasterza.
Proboszcz ma prawo, a nawet obowiązek, pomagać ludziom przeżywającym kryzys małżeński. Powinien wysłuchać zarówno kobietę, jak i mężczyznę. Powinien towarzyszyć osobom samotnym, porzuconym, zagubionym i cierpiącym. Może wskazać pomoc psychologiczną, prawną czy mediacyjną. Może wesprzeć rodzica, który znalazł się w trudnej sytuacji materialnej.
Nie powinien jednak przejmować roli sędziego, terapeuty czy rzecznika interesów jednej ze stron.
Duszpasterz nie zna zazwyczaj całej historii małżeństwa. Nie ma dostępu do wszystkich dokumentów, nie przeprowadza postępowania dowodowego i nie dysponuje narzędziami pozwalającymi ocenić, czy dziecko jest manipulowane, czy też rzeczywiście potrzebuje ochrony przed jednym z rodziców.
Dlatego powinien zachować szczególną ostrożność.
Nie może publicznie potępiać jednego z rodziców na podstawie opowieści drugiego. Nie powinien też wykorzystywać swojego autorytetu do wywierania nacisku na osobę, której stanowiska nie poznał. Jeżeli istnieje podejrzenie przemocy, powinien potraktować je poważnie i skierować sprawę do właściwych instytucji, a nie prowadzić własnego dochodzenia.
Ważna jest również niezależność od darczyńców. Wspieranie budowy kościoła, finansowanie działalności parafialnej czy utrzymywanie dobrych relacji z wpływowymi rodzinami nie może wpływać na sposób udzielania pomocy duszpasterskiej. Duchowny nie może być wdzięczny jednemu człowiekowi kosztem sprawiedliwego traktowania drugiego.
Dobro dziecka nie może być hasłem używanym przez dorosłych
W konfliktach rozwodowych bardzo często słyszymy, że każda ze stron walczy o dobro dziecka. To ważna deklaracja, ale sama w sobie niczego jeszcze nie rozstrzyga.
Dziecko potrzebuje przede wszystkim poczucia bezpieczeństwa. Nie powinno być zmuszane do wybierania między matką a ojcem, wysłuchiwania wzajemnych oskarżeń ani uczestniczenia w emocjonalnej wojnie dorosłych.
Nie powinno też być pozbawiane relacji z jednym z rodziców bez rzeczywistego, uzasadnionego powodu. Jeżeli jeden rodzic świadomie niszczy więź dziecka z drugim, może wyrządzić mu poważną krzywdę. Jeżeli natomiast dziecko jest narażone na przemoc lub inne niebezpieczeństwo, jego ochrona musi mieć pierwszeństwo przed dążeniem do utrzymywania kontaktów za wszelką cenę.
Nie ma tu miejsca na proste recepty.
Dlatego właśnie potrzebne są kompetentne sądy, psychologowie, pedagodzy i instytucje ochrony dziecka. Kościół może i powinien z nimi współpracować, ale nie może ich zastępować.
Szczególnie niebezpieczne jest publiczne wykorzystywanie historii rodzinnych, w których występują małoletni. Dzieci nie mają wpływu na to, co publikują ich rodzice, pełnomocnicy czy osoby publiczne. Nie powinny w przyszłości odnajdywać w intrenecie szczegółów dotyczących najtrudniejszych chwil swojego dzieciństwa.
Warto zatem zadać pytanie nie tylko o to, kto ma rację, ale również o to, czy sposób prowadzenia publicznego sporu nie powoduje kolejnej krzywdy.
Kościół musi umieć słuchać obu stron, ale nie może pozostawać obojętny na krzywdę
Bezstronność nie oznacza obojętności.
Jeżeli kobieta przychodzi do parafii i opowiada o przemocy, wyrzuceniu z domu czy próbie odebrania jej kontaktu z dzieckiem, nie wolno jej zlekceważyć. Jeżeli podobną krzywdę zgłasza mężczyzna, również nie wolno go z góry osądzać. Każdy człowiek zasługuje na wysłuchanie i poważne potraktowanie.
Nie chodzi o to, aby duchowny nie miał własnego zdania. Chodzi o to, aby nie wydawał wyroków, zanim pozna okoliczności i nie wykorzystywał swojego autorytetu do wzmacniania jednej strony konfliktu.
Kościół powinien być przestrzenią, w której człowiek może powiedzieć o swoim cierpieniu bez obawy, że zostanie oceniony przez pryzmat majątku, znajomości czy pozycji społecznej.
Nie wolno również zapominać, że pomoc duszpasterska nie jest nagrodą za dobre zachowanie ani przywilejem przyznawanym osobom, które mają silniejszą pozycję. Jest wyrazem chrześcijańskiej odpowiedzialności za drugiego człowieka.
Potrzebujemy duszpasterstwa rodzin wolnego od zależności i uprzedzeń
Sprawa bydgoska, moje wcześniejsze doświadczenia i dostępne opracowania dotyczące alienacji rodzicielskiej prowadzą do szerszego pytania o jakość duszpasterstwa rodzin.
Czy duchowni są przygotowani do rozpoznawania konfliktów rodzinnych? Czy potrafią odróżnić manipulację dzieckiem od jego uzasadnionej reakcji na krzywdę? Czy wiedzą, kiedy potrzebna jest pomoc psychologa, mediatora lub prawnika? Czy potrafią zachować dystans wobec osób, które wspierają finansowo ich parafię?
To pytania, których nie powinniśmy się bać.
Potrzebujemy większej świadomości, szkoleń i jasnych zasad postępowania. Potrzebujemy duszpasterstwa, które nie będzie budowane na osobistych sympatiach, zależnościach finansowych czy nieformalnych układach. Potrzebujemy również większej wrażliwości na sytuację dzieci, które często nie potrafią same upomnieć się o swoje prawa.
Nie chodzi o oskarżanie Kościoła jako instytucji. Chodzi o przypomnienie, że autorytet duchownych wiąże się z odpowiedzialnością. Im większym zaufaniem cieszy się kapłan, tym większej rozwagi wymaga jego zaangażowanie w cudze życie rodzinne.
Zakończenie: Kościół ma być miejscem pomocy, a nie kolejnym polem walki
Nie znam wszystkich okoliczności sprawy bydgoskiej. Nie zamierzam rozstrzygać, kto w tym konkretnym konflikcie ma rację. Nie chcę też wykorzystywać osobistego doświadczenia z Tarnowa do wydawania wyroków wobec konkretnych osób.
Uważam jednak, że obie te historie skłaniają do postawienia fundamentalnego pytania o granice odpowiedzialności duszpasterskiej.
Kościół nie może być ani narzędziem walki jednego rodzica z drugim, ani instytucją, która odmawia pomocy osobie znajdującej się w trudnej sytuacji życiowej.
Nie może być również miejscem, w którym pieniądze, darowizny i osobiste znajomości stają się ważniejsze od ludzkiego cierpienia. Nie może pozwalać, aby autorytet duchownego był wykorzystywany do wzmacniania jednej strony konfliktu rodzinnego.
Kapłan nie musi rozwiązać każdego problemu. Nie musi znać odpowiedzi na wszystkie pytania. Powinien jednak umieć wysłuchać, zachować uczciwość, rozpoznać własne ograniczenia i skierować człowieka do właściwej pomocy.
A przede wszystkim powinien pamiętać, że w konflikcie rodzinnym najłatwiej zapomnieć o tym, kto jest najbardziej bezbronny.
To dziecko.
Dziecko nie jest własnością matki ani ojca. Nie jest narzędziem odwetu, argumentem w sądzie ani elementem walki o wpływy. Jest człowiekiem, którego godność i bezpieczeństwo powinny być chronione ponad interesami dorosłych.
I właśnie w tym miejscu Kościół powinien być najbardziej obecny — nie po stronie silniejszego, bogatszego czy bardziej wpływowego, ale po stronie prawdy, sprawiedliwości, miłosierdzia i ludzkiej godności.
Materiały i opracowania wykorzystane przy przygotowaniu artykułu
- Diecezja Bydgoska, Oświadczenie Biskupa Bydgoskiego, 2 listopada 2026 r.
- Diecezja Bydgoska, Oświadczenie dotyczące nagrań Pawła Kaszyńskiego, 4 listopada 2026 r.
- Magdalena Błażek, Aleksandra Lewandowska-Walter, Alienacja rodzicielska a przemoc emocjonalna – podejście systemowe w diagnozie problemu, „Dziecko Krzywdzone. Teoria, badania, praktyka”, 2022.
- Joanna Helios, Wioletta Jedlecka, Parental Alienation in the Polish Legal System, „Białostockie Studia Prawnicze”, 2022.
- Jennifer J. Harman i in., Developmental psychology and the scientific status of parental alienation, „Developmental Psychology”, 2022.
Zostaw komentarz