Badania przesiewowe przeprowadzone w pierwszych dniach maja br. w Czechach wskazują, że tylko niewielka liczba osób zetknęła się z koronawirusem SARS-CoV-2. W badaniach tych brała też udział Czeska Akademia Nauk. Spośród 26549 przebadanych osób w Pradze, Brnie, Litomierzycach Ołomuńcu, Litovelu, Unicovie i Cervence, tylko 107 testów serologicznych dało wynik pozytywny. Rozmieszczenie osób które przeszły już infekcję i wykształciły specyficzne wobec SARS-CoV-2 przeciwciała było bardzo zróżnicowane. W miejscach najsilniej dotkniętych epidemią odsetek zarażonych jest poniżej 5%, w regionach gdzie odnotowano mało przypadków COVID-19 prawie nie odnotowano pozytywnego wyniku testu. Można przyjąć, że średnio 0,2- 0,4% populacji Czech przeszło już chorobę.

Do podobnych badań przesiewowych przygotowują się cztery uczelnie na Węgrzech. Już wytypowano tam losowo 17 700 osób, które będą testowane w najbliższym czasie. Wyrywkowe badania przesiewowe z użyciem testu serologicznego wykonano także w wielu innych krajów Europy i Azji. Wszędzie wyniki są mniej więcej podobne – wielkie zróżnicowanie przestrzenne i średnia penetracja epidemii grubo poniżej 0,5%.

Wydaje się więc, że tak też jest w Polsce. W jednym z dużych polskich miast wstępne serologiczne badania przesiewowe wykazały pozytywne wyniki u 2% testowanych osób. Podobnie jak w innych krajach i w Polsce mamy olbrzymie zróżnicowanie przestrzenne jeśli chodzi o penetrację epidemii. Są regiony, gdzie jest ona stosunkowo duża (Warszawa, Poznań, Bytom, Wrocław itd.), są też powiaty, w których nie odnotowano zachorowania na COVID-19. Średnio w Polsce znikoma część populacji (0,1-0,3%) przeszła już chorobę i wykształciła specyficzne względem SARS-CoV-2 przeciwciała. Niewątpliwie potrzebne jest szersze testowanie, dalsze uwiarygodnienie specyficzności i czułości testów serologicznych. Być może w badaniach serologicznych popełniany jest pewien systematyczny błąd, ale raczej zawyżający wyniki z racji krzyżowego reagowanie testu na inne koronawirusy. Jednak można już dziś powiedzieć, że otrzymywane już dziś wyniki są wielce prawdopodobne. Stąd można postawić tezę, jesteśmy obecnie na początku epidemii COVID-19. Żeby przestała nam ona zagrażać potrzeba jest dużo czasu, aby osiągnąć poziom 80% penetracji epidemii i odporność stadną, albo potrzebne jest opracowanie właściwego leku lub szczepionki. W setkach laboratoriów naukowych intensywnie pracuje się nad nimi, ale wydaje się, że przez co najmniej kilka miesięcy będziemy jeszcze ich pozbawieni. Jest też nadzieja, że SARS-CoV-2 sam osłabnie, albo zmniejszy się jego infekcyjność np. na skutek warunków pogodowych (wyższa temperatura i mniejsza wilgotność powietrza). Tym niemniej powinniśmy przyjąć, że co najmniej do końca bieżącego roku wirus SARS-CoV-2 będzie nam zagrażał i, że będziemy musieli stawiać czoła temu zagrożeniu.

Tak więc, z epidemią COVID-19 będziemy się zmagać jeszcze przez długie miesiące, bowiem jesteśmy na samym jej początku. Tymczasem już teraz można zaobserwować na ulicach wyraźne rozluźnienie. Osunięte maseczki, zbliżanie się do spotkanych osób, zatrzymywanie się przy spotkaniu znajomych i tworzenie z nimi wieloosobowych skupisk. Zachowujemy się jakby penetracja epidemii osiągnęła już poziom ok 70%, a nie 0,2%. To groźne i nierozsądne!

Tym bardziej, że podczas dobrych kilku miesięcy, a być może i kilkunastu miesięcy, zmuszeni będziemy do balansowania pomiędzy ochroną zdrowia, a ochroną gospodarki. Nie tylko gospodarki, ale też kultury i nauki. To pierwsze, oznacza nakaz, żeby duża część społeczeństwa pozostała w domowej izolacji, to drugie oznacza pozwolenie jej na powrót do zakładów pracy. Dwa sprzeczne zalecenia! Jest prawdziwym dylematem, który z tych dwóch nakazów powinien przeważać. Ktoś powie, że to fałszywy dylemat, bowiem przecież zdrowie jest najważniejsze. Ale czy wolno jest nam go bronić „do ostatniego pacjenta”, kosztem ruiny gospodarki na długie lata? Kosztem w miarę dobrego życia przyszłych pokoleń. Obok zdrowia i gospodarki, jest jeszcze trzecia wartość o której nie można zapominać; to demokracja i ład prawny. One też wymagają czasami szczególnych poświęceń w czasie epidemii i wzięcia udziału w masowych przedsięwzięciach. Zachowując nierozsądne lekceważenie do zaleceń jak należy postępować w czasie epidemii narażamy zdrowie, gospodarkę i praworządność na szwank.

W czasach epidemii decyzja do jakiego stopnia należy zabiegać o zdrowie społeczeństwa, do jakiego o gospodarkę i wreszcie do jakiego o demokrację i praworządność jest trudna. To decyzja, która powinna być podejmowana na podstawie analiz i rekomendacji specjalistów, i tych od zdrowia i tych od gospodarki i tych od ładu prawnego. Wypowiedzieć powinien się zespół, w skład którego wejdą najlepsi specjaliści z tych obszarów wiedzy. To oni powinni rekomendować politykom właściwe w czasie epidemii postępowanie. Polska Akademia Nauk jest gotowa utworzyć taki zespół.

Autor: prof. Jerzy Duszyński
Prezes Polskiej Akademii Nauk

Fot. geralt CC0 Public Domain