PKW przemówiła, pozornie więc nie ma już sprawy. Marszałek Sejmu powinna teraz w ciągu najbliższych 14 dni ogłosić nowy termin wyborów w terminie do 60 dni od daty zarządzenia.
PKW skorzystała z art. 293 § 3 ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r. Kodeksu wyborczego. Przy czym, moim zdaniem rzecz jasna, zastosowała wnioskowanie per analogiam legis.
Powołany przez PKW przepis dotyczy sytuacji, gdy brak jest kandydatów w ogóle.
§ 1. Jeżeli w wyborach, o których mowa w art. 289 i art. 292, głosowanie miałoby być przeprowadzone tylko na jednego kandydata, Państwowa Komisja Wyborcza stwierdza ten fakt w drodze uchwały, którą przekazuje Marszałkowi Sejmu, podaje do publicznej wiadomości i ogłasza w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej.
§ 2. Marszałek Sejmu ponownie zarządza wybory nie później niż w 14 dniu od dnia ogłoszenia uchwały Państwowej Komisji Wyborczej w Dzienniku Ustaw. Przepisy art. 289 § 2 i art. 290 stosuje się odpowiednio.
§ 3. Przepis § 1 stosuje się odpowiednio w przypadku braku kandydatów.
PKW stwierdziła, że taki sam stan faktyczny występuje, gdy nie zostały zorganizowane wybory.
Stwierdza się, że w wyborach Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych na dzień 10 maja 2020 r. brak było możliwości głosowania na kandydatów. (…) [fakt ten] równoważny jest w skutkach z przewidzianym w art. 293 ust. 3 Kodeksu wyborczego brakiem możliwości głosowania ze względu na brak kandydatów.
Uchwała PKW jest ostateczna, co znaczy, że nie ma od niej środków odwoławczych.
Pomijając wszelkie dyskusje, kto zawinił, widzimy wyraźnie, jak bardzo Konstytucja jest ułomna. Powinna bowiem zawierać instytucje pozwalające na niedopuszczenie do swoistego impasu wyborczego, w jakim znalazła się Polska.
Ale to przecież nie jedyny mankament systemu wyborczego w Polsce, rzekomo dokładnie i wyczerpująco określonego w Konstytucji.
Wyobraźmy sobie np. sytuację, gdy jeden kandydat otrzymuje w pierwszej turze mniej niż 50% ważnie oddanych głosów, ale dwaj pozostali osiągnęli remis. Tymczasem zgodnie z Konstytucją II tura wyborów odbywa się tylko pomiędzy dwoma kandydatami. Kogo i na podstawie jakich kryteriów należałoby wybrać?
Nie można też wykluczyć, że drugi kandydat na liście z jakichś przyczyn (w tym przekupstwo, groźba karalna) rezygnuje. Wtedy wchodzi kolejny, niekoniecznie cieszący się poparciem większej grupy społeczeństwa.
Mając na świeżo w pamięci obstrukcję proceduralną Senatu zwróćmy uwagę na inne niebezpieczeństwo. Otóż zgodnie z art. 128 ust. 2 Konstytucji wybory Prezydenta Rzeczypospolitej zarządza Marszałek Sejmu.
A co wtedy, gdy urząd ten nie jest obsadzony? Oczywiście w Sejmie, w którym istnieje większość parlamentarna, ten problem nie powinien zaistnieć w ogóle. Trzeba jednak pamiętać, że żaden inny organ nie jest legitymowany do dokonania tej czynności w zastępstwie Marszałka. Taka legitymacja musiałaby mieć wyraźną podstawę w przepisach Konstytucji.
A co, jeśli Marszałek „obrazi” się na społeczeństwo i zwyczajnie w świecie nie wyznaczy terminu wyborów?
Niewątpliwie wówczas Sejm powinien go odwołać (odwołanie Marszałka Sejmu zgodnie z art. 10a RegSejmu następuje w procedurze konstruktywnego wotum nieufności, a zatem równocześnie dokonywany jest wybór nowego Marszałka). Dokonanie takiego aktu wymaga czasu i jest uzależnione wyłącznie od woli politycznej posłów. Zaznaczyć również należy, iż za opisane naruszenie prawa Marszałek nie ponosi odpowiedzialności konstytucyjnej (ponosi ją tylko za czynności wykonywane w ramach zastępstwa Prezydenta). Wydaje się, iż pewnym zabezpieczeniem przed opisanymi powyżej sytuacjami kryzysowymi byłoby wprowadzenie, analogicznie do sytuacji zastępstwa Prezydenta RP, o której mowa w art. 131 Konstytucji RP, regulacji przewidującej, iż jeśli zarządzenie wyborów przez Marszałka nie nastąpiło w ostatnim dniu terminu określonego w art. 289 § 1 KodeksWyb, to czynności tej dokonuje Marszałek Senatu.
(Konstytucja RP. Tom II. Komentarz do art. 87–243, red. prof. dr hab. Marek Safjan, dr hab. Leszek Bosek, 2016)
Nie ma także możliwości uchylenia zarządzenia terminu wyborów wadliwie, z przekroczenie konstytucyjnych terminów.
.
Czy mamy spokojnie czekać na kolejny wybory, by nagle z przerażeniem skonstatować, że ww. ułomności nie są wcale wynikiem przeteoretyzowania niektórych prawników, ale stanowią realne zagrożenie?
Tymczasem pamiętamy wystarczająco jeszcze mocno pohukiwania rozmaitych KOD czy innych ubywateli, dla których to Konstytucja Kwaśniewskiego stanowiła wręcz świecką świętość. ;)
Ba, ktoś nawet po świecie jeździł w koszulce z widocznym napisem OTUA.
Ciekawe, czy ktoś miałby dzisiaj ochotę dalej tak krzyczeć.
10.05 2020
Zostaw komentarz