Prosta zasada, obowiązująca każdego obserwatora zjawisk społecznych – jeśli przypadek pojawi się trzeci raz z rzędu, to nie jest przypadek.

Zupełnie przypadkowo i w pełni spontanicznie w całym kraju powstają grupy osób, które negują szczepienia. Przy czym negacja ta odbywa się w oparciu o argumenty, które, gdyby rzecz jasna ci sami ludzie mieli zachowaną trzeźwość oglądu, przez nich samych byłyby wyśmiane.

Przypomnijmy najbardziej odjechaną teorię, która pojawiła się zaraz na samym początku pandemii. Otóż nie było żadnego wirusa, To, co rząd światowy (niejawny, ale dlatego jeszcze bardziej złowrogi) chciał ukryć pod pozorem choroby wirusowej tak naprawdę było efektem napromieniowania przez nadajniki 5G oraz opadom chemtrails.

Jak do tej pory żadna inna teoria rozpowszechniana zupełnie na poważnie przez dzisiejszych antyszczepionkowców nie przebiła tego absurdu.

Kiedy tylko okazało się, że zahamować pandemię mogą jedynie szczepienia ograniczające, w perspektywie zaś powstrzymujące poziomą transmisję wirusa, kolejnym obiektem ataku stały się właśnie szczepionki.

Próba wzniecenia powszechnej obawy przed szczepieniem przybrała formy groteskowe. Skoro nie udało się wzbudzić paniki w oparciu o bajdurzenia emerytowanego lekarza medycyny Hałata, z którego natychmiast zrobiono autorytet globalny i zaczęto tytułować „doktorem” tak, jakby w rzeczywistości kiedykolwiek pracował naukowo, sięgnięto po „rezerwy”. Tą „rezerwą” okazał się niejaki profesor Roman Zieliński oraz jego żona (była?).

Nic to, że Zieliński nigdy nie zajmował się genetyką człowieka, nic to, że zawyżono ilość jego cytowań oraz indeks h by w ten sposób dodać mu naukowego splendoru, co jednak zostało zdemaskowane. Ważne jest tylko, że Zieliński mówi gromko NIE.

Bo zdaniem antyszczepów nie należy się szczepić. Można natomiast łykać w sposób niekontrolowany amantadynę, choć akurat jej negatywne skutki dla człowieka są powszechnie znane. Jednym z nich jest powodowanie omamów i halucynacji, co u postronnego obserwatora sprawia wrażenie, że łykający amantadynę dostał obłędu.

O tym jednak „patrioci” i „katolicy” milczą. Ważna natomiast jest inna narracja, uderzająca w rząd. Oto rzekomo złyPiS zakazał sprzedaży amantadyny, co wg najbardziej trąconych psychicznie blogerów awansuje do zbrodni przeciw ludzkości.

Na nic się zdają tłumaczenia, że to nieprawda, a chwilowy brak leku został wywołany przez gwałtowne wzrosły popyt.

Narracja, ciągle jeszcze utrzymująca się gdzieniegdzie jest wyraźna: PiS nie chce, żebyśmy się leczyli!

Społeczeństwo polskie ma wymrzeć, by zrobić miejsce…. Ależ tak, zgadliście. Oczywiście Żydom. W tym celu właśnie szczepią społeczeństwo – część wskutek zaszczepienia wymrze, część zaś dzięki zawartym we fiolkach mikroczipom stanie się bezwolnymi niewolnikami nowej rasy panów.

Kiedy jednak w świat poszła informacja o masowym szczepieniu w Izraelu wydawało się, że ten szurski nurt dezinformacji zniknie.

Ależ gdzie tam! Szurlandia zaczęła ogłaszać, że dla Izraela sporządzono inne szczepionki. Te dla Polski widać były specjalnie zatrute. ;)

W pewnym momencie odniosłem wrażenie, że ktoś doskonale bawi się obywatelami Szurlandii i podsuwa im coraz bardziej absurdalne pomysły zupełnie tak, jakby testował, w co jeszcze człowiek może uwierzyć. Inaczej – gdzie leży granica absurdu, po przekroczeniu której szura budzi się ze snu i woła przerażony – Ludzie, dałem się ogłupić!

By nie być gołosłownym; na pewnym portaliku wyczytałem, że liczba zgonów w wyniku coronawirusa jest 25 razy mniejsza od liczby zgonów wywołanych szczepionką!

W polskich warunkach oznaczało to, że liczba śmierci wywołanych szczepionką była większa od liczby zaszczepionych. Oczywiście w dniu, kiedy okazała się tamta najpoważniejsza z poważnych informacja.

Niestety, ZONK!

Antyszczepionkowcy przeszli mimo tego oczywistego wariactwa nie zauważając go zupełnie.

Tymczasem sprawa wcale nie jest taka zabawna, jakby się wydawało po przeczytaniu powyższego.

Tak naprawdę wywołanie antyszczepionkowej furii może doprowadzić do upadku Państwa. Policzcie, proszę.

Liczba miejsc na specjalnie utworzonych oddziałach covidowych jest stała. Stała jest także liczba respiratorów. Na razie liczba pacjentów jest taka, że zarówno na oddziałach, jak i pod respiratorami, są wolne miejsca.

Co jednak będzie w przypadku dalszego rozwoju pandemii? Po roku widać, że nie jest to nowy rodzaj grypy, jak jeszcze niedawno zapewniały co prominentniejsze szury. Nie da się bowiem powiązać rozpowszechniania się covid-19 z porą roku. Nie ma więc co liczyć, że będzie okresowa. Zatem w grę wchodzi tylko postęp. I to raczej geometryczny. Gdyby więc koncentrować się tylko na leczeniu objawów w niedługim czasie powinniśmy doprowadzić do krachu.

Liczba chorych przekroczy liczbę łóżek oraz wydolność zatrudnionego personelu i wolontariuszy.

To tak, jakbyśmy w trosce o bezpieczeństwo na drogach zlikwidowali wszelkie znaki, rozpuścili policję drogową, za to cały wysiłek Państwa szedłby na budowę nowych szpitali i zakup karetek, które mogłyby dowozić ofiary z miejsc wypadków.

Tak się nie da, musi być przeciwdziałanie.

Jeśli tego zabraknie, Państwo ulegnie rozkładowi. Niewydolność systemu opieki zdrowotnej oznaczać będzie umieranie ludzi na ulicach.

W perspektywie zaś powszechny bunt, skierowany przeciw aktualnej władzy.

Nie da się więc inaczej postrzegać tych wszystkich antyszczepów inaczej niż agenturę zmierzającą do rozwalenia Polski.

I nie jest ważne, czy poszczególni członkowie tej antypolskiej jaczejki są tylko pożytecznymi idiotami, czy też świadomie uczestniczą w tej hucpie.

Ważny jest efekt, do którego zmierzają.

Trzeba sobie powiedzieć wprost – póki szczepienia nie obejmą minimum 65-70% społeczeństwa konieczna jest izolacja.

Tak walczono z epidemiami już w wiekach minionych, gdy nie istniały inne środki zaradcze. Każdy, kto zwiedzał Wenecję i miał w miarę rozgarniętego przewodnika, dostrzegł rozsiane po całym mieście kapliczki. Tam, podczas epidemii, odprawiano msze. Wierni mogli uczestniczyć obserwując Ofiarę z okien.

Właśnie po to, by uniknąć poziomej transmisji wirusów w gromadzie.

Tymczasem mamy do czynienia z akcją mającą sabotować wysiłki rządu. Szczepionka, która może i powinna doprowadzić do powrotu do stanu normalności jest przedstawiana prawie jak bron biologiczna, mająca wymordować Polaków.

Jednocześnie zaś tzw. Konfederacja nawołuje do „otwarcia gospodarki”, czyli z punktu widzenia epidemiologa – do umożliwienia wirusowi szerzenia się w tempie dotąd niespotykanym.

To gra na koniec Państwa, jakie mamy. Jednocześnie trzeba uzmysłowić sobie, że Konfa nie posiada kadr, by obsadzić ważniejsze stanowiska choćby w najmniejszym województwie.

W zasadzie to samo można powiedzieć o całej totalitarnej oPOzycji.

Oczywiście ci, którzy stoją za całą tą antyszczepionkową hecą zdają sobie sprawę, że ich pomysł nie przejdzie. Rząd nie zatrzyma szczepień i nie dojdzie do „otwarcia gospodarki”. Na to jest zbyt odpowiedzialny.

Mają jednak nadzieję, że uda się powiększyć elektorat i, w przypadku Konfederacji, załapać na kolejną kadencję, w przypadku zaś ugrupowania Budki i Trzaskowskiego – przejąć władzę.

Nie jest więc to stricte populizm, ale świadoma i cyniczna próba wygrania wyborów za pomocą opowiadania ludziom dyrdymałów, które ci chcieliby usłyszeć.

Historia XX wieku uczy, że nie należy wierzyć tym politykom, którzy głaszczą nasze uszy.

Przed laty, jeszcze za słusznie minionego ustroju, miałem przygotować (nie sam oczywiście) gazetkę szkolną na 1 maja. A że miała wisieć centralnie na korytarzu tuż obok pokoju nauczycielskiego do dyspozycji mieliśmy fotografie otrzymane z Centralnej Agencji Fotograficznej, przedstawiające manifestacje przedwojennych komunistów. Na jednym, przedstawiającym manifę z lat 1920-tych, z rozbawieniem wyczytaliśmy na transparencie – o 6-godzinny dzień pracy!

Potem, już na studiach, dowiadywałem się sukcesywnie o kolejnych pomysłach KPP. Przede wszystkim walczono by podnieść zbyt niskie zarobki. Przedwojenni komuniści żądali płacy w takiej wysokości, by mogła zabezpieczyć wszystkie potrzeby rodziny robotnika bez konieczności pracowania żony.

Żądano też płatnych urlopów w wymiarze nieco większym, niż dzisiaj (2021!).

Za to po wojnie, gdy tylko komuniści sięgnęli po władzę, okazało się, że największą zdobyczą nowego ustroju jest to, że kobiety mogą pracować. I to na stanowiskach typowo męskich. Nie chodzi wyłącznie o Krysie – traktorzystki. Kobiety pracowały nawet na przodku w kopalni.

Wymiar urlopu okazał się fikcją, zaś 6 – godzinny dzień pracy został wprowadzony… tylko w soboty, które przed wojną wg KPP miały być wolne.

Praca stała się nieznośnym obowiązkiem, za to płaca zupełnie oderwaną od rzeczywistości ułudą.

Aż w końcu quasi-walutą stała się butelka wódki.

O tym trzeba pamiętać. O tym trzeba przypominać.

Na naszych oczach mamy bowiem powtórkę z rozrywki, gdzie w imię powrotu do koryta (w tych kategoriach władza jest postrzegana przez KO) mówi się ludziom tylko to, co chcą usłyszeć.

Kiedy jednak tylko sięgną po władzę, narracja zmieni się o 180 stopni. Wtedy będzie jednak za późno.

Co więc mamy robić?

Obiema rękami podpisuję się pod apelem, jakim zakończył swój tekst Roman Mańka:

Nie popierajcie polityków, którzy mówią Wam piękne słówka.

Proszę, wytrzymajcie jeszcze miesiąc, dwa w dyscyplinie I ograniczeniach, a będzie pięknie. Będziemy cieszyć się wolnością, tańczyć na majowych festynach. Pojedziemy na Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej kibicować polskiej reprezentacji I oglądać gwiazdy futbolu. Będziemy cieszyć się słońcem, ciepłem, latem, wolnością I życiem. Wytrzymajcie jeszcze tylko miesiąc, dwa, a główne, największe zagrożenie pandemiczne minie.

Mówicie często, że chcecie żyć normalnie. Co warte jest normalne życie, jeżeli będzie trwało tydzień. Wyrzeczenia są właśnie po to, aby później żyć normalnie. Żeby wstało słońce, żeby przyszedł dzień, musi minąć noc. Tak samo zimno jest w opozycji do ciepła. Nienormalność do normalności. Po nocy przychodzi dzień; po zimnie – ciepło; po nienormalności – normalność. Po niewoli – wolność.

http://pressmania.pl/najgorsza-zaraza-jest-populizm/

I to by było na tyle, jak mawiał przed laty profesor Jan Tadeusz Stanisławski.

.

7.08 2021

.

Ps. Pomijam aspekt najważniejszy – usunięcie PiS jest zdarzeniem wytęsknionym przez naszych sąsiadów, nie tylko Rosji.