Po oficjalnej części konferencji PKN Orlen, dyrektor pionu energetyki miał zgwałcić młodą praktykantkę. Szefostwo koncernu najpierw sprawę tuszowało przekonując kobietę, by milczała, a oni aferę wyciszą. Dopiero kiedy zainteresowały się nią organy ściągania – Orlen rozstał się z dyrektorem za porozumieniem stron wypłacając mu na odchodne kilkaset tysięcy złotych odprawy i zakazu konkurencji. Mężczyzna ma postawione zarzuty. Sprawa ugrzęzła jednak w sądzie. Kobieta zmaga się z traumą.

Ale po kolei… Konferencja odbywała się 19 lipca 2018 roku w hotelu Skansen w Sierpcu. Paweł V., dyrektor pionu energetyki wystąpił jako pierwszy. Już wtedy Weronika P. widziała, że mężczyzna, którego wcześniej nie znała, nie spuszcza z niej oczu. Formalnie mu nie podlegała. W ogóle nie wiedziała, dlaczego znalazła się na tej konferencji (żeby mogła tam być, odwołano z niej jednego ze starszych pracowników). Niczego złego jednak nie podejrzewała.

Po konferencji pracownicy mieli czas wolny. Jedni poszli zwiedzać muzeum, inni popijali piwo przed hotelem. Paweł V., wrócił do Warszawy, bo miał uczestniczyć w radzie nadzorczej. Wszyscy mieli zarezerwowany nocleg w hotelu. Dyrektorzy w pojedynczych pokojach, pracownicy w dwu i trzy osobowych. Wieczorem odbyła się oficjalna kolacja, na którą wrócił także dyrektor Paweł V.

Weronika P. siedziała w kręgielni przy stoliku ze swoimi kolegami i koleżankami. Zdążyła wypić powitalne proseco i kilka kieliszków wódki. Nikt z jej znajomych nie mógł sobie przypomnieć, ile tak naprawdę wypiła kobieta. Wszyscy jednak potwierdzają, że zachowywała się zupełnie normalnie i nie była pijana.

Około północy do jej stolika przysiadł się dyrektor V. Przedstawił się i zaczęli rozmawiać. Mężczyzna pił wino. Inny mężczyzna postawił na stół dzbanek z colą i napełnił kieliszek Weroniki P. Wypiła go popijając napojem, który jak później stwierdziła był „dziwnie” przesłodzony.

Około godziny 3 rano Paweł V. wziął kobietę za rękę i wyprowadził z kręgielni, gdzie toczyła się impreza. Widziało to kilka osób, a jeden z pracowników Orlenu stwierdził, że „Paweł ciągnął ją jak jaskiniowiec”.

– Nie potrafię sobie przypomnieć, co tam się dokładnie wydarzyło. Miałam wrażenie, że ktoś dosypał mi czegoś do drinka albo do tej przesłodzonej coca coli – opowiada Weronika P. – Ocknęłam się u niego w pokoju, leżałam u niego w pokoju, a on nagi stał nade mną. Mówiłam – nie, nie chcę, ale on nie reagował. W końcu nie wiem jak, ale uciekłam z tego pokoju ubrana w jego koszulkę i nic więcej. Byłam oszołomiona, nie wiedziałam, gdzie jestem. Nie wiedziałam, gdzie jest mój pokój, nie miałam torebki z telefonem czy kluczami. Wiem, że doszłam do recepcji, tam znalazła mnie pracownica hotelu. Nie byłam w stanie powiedzieć, co mi się przytrafiło.

Recepcjonistka odszukała koleżanki Weroniki i opowiedziała o sytuacji. Jedna z nich poszła pod pokój Weroniki i tam ujrzała ją siedzącą w męskim podkoszulku na podłodze. Widać było, że kobieta jest bez bielizny. Zanosiła się od płaczu.

– Właściwie to był jeden wielki szloch połączony z rykiem. Nigdy nie widziałam nikogo w tak złym stanie. Wzięłam ją do swojego pokoju położyłam na łóżku i nakryłam kocem – mówiła Magdalena W., organizatorka konferencji.

Weronika wygrzebała w torebce, która znalazła się pod jej pokojem, telefon i wybrała numer do narzeczonego (nie było go na imprezie-przyp.aut.) i podała słuchawkę koleżance. Mężczyzna dowiedziawszy się, że jego dziewczyna została zgwałcona polecił jej natychmiast wezwać policję. Odmówiła twierdząc, że najpierw bezpośrednia przełożona Weroniki P. musi się o wszystkim dowiedzieć.

Weronika P. jak najszybciej chciała się znaleźć w domu. Jedna z jej koleżanek zorganizowała jej zastępcze ubrania i transport do Warszawy. Dyrektora Pawła V., na śniadaniu już nie było. Jak ustalili pracownicy spółki, wcześnie rano wymeldował się z hotelu i wrócił do Warszawy.

W domu kobieta wraz z narzeczony zdecydowali, że po południu pójdą zgłosić sprawę na policję. Kiedy jednak narzeczony Weroniki P. wyszedł do pracy, do kobiety zadzwoniła jej szefowa – Karolina S.. Przekonywała, że powinna zastanowić się, czy warto zgłaszać sprawę na policję. Tłumaczyła, że opowiadanie obcym ludziom o całej sprawie będzie dla niej niezwykle trudne.

– W poniedziałek poszłam do pracy. Zmusiłam się, ale nikt tam nie chciał ze mną rozmawiać. Szefowa mnie unikała. Zrobiła się przykra atmosfera. Do przesilenia doszło 3 dnia. Stałam przed budynkiem i rozmawiałam przez telefon. Nagle go zobaczyłam, szedł za mną. Zmroziło mnie. Po powrocie do domu zadzwoniłam do szefowej i powiedziałam, że nie wrócę więcej do pracy. Ta przekonywała mnie, że załatwi mi etat. Mówiła, że padła propozycja, żebym została asystentką Pawła na etacie. Odmówiłam – mówi Weronika.

Kobieta zrezygnowała z pracy. Do tego czasu władze Orlenu nie zajęły żadnego stanowiska w sprawie swojego menedżera. Przełożona Weroniki P. nawet nie zgłosiła sprawy rzecznikowi etyki w spółce. W rozmowie z pokrzywdzoną twierdziła, że nikogo takiego nie ma. I choć sprawa gwałtu na konferencji była tajemnicą poliszynela, to nikt nie zażądał od dyrektora wyjaśnień. Sytuacja się zmieniła, kiedy Weronika P. oddała sprawę policji.

2 sierpnia 2018 roku do PKN Orlen przyjechali policjanci. Skierowali się prosto do gabinetu dyrektora Pawła V. Poinformowali go, że mają nakaz przeszukania jego biura, samochodu służbowego i mieszkania. Mężczyzna zapytał o co chodzi. Funkcjonariusze poprosili o jego służbowy telefon komórkowy i kody. Paweł V. oddał telefon, ale kody podał nieprawidłowe. Potem zeszli razem do samochodu. Tam policjanci znaleźli ubrania Weroniki P.

Informacja o wizycie policjantów rozeszła się w spółce błyskawicznie. Dopiero następnego dnia Katarzyna S. postanowiła przekazać informację rzecznikowi etyki w Spółce pani Barbarze Chlewińskiej. Kilka tygodni później powołano komisję, która miała wyjaśnić okoliczności zdarzenia i zachowanie dyrektora Pawła V. Oczywiście Weroniki P. na spotkanie nie zaproszono. Dyrektor Paweł V. stwierdził, że nie czuje się winny, a inicjatywa była po obu stronach.

– Dzień dobry nazywam się Piotr Krysiak, czy rozmawiam z panem Pawłem V.?
– Tak słucham.
– Jestem dziennikarzem i chciałem pana zapytać o to co wydarzyło się podczas konferencji w lipcu 2018 roku.
– …. – rozłączył się.

O prowadzonym postępowaniu prokuratura już na samym początku śledztwa poinformowała prezesa PKN Orlen Daniela Obajtka. W stosunku do dyrektora Pawła V. nie wyciągnięto żadnych konsekwencji. Mężczyzna jednak za po porozumieniem stron rozwiązał umowę o pracę z paliwowym gigantem. Otrzymał półroczną odprawę i półroczny zakaz konkurencji, w sumie ponad kilkaset tysięcy złotych.

Chciałem zapytać prezesa Daniela Obajtka czy nie uważa, że zamiast wypłacać podejrzewanemu o gwałt pracownikowi kilkaset tysięcy złotych – powinien najpierw go zawiesić, a po ewentualnym udowodnieniu mu winy zwolnić dyscyplinarnie, ale nie odbierał telefonu.

Pokrzywdzona kobieta wystąpiła do PKN Orlen o odszkodowanie i zwrot kosztów leczenia. W odpowiedzi usłyszała, że PKN Orlen nie widzi podstaw do odpowiedzialności odszkodowawczej z tego tytułu.

10.02.2020 roku prokuratura okręgowa w Płocku wysłała do sądu akt oskarżenia przeciwko Pawłowi V. Prokurator postawił mu zarzut 198 k.k., który mówi, że kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. Sprawa ugrzęzła jednak w sądzie. Od ponad roku nie wyznaczono jeszcze terminu pierwszej rozprawy.r

TUTAJ rozmowa Weroniki P. ze swoją szefową Katarzyną S.