Przez blisko dwie dekady gdzieś w szufladach państwa leży dokument, który podobno jest „zbyt niebezpieczny”, żeby pokazano go obywatelom. Aneks do raportu o WSI. O służbach, które miały chronić państwo, a według wielu ustaleń były częścią układu, nie jego strażnikiem.
I teraz nagle wraca temat. Padają oskarżenia, padają insynuacje, robi się polityczna wrzawa. Jedni krzyczą o zdradzie, drudzy o zagrożeniu dla państwa. Tyle że to wszystko przykrywa rzecz najważniejszą: dlaczego przez tyle lat nikt nie miał odwagi tego zamknąć raz na zawsze?
Bo tu nie chodzi tylko o dokument. Chodzi o coś znacznie prostszego i znacznie bardziej niewygodnego: o uczciwość w życiu publicznym.
Jeżeli przez dwadzieścia lat kolejne ekipy – niezależnie od barw – nie potrafią albo nie chcą ujawnić prawdy, to nie jest to już kwestia „bezpieczeństwa państwa”. To jest pytanie o to, kogo i co się tak naprawdę chroni.
W innych krajach postkomunistycznych ten etap został, z bólem, ale przepracowany. W Czechach otwarto archiwa i nazwano rzeczy po imieniu. W Niemczech po zjednoczeniu rozliczono struktury Stasi, udostępniając dokumenty obywatelom. Nawet jeśli bolało, nawet jeśli niszczyło kariery.
A u nas?
Ciągle to samo: „jeszcze nie teraz”, „to skomplikowane”, „to zaszkodzi państwu”.
Nie. To kłamliwa narracja, bo to nie prawda szkodzi państwu. Szkodzi jej brak.
Bo jeżeli przez lata ktoś budował swoją pozycję (jakiś zdrajca łotr, kapuś), majątek czy wpływy na układach, które nigdy nie zostały rozliczone, to naturalne, że dziś będzie bronił ciszy. Nie z troski o Polskę, tylko z troski o siebie.
Najgorsze w tym wszystkim nie jest nawet to, że prawda może być dla wielu niewygodna. Najgorsze jest to, że przez tyle lat przyzwyczajono ludzi do życia w półprawdzie. Do tego, że pewnych tematów „lepiej nie ruszać”. A właśnie te tematy powinno się ruszać jako pierwsze.
Jeśli państwo traktuje obywateli poważnie, nie może ich jednocześnie trzymać w niewiedzy w sprawach, które dotyczą fundamentów jego działania. Albo mamy dojrzałą demokrację, albo mamy system, który sam się boi własnej historii.
I w gruncie rzeczy pytanie nie brzmi już tylko: co jest w tym aneksie? Pytanie brzmi: kto tak bardzo nie chce, żebyśmy to wreszcie zobaczyli.
Bo prawda nie niszczy państwa. Niszczy je strach przed jej ujawnieniem.
I może właśnie dlatego ten dokument tyle lat leży zamknięty. Bo niektórzy wiedzą, że wraz z jego otwarciem skończyłaby się nie tylko pewna historia.
Skończyłyby się też ich kariery.
Chcecie poznać te nazwiska?

Zostaw komentarz