Pojęcie „prawa zwierząt” w podręcznikach szkolnych nie spodobało się wiceszefowi resortu edukacji narodowej. Dlatego nastąpić ma przegląd treści podręcznikowych. Do sprawy infantylnie odniosła się była minister edukacji, Anna Zalewska.

Co się wydarzyło między Zalewską a Rzymkowskim?

Sprawa dotyczy podręcznika dla dzieci, a dokładniej mówiąc trzecioklasistów, którym ich szkolny kajet mówi o „prawach zwierząt”.

– Użyte przez jego autorów pojęcie „prawa zwierząt” nie występuje w naukach prawnych. Jest ono związane jedynie ze sferą wyobrażeń ideologicznych

– stwierdził Rzymkowski, który z wykształcenia jest doktorem nauk prawnych.

Stwierdzenie obecnego wiceministra edukcji oburzyło byłą szefową MEN Annę Zalewską, obecnie sprawująca mandat posła w Parlamencie Europejskim.

– Drogi Tomku! Naprawdę bulwersuje Cię podręcznik mówiący ,że nie wolno kłusować czy wykorzystywać zwierząt w cyrku? Polecam na czas wielkanocnej radości teksty św. Franciszka i ks. J. Twardowskiego

– napisała na Twitterze Zalewska, która z kolei z wykształcenia jest nauczycielem.

Co Zalewska wie o św. Franciszku?

Otóż św. Franciszek jest ikoną dla nieuków z grona ekstremistów prozwierzęcych, którzy z uporem maniaka powtarzają pseudodogmaty o franciszkowej miłości do „braci mniejszych”. Otóż św. Franciszek nigdy nie nazwał tak żadnego zwierzęcia! Nazywał tak jedynie braci zakonnych („I nikogo nie można nazywać przeorem, lecz wszyscy bez różnicy niech nazywają się braćmi mniejszymi”). Franciszek nie był wegetarianinem. Używał zwierząt do jedzenia, co nie przeszkodziło mu dostrzegać w nich mocy Stwórcy. Jeśli „Pieśń słoneczną” przypisać jego autorstwu, to Biedaczyna z Asyżu brata się tam z całym stworzeniem, na równi z ogniem, słońcem, zwierzętami co śmiercią, wskazując wspólne źródło pochodzenia wszechrzeczy – Stwórcę. Dopiero w XX i XXI wieku ze św. Franciszka, który był wcześniej nazywany mężem katolickim, uczestnikiem krucjaty, uczyniono infantylnego hipisa prozwierzecego i zdaje się tylko jako takiego zna go Anna Zalewska.

Pieśń słoneczna – nota bene piękny kantyk religijny – ze względu na swoje wątpliwe pochodzenie nie wchodzi w skład „kanonicznych” pism św. Franciszka. W potwierdzonych historycznie zapiskach Biedaczyny znajduje się dwukrotna wzmianka o zwierzętach. Za pierwszym razem Franciszek zakazuje swoim braciom trzymania zwierząt w zakonach, a za drugim używa metafory dla człowieka posłusznego, pisząc o „okrutnych zwierzętach”. Jedna i druga wzmianka nie bardzo pasuje do narracji minister Zalewskiej.

Gdyby Anna Zalewska chciała brnąć w swoją franciszkańską niewiedzę, znalazłaby jeszcze potwierdzone fakty z życia świętego, który podnosił z ziemi robaki, nie zadeptywał ich. Dlaczego? Mistycy bywają świętymi dziwakami, ale ich dziwactwa wynikają z wiary objawionej przez Boga, a nie idei prozwierzecych aktywiostów. W Starym Testamencie Jezus Chrystus porównany był do robaka. Polecić należy więc Psalm 22 Annie Zalewskiej, dla większej pokory i sensu wiary innej niż ta z obrazków „Strażnicy” Świadków Jehowy, gdzie w sielankowej atmosferze ludzie na łące przytulają się do lwów. „Ja zaś jestem robak, a nie człowiek, pośmiewisko ludzkie i wzgardzony u ludu” – mówi Psalmista, a słowa te są paralelą dla Męki Pańskiej. Dlatego św. Franciszek chronił robaki. Dla mistyki symboku! Nie z miłości do owadów, których nie wolno zabijać. To samo dotyczy zwierząt, które jak całe stworzenie noszą w sobie ślad Stwórcy, a nie są podmiotem prawa, stroną, bowiem nie mogą zawrzeć umowy; nie są ludźmi – to wszystko.

Pani Anno, ojcem praw zwierząt jest promotor zoofilii!

„Prawa zwierząt” są terminem, który można interpretować semantycznie na każdą modłę. Minister Rzymkowski potwierdził jedynie fakt, że to sformułowanie nie występuje w polskim prawie, w którym z kolei występują zapisy o zwierzętach i zakazie ich bezpodstawnego dręczenia (Ustawa o ochronie zwierząt) czy wymogach dobrostanowych. Sam termin jednak ma swoje ściśle określone korzenie, swoja genezę, o czym Anna Zalewska wie tyle, co o przytaczanym przez siebie św. Franciszku, czyli nic. Prawa zwierząt nieodłącznie związane są z biblią prozwierzecą, czyli książką „Wyzwolenie zwierząt” prof. Petera Singera, który jest niekwestionowanym guru radykalnych obrońców zwierząt. Singer jest zwolennikiem zoofilii i jednocześnie orędownikiem praw aborcyjnych dla ludzi nawet na kilka tygodni po urodzeniu! Prawa zwierząt są nieodłącznie powiązane z ideologią i nawet popularna Wikipedia pod hasłem „prawa zwierząt” informuje, że „Bardzo często praktycznym skutkiem przyjęcia idei praw zwierząt jest przejście na wegetarianizm lub weganizm”.

Zalewska i manipulacja z second handu

Nikt o zdrowych zmysłach nie promuje znęcania się nad zwierzętami czy łamania prawa. Pomimo tego, że Rzymkowski podniósł kwestię „praw zwierząt” od strony prawnej i ideologicznej, Zalewska imputuje mu promocję… kłusownictwa. Czy ktoś o tak tanich chwytach retorycznych mógł sprawować funkcję ministra Edukacji Narodowej? Niestety, mógł. Zalewska z przerażeniem konstatuje także, że Rzymkowski krytykując promowanie pojęcia „praw zwierząt” (zapewne nie przeszkadzałyby mu treści np. o poszanowaniu dla świata zwierzęcego, zarówno zwierząt konsumpcyjnych jak i towarzyszących) – o zgrozo – miałby tym samym promować zwierzęta w cyrku. Rozumiemy więc, że pies aportujący w cyrku to zbrodnia, a pies wykonujący dziesiątki wytresowanych poleceń na psich pokazach już zbrodnią nie jest? Rozumiemy więc, że legalne póki co w Polsce cyrki to dla Zalewskiej barachło, bo przecież podręczniki szkolne powinny być napisane w duchu animalsów, a nie prawa i cywilizacji łacińskiej, w której cyrk to cyrk, a człowiek to nie zwierzę. Co nie oznacza, jakby się Zalewskiej zdawało, że ktokolwiek może się nad zwierzęciem znęcać dla własnego widzimisię. Czy Zalewska uchwyci kiedyś tę subtelną semantyczną różnicę, o której wie każde dziecko na wsi, ale – jak widać – nie każda była minister?

fot. collage gov.pl/FB