„W Afryce jest lepiej niż w Polsce i we Francji. Nikt tam się nie przejmuje narzuconymi procedurami, i że dr Macrotte czy dr Marowiecki zakazali używania chininy, azytro i witamin, i zamknęli szpitale etc by wmuszać superdrogie szczypawki. Ci wielcy doktorzy specjaliści chcą szczypać. I tylko to. Od pierwszego dnia.

Mimo, iż zbirus ma ewidentnie mikroskopijną śmiertelność, mniejszą o wiele od najbardziej zjadliwych gryp. To szczypawki dopiero utrwalą zarazę. Nic innego. I o to właśnie chodzi. Ale milionom ludzi o słabej integracji wewnętrznej wmawia się, że jeno szczypawki są rozwiązaniem, że wrócimy do raju. Zaiste… do raju, w tempie ekspresowym.

A w szmatławcu podają, że na Seszelach i w Izraelu jest najwięcej zachorowań „mimo”, iż oba kraje właściwie zaszczypawkowały większą cześć swych mieszkańców.

Ktoś związany z John Hopkins University, uważa, iż między faktem powszechnych szczypawkowań, i nagłym wzrostem zakażeń i zachorowań wśród ludzi mających kontakt ze zaszczypawkowanymi, istnieje korelacja. Trudno tego nie zauważyć, skoro niezaszczypawkowane rodziny zaszczypawkowanych, nagle zapadają na chorobę.

Niektórzy zaś myślą, iż białko Spajk atakuje mitokondrie i dlatego zarażeni duszą się. Ale na szczeście i na Spajk mamy lekarstwa.

Warto zanotować, iż szczypawki, tak samo jak maski, nie chronią przed chorobą. Natomiast szczypawki niszczą naturalną odporność. Ci co się zaszczypawkowali, muszą dalej się szczypać. Są tym sposobem, obietnicą o lepszym życiu, zwabiani do uczestnictwa w systemie. Ale przecież to jest ostatecznym zniewoleniem. Niewolnicy sami się będą kontrolować, sami się będą karać. Genialny pomysł. Adolf by zzieleniał z zazdrości.”