Mówi się, że to modna przypadłość, skoro na depresję chorują celebryci, ludzie z pierwszych stron gazet. Cóż to może być za choroba? Bardzo często spotykamy się z hejtem nad osobą, która publicznie przyzna się z czym się boryka. Moim zdaniem to wszystko bierze się stąd że mimo wszystko my ludzie na temat depresji wiemy zbyt mało. Warto pamiętać, że osoby które cierpią na depresję nie są chore, bo miały kaprys, nie są też chore, bo były zbyt słabe.

Czym jest depresja?

– Depresja to termin wieloznaczny używany potocznie w odniesieniu do złego samopoczucia, obniżonego nastroju czy przygnębienia. Objawy depresji mogą być inne u każdego pacjenta. Dominuje smutek i utrata zainteresowań, choć u niektórych może wystąpić lęk. Depresja niejedno ma imię – depresja poporodowa, depresja dwubiegunowa, depresja endogenna, depresja maskowana, depresja lękowa – to tylko niektóre z rodzajów choroby. Nie pozwól by dopadła cię depresja – objawy mogą rozwijać się powoli i niepostrzeżenie. Jeśli utrudnia twoje funkcjonowanie – skonsultuj się z lekarzem!

Tak więc na depresję chorują ludzie z powodu chorej duszy. Przyczyny mogą być różne, problemy małżeńskie, wychowawcze, finansowe, utrata kogoś bliskiego itd. Bardzo często bywa tak że z naszym ciałem dzieje się coś niedobrego. Mamy spadek formy, apetytu ale także odczuwamy ogromny lęk. W brew pozorom depresja nie jest łatwa do zdiagnozowania, pod przykryciem depresji czai się wiele dolegliwości.

Historia Pani Nataszy bardzo mnie zaciekawiła, dlatego postanowiłam opisać przykład walki tejże dzielnej kobiety.

Mężatka, trójka dzieci, całkiem wesoła, pomocna. Wiodło im się jak wielu zwykłym ludziom, od pierwszego do pierwszego. Oboje małżonkowie ze swoich domów nie wynieśli nic dobrego. A raczej ból, upokorzenie, brak akceptacji i miłości. Chcieli swoje dzieci obdarzyć miłością nadzwyczajną. Nie wiadomo gdzie popełnili błąd, może to wcale nie był ich błąd. Średni syn zaczął przysparzać kłopotów. Pani Natasza bardzo to przeżyła, przecież chciała być matką idealną.

W małżeństwie od jakiegoś czasu działo się nienajlepiej. Jednakże myślała, że podoła temu wszystkiemu. Zaczęła gasnąć w oczach, po prostu było jej trudno wstać z łóżka, nie mówię o innych rzeczach które miała na głowie. Oczywiście dawała z siebie wszystko, do czasu gdy paraliż złapała lewą stronę ciała. Z chwili, na chwilę po prostu przestała się ruszać.

Do tego wszystkiego dołączył strach, ale nie taki normalny, naturalny. Ten był zupełnie inny, uczucie niepokoju, krew gotowała się w żyłach a w pomieszczeniach miała wrażenie, że ściany się kurczą i ona się dusi.

Oczywiście mąż zawiózł ją do lekarza, pierwsza diagnoza wstępna była, że najprawdopodobniej ucisk na kręgosłup. Badania, leki i niestety żadnej poprawy. Lekarze szukali przyczyny, a ta wystraszona kobieta była przerażona co dalej z nią będzie. Nie bardzo miła siłę aby rozmawiać, telefon jej ciągle dzwonił. Dzieci, znajomi, rodzina wszyscy pytali co dalej. A ona nie miała sił by odpowiadać. Była w swoim ciele leżała na szpitalnym łóżku a miała wrażenie, że to wszystko dzieje się poza jej ciałem. Wieczorem kiedy oddział już spał kobieta z bezsilności zaczęła łkać. Cichutko żeby nie obudzić innych lecz chyba przestała ten płacz kontrolować, bo jedna z pielęgniarek przyszła zapytać czy wszystko w porządku. Chyba tego wszystkiego było za dużo, bo Pani Natasza zaczęła opowiadać obcej kobiecie historię swojego życia.

Pielęgniarka wysłuchała, przytuliła po czym udała się do lekarza prowadzącego. Opowiedziała lekarzowi w dużym skrócie, co usłyszała od pacjentki. Dla lekarza było wielce prawdopodobne, że to o czym mówi pielęgniarka może wskazywać na depresję. Gdy podzielił się swoimi przypuszczeniami z pacjentką ta nie dawała temu wiary. Jak to depresja, co dalej?

Gdy przyszedł psychiatra któremu Pani Natasza powiedziała wszystko z czym się boryka. Dostała leki i okazało się, że paraliż bardzo szybko odpuścił. To organizm po prostu dał czerwone światło ostrzegawcze.

Obecnie od dłuższego czasu bierze leki, czuję się dość dobrze choć  nie jest tak różowo jakby sobie tego życzyła. Gdy przyjaciółka zaczęła namawiać Panią Nataszę na terapię, wydawało jej się, że to zupełnie niepotrzebne, poza tym szkoda pieniędzy. Pierwsza terapia to prezent od przyjaciółki, dziś moja bohaterka mówi, że jest pod opieką terapeuty od kilku miesięcy.

Życie nie stało się piękniejsze, ale ona zaczęła rozumieć wiele spraw. Podczas sesji terapeutycznych uświadomiła sobie, że nikt, nigdy nie doceniał tego co robiła. Najpierw jako dziecko nikt w niej nie widział nic pozytywnego. Jako mężatka nie miała czasu skupić się na sobie, bo były dzieci, mąż, praca. Obowiązków było coraz więcej, ale nikt nie zapytał czy ona daje rady. Niestety nie można wszystkiego odmienić jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki. Nadal tkwi w nieudanym małżeństwie i nie widzi szansy na poprawę. Dwójka starszych dzieci jest już dorosła, najmłodszy jest w domu i to teraz jej sens życia. Miewa gorsze etapy, mimo brania leków i terapii bywają epizody lękowe, spadek formy. Jednak już na tyle się zna, że gdy widzi że sobie nie radzi kontaktuje się ze swoim psychiatrą.

Depresja nie jest modą ani wstydem, to choroba jak każda inna. Niestety przez to, że nadal o niej mało wiemy jest bardzo groźna. Pamiętajmy, że prosić o pomoc nie oznacza, że jesteśmy słabi, o pomoc proszą Ci którzy za długo byli dzielni.

Bardzo dziękuję Pani Nataszo, że zechciała Pani podzielić się ze mną swoją historią. Oczywiście to za sprawą tego, że ja też walczę ze szponami tej podstępnej choroby. Zapewne przy mnie było się Pani łatwiej otworzyć. Powodzenia życzę.