Usłyszałem po raz kolejny opowieść o tym jak to będzie dobrze w naszych relacjach z Rosją, gdy tylko w Rosji zwycięży opozycja. Nieśmiało przypominam, że gdyby w Rosji realnie liczono głosy w wyborach to jedyną partią mającą szanse na zwycięstwo byłaby Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej z Gienadijem Ziuganowem na czele (tym samym, który oczywiście poparł rosyjską agresję na Ukrainę i domagał się uznania przez Rosję Ługandy i Donbabwe (czyli Ługańskiej i Donieckiej Republiki Ludowej). Ziuganow dziś to oczywiście inny człowiek niż 25 lat temu, gdy mawiano, że lepszy martwy Jelcyn na tronie niż żywy Ziuganow, ale tym niemniej….
Żeby było jeszcze zabawniej usłyszałem też, że wymieniany coraz częściej jako następca tronu obecny minister obrony Rosji Siergiej Szojgu byłby dla nas lepszy od Putina. Podobno to lepiej, bo jego otoczenie jest mniej skorumpowane niż otoczenie Putina. W istocie to lepiej. Tyle, że dla Rosji. Dla nas władza w Moskwie w rękach kleptokratów to gwarancja, że będą oni co prawda toczyć wojnę na Ukrainie, ale już w relacjach z Zachodem (gdzie są banki, w których kremlowska elita ma swoje pieniądze) będą się – w miarę oczywiście – pilnować. A w każdym razie będą znać granice, których przekroczyć nie mogą. Skądinąd wszystko, co wiemy o otoczeniu Szojgu to, tyle, że obecni tam nacjonaliści to na tle starszych panów z obecnej kremlowskiej elity zagrożenie znacznie gorsze.
Mam swoją drogą poczucie deja vu. Pamiętam otóż dyskusje z lat 2007 – 2008 o tym co różni Dmitrija Miedwiediewa i Władimira Putina i o ileż lepszy dla nas będzie Miedwiediew. Miał być znacznie lepszy bo wiele go różniło od Putina. To prawda. W istocie wiele go różniło. Tyle, że nie w tym, co nas interesuje, czyli polityce zagranicznej.
Powiedziałem to, co powyżej napisałem na pewnym spotkaniu i usłyszałem, że to znaczy tyle, że popieram Putina. Jest to argument równie głupi jak ten, że pisząc półtora roku temu o tym, że klęska rewolucji na Białorusi może spowodować faktyczny koniec białoruskiej niepodległości popierałem Łukaszenkę. Inna sprawa, że nie powinienem się nadmiernie dziwić, bo dyskusja toczyła się mniej więcej z tym samym środowiskiem. Co półtora roku temu i niemal 15 lat temu, gdy „stawialiśmy na Miedwiediewa”.
Nie wiem kiedy i czy w ogóle kiedykolwiek nauczymy się myśleć politycznie, realnie oceniać rzeczywistość, realnie oceniać potencjał rosyjskich demokratów, przestać na siłę szukać w Rosji naprzemiennie wroga albo dla odmiany przyjaciela i czy w ogóle wyzwolimy się z szamotaniny pomiędzy tępą rusofobią, a byciem – jak to ujął kiedyś Adam Michnik – „antysowieckimi rusofilami”. Mam wrażenie, że spora część osób wypowiadających się w Polsce nt. Rosji łączy w sobie przy tym rusofobię i ową rusofilię. Tak naprawdę tymczasem dojrzały stosunek do jakiegokolwiek państwa wymaga wyleczenia się z wszelkich -fobii i -filii.
Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u)
Zostaw komentarz