Nie przyjdzie ona z hukiem pierwszego wystrzału, lecz jak burza, którą najpierw czuje się w powietrzu. Jeszcze słońce świeci, jeszcze statki płyną, jeszcze politycy mówią o stabilności, ale w głębi ziemi pękają już stare płyty świata. Tak zaczynają się wielkie wojny – nie w dniu ogłoszenia, lecz w chwili, gdy zapada decyzja, której nie da się już cofnąć.

Sto lat temu też panował podobny spokój. Europa była przekonana, że epoka wielkich wojen minęła. Handel kwitł, dyplomaci spotykali się na bankietach, a imperia wierzyły, że system sojuszy gwarantuje równowagę. A potem padły strzały w Sarajewie i zginął Franciszek Ferdynand. Jedna kula wystrzelona przez Gavrilo Principa nie była jeszcze wojną. Była tylko zapalnikiem. Prawdziwy wybuch nastąpił dopiero wtedy, gdy imperia zaczęły reagować zgodnie z logiką swoich sojuszy, ambicji i lęków. W ciągu kilku tygodni Europa pogrążyła się w katastrofie znanej dziś jako Pierwsza Wojna Światowa.

Historia rzadko się powtarza, ale jak już to z przytupem.

Dziś podobny zapalnik może powstać w górach między Anatolią, Mezopotamią i Persją. Tam mieszka naród bez państwa – Kurdowie. Od pokoleń są pionkiem w wielkiej grze imperiów. Raz obiecywano im wolność, raz sprzedawano ich w traktatach, raz uzbrajano, by potem zostawić samych.

Jeśli Ameryka uzbroi Kurdów i wypuści ich przeciw rządowi Iranu, powstanie nowe Sarajewo XXI wieku.

Bo Kurdowie nie żyją tylko w Iranie. Ich ziemie sięgają Turcji, Iraku i Syrii. Każdy karabin przekazany im w górach Persji będzie słyszany także w Anatolii. A Turcja nigdy nie pogodzi się z powstaniem uzbrojonego ruchu kurdyjskiego przy swoich granicach.

Wtedy jedna decyzja – tak jak kiedyś strzał w Sarajewie – uruchomi reakcję łańcuchową.

Iran odpowie, bo nie może pozwolić na rozpad własnego państwa. Turcja zareaguje, bo kwestia kurdyjska dotyka samego serca jej bezpieczeństwa. Stany Zjednoczone zostaną wciągnięte głębiej w konflikt, który same pomogą rozpalić. Rosja zobaczy w chaosie szansę na rozszerzenie swoich wpływów. A Chiny będą patrzeć, czy Zachód ponownie wplątuje się w wojnę, która rozproszy jego siły.

Tak właśnie rodzą się wojny światowe. Nie z jednego planu, lecz z lawiny reakcji, które po pierwszym impulsie zaczynają toczyć się same.

Dlatego mówię jak dawna Pytia: Sarajewo nie było przyczyną pierwszej wojny światowej. Było tylko momentem, w którym nagromadzone napięcia znalazły swój zapalnik.

Jeśli tym razem zapalnikiem staną się góry Kurdystanu i broń przekazana w ręce ludzi, którzy mają walczyć z Teheranem, historia może się powtórzyć!