Świat, który był do niedawna zginął bezpowrotnie. Już się nie wróci i to jest pewne. Prawie większość społeczeństw na Świecie chce czuć się bezpiecznie pod kloszem bezpieczeństwa stworzonym przez media. Wierzy we wszystkie wiadomości. Większość jest na rozkazy mediów. Tak właśnie zaczęło się ludobójstwo w Rwandzie w 1994 roku, przy milczeniu całego świata tzw. demokratycznego.  Masakra osób pochodzenia Tutsi dokonana przez ekstremistów Hutu w Rwandzie odbyła się w ciągu około 100 dni od 6 kwietnia do lipca 1994. Jej ofiarą padło, według szacunków, od 800 000 do 1 071 000 ludzi. A wszystko zaczęło się od mediów a w zasadzie od jednej rozgłośni radiowej, która zaczęła mowę nienawiści do ludności plemienia Tutsi. Ludobójstwo zakończyło się, gdy Rwandyjski Front Patriotyczny zdominowany przez Tutsi obalił rząd Hutu i przejął władzę. Blisko dwa miliony Hutu, obawiając się odwetu Tutsi, uciekło przez granice do Burundi, Tanzanii, Ugandy i Zairu. Jednak nienawiść etniczna rozlała się na obszar Kongo, wywołując dwie wojny domowe w Kongo a także w wojnę domową w Burundi.

Przez lata przyzwyczajano nas  do tzw. wojen o „demokrację” przeprowadzanych przez kraje Zachodu, ale głównie przez USA. Do niszczenia i obracania w gruzy całych państw, do mordowania ludzi w imię demokracji. Do ciągłego mordowania nieposłusznych narodów, którym odbierano prawa do swojego stanowienia, do egzystencji czy do swojego państwa. Tak więc jesteśmy zahartowani. Mamy już inne pojęcia wartości zaszczepione przez media. Wiemy od nich kto jest dobry a kto jest zły. A takie wpadki, ze to np. nie było broni chemicznej czy jądrowej u niektórych, to co tam i tak trzeba było ich zniszczyć dla szczęścia innych. 

Obecnie nawoływanie do zabijania, znieważania, niszczenia wrogów jest dla mediów priorytetem co widać na przykładzie wojny na Ukrainie. Niektórzy siedzący przed telewizorami upajają się tymi informacjami. Podczas tzw. pandemii byliśmy podzieleni na dwa wrogie  obozy, skakaliśmy sobie do oczu i kłóciliśmy się nieustannie, nawet w gronie rodzinnym. Dochodziło do rękoczynów pomiędzy ludźmi. Nie mówiąc o wprowadzaniu nielegalnych przepisów, odbieraniu wolności i niszczeniu demokracji a w niektórych krajach wprowadzaniu dyktatury. Społeczeństwa zostały ta zastraszone, że przestały protestować. Ludzie poczuli się bezsilni wobec niedemokratycznych metod i ich dzielenia na tzw. posłusznych  i niepokornych czyli tych złych. Nagle wybuchła wojna w sąsiednim kraju, pandemia umarła i zamieniła się tak jak powinno być w grypę. Ale nie martwcie się pewnie pojawi się jak zwykle jesienią. Obecnie jesteśmy przyzwyczajani do działań bez litości dla innego człowieka, do bezwzględnego pozbawiania życia i do radości z tego powodu. Do bezlitosnego traktowania jeńców wojennych i ich okaleczania a także zabijania cywilów z uwagi na ich narodowość. Mowa nienawiści rozkwitła. Wielu nawet  wymyśla nowe obraźliwe słowa. Gdzie się podzieli ludzie i organizacje, które czuwały nad „MOWĄ NIENAWIŚCI”. Gdzie cenzura, która czuwała nad tym. Niestety taka mowa nienawiści stała się faktem. Nawet nasi przywódcy często używają słów „kloacznych” w tej wojnie medialnej i podoba się im też abolicja (niekaralność) mowy nienawiści, chociaż to właśnie oni powinni taką mowę zwalczać.

Cóż większość społeczeństwa czeka na dalsze instrukcje mediów, które są jedne, niepodzielne i (nie) prawdomówne. Tak więc czekamy na znak kiedy cały Naród Polski idzie na wojnę za nie swoje sprawy i nie swoje interesy. Wszyscy czekają, dajcie tylko znać.

Autor: Andrzej Korab