Ale najpierw tytułem wstępu opowiem pewną historię, o tym jak paradoksalnie wierność swoim przekonaniom, wierność temu co się widzi na własne oczy, a nie temu „co się słyszy” może (całkiem przypadkiem ) uratować komuś życie.

Jak zapewne wiecie, mój Ojciec Zbigniew Romaszewski, nie będąc członkiem samej partii PiS, był jednak przez dwie kadencje w klubie parlamentarnym PiSu. Był nawet z ramienia tej partii wicemarszałkiem Senatu RP.

Zapewne niektórzy z Was pamiętają z tamtej kadencji nieszczęsny skandal z senatorem Piesiewiczem? Ten znany adwokat i scenarzysta, w tym czasie senator z ramienia PO, utopił swą polityczną karierę w koszmarnym obyczajowym skandalu.
Wpadł w łapy szantażystów i został sfilmowany z panienkami lekkich obyczajów, przebrany w sukienkę i wciągający biały proszek. Szantażyści chcieli pieniędzy, mecenas najpierw płacił, potem już nie chciał zapłacić – film w dziwny sposób trafił do sieci.
Rozpętało się pandemonium… Policja rozpoczęła dochodzenie, zatrzymała szantażystów. Prokuratura jednocześnie złożyła wniosek o zdjęcie immunitetu (czyli zakazu ścigania) z samego senatora. Zdjęcie immunitetu, zgodnie z prawem, było głosowane w Senacie, bo izba musiała wyrazić na nie zgodę. PIS oczywiście chciało wykorzystać skandal we wrogim klubie jak się da i zdecydowało o głosowaniu za zdjęciem immunitetu. Jeden mój Ojciec złamał wówczas dyscyplinę i głosował przeciw…. Wszyscy szeroko otwierali oczy. Mało kto rozumiał o co mu chodzi. Padały różne domysły, kiwano głowami, nad tym, że taki lojalny i mimo wszystko chciał „bronić przyjaciela” choć z innego obozu… Nic bardziej błędnego.
Prawda była zupełnie inna. Mecenas Piesiewicz nigdy nie był specjalnie bliskim przyjacielem Ojca. Znali się dobrze, współpracowali jeszcze w czasach PRL, gdy mecenas był adwokatem opozycjonistów i oskarżycielem posiłkowym w procesie zabójców księdza Popiełuszki, ale to wszystko. Otóż Ojciec po prostu, poza wszelka polityką, uparł się trzymać ściśle litery prawa. Mówi zaś ono, że immunitetu nie zdejmuje się z parlamentarzysty za karę za skandal obyczajowy.
O tym czy obywatel zamieszany w taka historię ma nadal być parlamentarzystą w kolejnych wyborach, mogą rozstrzygnąć wyborcy no i oczywiście on sam – poprzez ewentualna rezygnację z mandatu, a potem z kandydowania. Immunitet natomiast zdejmuje się wtedy, gdy prokuratura dostarczy materiał przekonująco uprawdopodobniający fakt popełnienia przez parlamentarzystę PRZESTĘPSTWA.
Otóż Ojciec starannie przeczytał dostarczony do Senatu wniosek prokuratury i doszedł do przekonania, że jest napisany kompletnie na kolanie i wcale nie wynika z niego, że senator popełnił przestępstwo i że są jakiekolwiek poważne przesłanki by uznać, że to on udzielał komuś narkotyków, a nie że jemu je dano. Przeciwnie, stał się ofiarą przestępstwa, niezależnie od tego jak skandaliczne było zachowanie jego samego. Ani ubieranie się w sukienki, ani zabawy ze striptizerkami, ani nawet wciąganie białego proszku, nie są przestępstwem w myśl Kodeksu Karnego. Przestępstwem byłoby posiadanie przez niego i udzielanie komuś narkotyków. Zaś wniosek prokuratury, zdaniem Ojca nie uprawdopodabniał żadnego z tych zarzutów, bo jedną przesłanką wskazującą na to, że to on ewentualny narkotyk udzielał, a nie – przeciwnie jemu go dano, by zdobyć kompromitujące zdjęcia, było zeznanie jednej z szantażystek.
I Tata z tym immunitetem się zaparł. Nie, i koniec!
Został zawieszony karnie w klubie. I poprzez dziwne paradoksy losu, cała ta historia darowała mu jeszcze 4 lata życia. Choć jako wicemarszałek Senatu miał, podobnie, jak w poprzednim roku, lecieć na obchody rocznicy masakry katyńskiej do Rosji, to tym razem, w pamiętnym 2010 r. Kancelaria Prezydenta nie wpisała go na listę…

Swoją drogą senator Piesiewicz w 2018, w prawie cztery lata po śmierci Taty został prawomocnie uniewinniony. Jak tam było dokładnie nikt nie wie, ale Ojciec miał głębokie przekonanie, ze Piesiewicz, padł ofiarą „zemsty zza grobu” esbecko milicyjnego gangu. Sprawa była najwyraźniej przygotowana ze szczegółami i pełna zdumiewających zbiegów okoliczności: przypadkowo wykopywanych przez policję na sporej działce mikrofilmów itd.

(Wcześniej – 22 lipca 89 r została bestialsko zamordowana 82 letnia matka Piesiewicza – została uduszona w wyniku zaciskania się pętli zawiązanej identycznie jak u księdza Jerzego na szyi i nogach. Zabójstwo nigdy nie zostało wyjaśnione.)

A przypominam tę historię po to by lepiej wyjaśnić, że nie jestem żadną „symetrystką”, bo świat tylko czasami, raczej rzadko, dzieli się równo i symetrycznie. Natomiast nie byłabym córką swojego Ojca, gdybym nie miała własnego zdania, albo gdybym się bała je wyrażać.

Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 do 2016 roku wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich