Brytyjski The Sun obwieścił światu, że atak Rosji na Ukrainę nastąpi w nocy z 15 na 16 lutego. Podał też precyzyjnie, o 1.00. A za nim jak za panią matką także inne media. Zagraniczne i nasze krajowe. To przykład skrajnej głupoty i nieodpowiedzialności.

Źródłem tego pożal się Boże „newsa” miały być jakoweś źródła w wywiadzie. Z drugiej strony, tym razem już oficjalnie, zachodni politycy przyznawali, że nie wiedzą czy atak nastąpi i co zrobi Putin.

Noc minęła i atak nie nastąpił. Co nie oznacza, że nie nastąpi za tydzień, miesiąc czy rok. – Ależ, ależ ten przeciek miał służyć temu by ujawniając datę ataku, powstrzymać przed nim Putina – powie jakiś wysokiej rangi urzędnik z White House lub Downing Streat 10.

Litości panowie, w tym co gadacie jest nielogiczność. Bo albo nie nie macie bladego pojęcia o tym co siedzi w głowie gospodarza Kremla, albo wiecie i mówicie o tym publicznie. Nie wolno natomiast, za pomocą przypuszczeń i spekulacji przekazywanych mediom nieoficjalnymi kanałami, siać paniki i dezinformacji. Jak to się dzieje od blisko miesiąca.

Bo właśnie na tym Rosji zależy. Na rozsiewaniu fake newsów i półprawd by stopniowo „rozmiękczać” zachodnie elity polityczne, a także opinię publiczną. Bo ta, jak się ją bardzo przestraszy, będzie wpływać na swoje rządy by robiły wszystko byle wojny uniknąć. Łącznie z ustępstwami na rzecz Putina, kosztem Ukrainy pokrzykując na ulicach Londynu i Paryża – „nie chcemy umierać za Kijów”.

Dezinformacja i propaganda to skuteczniejsza od „kałacha” czy czołgu broń. Bo działa na wyobraźnię, a ta, kiedy rozum śpi tworzy upiory. Upiory wojny.

Już małe dziecko wie, że paniczny strach jest złym doradcą. A tu, niby dojrzali politycy, dali się Putinowi przestraszyć i ograć jak smarkacze w piaskownicy. Poza tym jak szydło z worka wyszła kompletna ignorancja zachodnich polityków na temat współczesnej Rosji i tego co w umysłach jej elit siedzi.

Naiwnością graniczącą z głupotą jest przykładanie do nich naszych norm moralnych i etycznych. Oni są inni. Jedynym celem „cara” oraz jego „dworu” jest utrzymanie się przy władzy oraz zabezpieczenie przywilejów, dzięki który zbili niebotyczne fortuny. Ale to taka dygresja na marginesie.

Tak czy owak, jeszcze przez długi czas, Putin będzie się z Zachodem bawił w grę „wejdą-nie wejdą” strasząc to tu, to mam. Jeśli do niej przystąpimy, to w końcu przegramy. Bo jak już się przyzwyczaimy i zobojętniemy, on uderzy wtedy, kiedy najmniej będziemy się spodziewali.

Antoni StyrczulaAutor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl