26 marca 2026 roku pisałem (Tutaj) o sztucznej inteligencji (AI) i o podstawowych problemach związanych z jej rozwojem w kontekście rywalizacji USA, Chin, Dalekiego Wschodu i „Europy”. Skoncentrowałem się na kwestii, która ma znaczenie rozstrzygające dla postępów tego zjawiska – pojemności tzw. Big Data Centers, a zwłaszcza warunkujących ich rozwój, kwestii energetycznych. Tu przypomnę dla potrzeb tego tekstu, że BDC potrzebują olbrzymich mocy zarówno jak chodzi o pojemność danych, jak i zużycie eneregii. Co jeszcze ważniejsze, stabilnych mocym energetycznych. Mówiąc w skrócie, wiatrakami i solarami tego „problemu” się nie opędzi.
I przypomnę, że obecnie pojemność BDC na świecie wygląda tak, że USA mają więcej pojemności niż właściwie cały pozostały świat razem wzięty (USA ok. 54 GW, Chiny ok, 32 GW, Europa – ca 12 GW, Japonia i Korea 6,6 GW).
W tym kontekście „Europa” zaplanowała jakiś czas temu zwiększenie swoich mocy poprzez rozwój zdywersyfikowanych ośrodków. Ale już na etapie tych wstępnych założeń widać było, że cały ten „projekt” jest bez sensu.
Po pierwsze dlatego, że zakłada on skrajne rozproszenie BDC, co z punktu widzenia zdolności do konkurowania, skazuje na starcie tę inicjatywę na porażkę. Po drugie tempo europejskiego „przyrostu” wedle powyższych założeń, nie tyle nie zmniejsza dystansu do pozostałych graczy, ale wręcz gwarantuje pogłębianie się przepaści (to właśnie obserwujemy na wskaźnikach europejskiego PKB względem nie tylko USA i Chin, ale zwłaszcza Indii). Po trzecie wreszcie, „projekt europejski” jest oderwany od uwarunkowań „europejskiej polityki klimatycznej”. Innymi słowy, w perspektywie założonej tzw. zeroemisyjności, całe przedsięwzięcie jest z góry skazane na klęskę.
I pewno ci unijni spece od AI dobrze to wiedzą, bo skoro skutek ich zabiegów jest z góry znany (a oni to wiedzą najlepiej), to trzeba odwrócić uwagę od istoty rzeczy i przekierować myślenie ogłupiałych Europejczyków, na inne tory. I właśnie w tym celu wczoraj, przyjęto „pakiet regulacyjny” dotyczący AI. Jego głównym ustaleniem jest przyjęcie przepisów, które mają zapobiegać rozwojowi pornografii z udziałem nieletnich, generowanej przy pomocy AI. Tu na tapecie jest główny wróg owej Europy czyli E. Musk. To jego system AI (Grok) wyprodukował jakiś marginalny syf w tym obszarze i tym właśnie postanowili się zająć nasi dzielni „ludzie VDL”. Wiadomo bowiem przecież, że dla Europy nie ma ważniejszych wyzwań w kontekście rozwoju AI.
Przy okazji, zidiociali obrońcy klimatu, próbowali narzucić ostre ograniczanie w korzystaniu z AI w europejskim przemyśle. No bo jak napisałem, całe to AI żre za dużo energii, więc trzeba z tym zrobić porządek. Tu na ostatniej prostej niemieckie firmy, przerażone możliwością zadania im kolejnego ciosu (czego już nie dałoby się zrzucić przecież na Trumpa) zagrały ostro – termin wdrożenia tych idiotycznych ograniczeń, udało się przesunąć o rok. Nie trzeba dodawać, w jakim miejscu za rok bedą konkurenci owej „Europki”.
Co jednak najciekawsze, pojawił się problem inny. No może tak byśmy pomyśleli, żeby robić własne CHIPy. Wiadomo, że jak inni robią dla nas CHIPy, to nie jesteśmy do końca bezpieczni i suwerenni. Ale okazało się, że dla większości tych speców odróżnienie CHIPa od Chipsa to jednak za dużo. To po trzech dniach deliberowania uznali, że wrócą do tematu później. No bo przecież z chipsami sobie jakoś radzimy.
Największy światowy producent CHIPów czyli tajwański TSMC, kończy właśnie wznoszenie swojej największej i najnowocześniej fabryki CHIPów w Arizonie. To inwestycja o wartości ponad 160 mld. dolarów. Blisko 40.000 tajwańskich specjalistów przenosi się do Arizony – powstają tam nowe kompleksy mieszkaniowe etc. To połączenie potencjału USA i Tajwanu już dziś przesądza o wyniku „wyścigu zbrojeń” w produkcji CHIPów. A kto wygra ten wyścig, wygra nie tylko wyścig w zakresie AI, ale także w każdej innej dziedzinie zaawansowanych technologii. Na kolana zostaną rzucone Chiny, które już teraz mają opóźnienie technologiczne w tych obszarach 1 – 2 lata. Po sfinalizowaniu inwestycji w Arizonie, wzrośnie on do 4 – 5 lat. To oznacza, że wszystkie chińskie technologie są już na starcie zacofane.
Żeby wyjaśnić ogólnie ten problem od strony technicznej: CHIPy produkowane w Arizonie będą miały wielkość 4nm/3nm/2nm. W perspektywie dwóch lat, arizońskie CHIPy mają zejść do 1nm. Tymczasem Chińczycy, choć deklarują że zeszli do poziomu 5 nm, to w praktyce są zdolni do produkcji 7 nm.
To właśnie jest ta rozstrzygająca przewaga USA.
A gdzie jest nasza „Europka”. To samo TSMC buduje fabrykę w Dreźnie. To będzie najbardziej zaawansowany obiekt tego typu w „Europce”. Jego koszt to ca 15 mld dolarów. I przewidziano tam produkcję CHIPów o wielkości 28 – 22 nm.
NAPRAWDĘ. To nie jest żaden żart.
W tym kontekście całkowicie drugorzędne jest to, że Niemcy nie są w stanie zapewnić ani odpowiedniego personelu dla tej archaicznej fabryki (cały pomysł opierał się na sprowadzeniu pracowników z Polski i krajów bałtyckich), ani odpowiednich stabilnych źródeł energii. O jej cenie już nie wspominając.
Można więc powiedzieć, że obserwujemy budowę najbardziej efektownego i w jakimś sensie najnowocześniejszego „muzeum techniki” w „Europce”.
A goście z Brukseli z VDL na czele, właśnie „odłożyli” problem CHIPów/CHIPSÓW na póżniej.
Po raz kolejny powtórzę – D. Tusk, R. Sikorski i cała ich ferajna, wyrządza nam właśnie szkody większe, niż dokonał ich Jaruzelski w stanie wojennym. Bo największą szkodą wyrządzoną przez Jaruzelskiego było to, iż w okresie kiedy na Zachodzie rozpoczęła się pierwsza faza wielkiej rewolucji technologicznej (wtedy wchodziły w powszechne użycie mikrokomputery, a duże komputery zwiększały gigantycznie swoje moce obliczeniowe), ten wraz ze swoją sowiecką soldateską odciął nas od dostępu do tych technologii. Z tego zapóźnienia, zaczęliśmy wychodzić dopiero w początkach XX wieku w sytuacji, gdy w końcu lat 70-tych byliśmy autentycznie w ówczesnej czołówce światowej w tych technologiach.
Dzisiaj Tusk walcząc z Ameryką, Sikorski zwalczając nawet minimalną współpracę z Tajwanem (który również myślał o inwestycjach w Polsce), szykuje nam większy syf niż Jaruzelski wyszykował 13 grudnia 1981 roku. Pchanie nas na siłę w zwarcie z USA, a jednocześnie trzymanie się kurczowo technologicznego skansenu „Europki”, to nawet większa zbrodnia niż chodzenie na czworakach przez Merzem.
Naprawdę jest coś przeklętego w dacie 13 grudnia. Jakie to szczęście, że ja przyszedłem na świat 14 grudnia tuż po północy. Dzięki Ci Boże.
Opis do zdjęć:
PANIE DOLNALDZIE, PANIE RADKU – TO NAPRAWDĘ NIE JEST TO SAMO.
Autor: prof. Grzegorz Górski
Polski prawnik, nauczyciel akademicki, adwokat, polityk, samorządowiec, doktor habilitowany nauk prawnych, profesor nadzwyczajny Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, od 2011 do 2014 sędzia Trybunału Stanu. Więcej na stronie autorskiej: grzegorzgorski.p
Zostaw komentarz