Człowiek, który mi to opowiedział, na co dzień sam zajmuje się ludźmi, którzy muszą być badani pod kątem poczytalności. To osoba twardo stąpająca po ziemi. Biegły sądowy w zakresie psychiatrii. Ktoś, kto przez lata analizował cudze umysły, oddzielając fakty od zaburzeń. A jednocześnie pasjonat Bieszczadów. Samotnik z wyboru. Przeszedł setki kilometrów szlaków, ale najbardziej fascynowały go miejsca, których już nie ma wysiedlone wsie, zarośnięte fundamenty, stare cmentarze ukryte w lesie. To właśnie w dolinie Krywego przydarzyło mu się coś, czego jak sam powiedział nie potrafi wyjaśnić żadną znaną sobie metodą. Nic nie zapowiadało zmiany pogody Wiosenny dzień, piękne słońce które oświetlało ruiny cerkwi. Stał przy dzwonicy i patrzył na dolinę, którą znał niemal na pamięć. Wiedział, gdzie kiedyś stały domy, gdzie biegła droga, gdzie znajdowały się piwniczki. I wtedy niebo nagle pociemniało. Chmura pojawiła zaczęła sunąć od strony Otrytu . Pierwsze pomruki zamieniły się w głuchy, narastający huk. Wiedział, że musi zejść niżej. Wzgórze to najgorsze miejsce w czasie nawałnicy.
Burza uderzyła z całą mocą. Pioruny zaczęły walić jeden po drugim. Zrobiła się dosłownie ściana wody. Nie miał wyboru. Położył się na ziemi. Nastąpiło uderzenie. Błysk był tak silny, że na moment wszystko zniknęło w bieli. I właśnie wtedy wydarzyło się coś, co jak mówił nie mieści się w żadnym modelu rzeczywistości. Zobaczył, żyjącą wieś.
Słońce świeciło jasno, jakby burza nigdy nie było . Chaty stały w równych rzędach. Dym unosił się z kominów. Ludzie poruszali się między obejściami. Mężczyźni pracowali przy zagrodach. Dzieci biegały i śmiały się.
Cztery chyże ustawione obok siebie. Na jednym z podwórek żuraw przy studni. Obok rosła jabłoń. Wejście na podwórze było od strony rzeki. Ubrania ludzi nie „historyczne”, tylko takie proste zwyczajne. Nie wiedział, ile to trwało. Sekundy. Może minuty.I nagle wszystko zniknęło. Woda spływała po zboczach, tworząc potoki. A on był… suchy. Suchy, jakby nie spadła na niego ani jedna kropla wody. Spojrzał w dolinę. Nie było zabudowań wszystko znikło. Człowiek, który zawodowo rozbiera cudze doświadczenia na czynniki pierwsze, nagle sam stanął po drugiej stronie. Zaczął szukać odpowiedzi.
Dotarł do starszej kobiety, która pamiętała dawne Krywe . Umówił się z nią. Rozłożył zdjęcia na stole. Czy w tym miejscu stały jakieś chałupy? Tak odpowiedziała bez wahania starsza pani. Cztery chyże naszych sąsiadów. Zamilkł na moment, ale kontynuował. A czy na podwórku był żuraw? Kobieta spojrzała na niego.
Skąd pan wie? A obok rosła jabłoń? Tak… była. Dokładnie tam. I wejście było od strony rzeki? Pytanie skąd to wszystko wie powtórzyło się. Musiał jakoś wybrnąć z sytuacji .Powiedział , że interesuje się historią dawnych mieszkańców i dużo czyta. Ktoś może powiedzieć, że burza, stres, silne wyładowanie atmosferyczne i znajomość terenu mogły wywołać krótkotrwałą projekcję umysłu coś na granicy halucynacji, w której mózg „uzupełnia” brakujące elementy. Z naukowego punktu widzenia da się próbować to wyjaśnić: przeciążenie układu nerwowego, dezorientacja, efekt błysku i szoku. I pewnie część tego da się w ten sposób opisać. Ale nie wszystko. Bo nawet jeśli uznać, że umysł potrafi bardzo wiele pozostaje pytanie, skąd wzięły się szczegóły, których nie miał prawa znać.
Można się z tego zaśmiać.
Można spróbować to rozłożyć na czynniki pierwsze. Tylko że są takie historie, które im bardziej próbuje się je wyjaśnić tym bardziej wymykają się logice.
I zostawiają po sobie coś znacznie trudniejszego niż zagadkę. Poczucie, że nie wszystko, co było… naprawdę zniknęło.
Autor: Jędruś Ciupaga
Zostaw komentarz