Muszę przyznać, że nawet ja dałem się uwieść prezydentowi Nawrockiemu i chociaż doświadczenie życiowe mówi mi, aby być ostrożnym z zaufaniem, ponownie drgnęła we mnie jakaś nadzieja, że może jednak tym razem…
Bo właśnie w tym tkwi zagrożenie dla strony europejskiej – Nawrocki może zjednoczyć i rozbudzić nadzieje prawicowej, patriotycznej części społeczeństwa. Wtedy eksperyment realizowany w Polsce przez Donalda Tuska i ministra Żurka może zakończyć się żenującą kompromitacją.
Uważam, że premier Tusk został oddelegowany do Polski z Brukseli z misją sprawdzenia, jakie będą skutki siłowego powstrzymania populizmu. Prawicowy populizm stał się bowiem realnym problemem dla Europy pogrążonej w liberalno-lewicowym szaleństwie. Używam określenia „populizm”, bo brzmi dla mnie dumnie – jak „szczury Tobruku”, którymi Niemcy próbowali zdyskredytować bohaterskich obrońców afrykańskiej twierdzy.
Dotychczasowe metody kontrolowania społeczeństwa (manipulacja medialna) przestały być wystarczające, więc europejskie elity postanowiły sięgnąć po rozwiązania siłowe. Lepiej jednak przetestować je najpierw w kontrolowanych warunkach – historia Europy zna przypadki, gdy przemoc władzy kończyła się dla niej tragicznie.
Polska idealnie nadaje się na taki eksperyment. Nasza fascynacja Zachodem sprawia, że zawsze znajdą się chętni, by zrobić wszystko dla jego uznania. Tusk przyjechał więc sprawdzić, co się stanie, gdy rządząca większość w demokratycznym państwie zacznie represjonować opozycję. Czy społeczeństwo zaakceptuje argumentację, że w demokracji szanujemy prawa opozycji, ale nie opozycji „populistycznej”?
Początkowo szło dobrze. Zjednoczona Prawica zniechęciła do siebie wielu przez nieudolność podczas pandemii i wojny ukraińskiej, więc ekipa Tuska lekko wygrała wybory i przystąpiła do dzieła. Cała postępowa Europa patrzyła z zachwytem i zastanawiała się, które z zastosowanych w Polsce metod powstrzymywania populizmu będzie mogła zastosować u siebie. Aż tu nagle – trach! – populiści wygrali wybory prezydenckie!
W obozie władzy wybuchła panika. W demokracji represjonowanie opozycji to ryzykowna gra – po kolejnych wyborach wszystko może się odwrócić. No chyba, że demokracja całkiem zostanie zlikwidowana, ale na to Europa nie jest jeszcze gotowa. Nawet nasz premier musi rozumieć, że w razie porażki – Zachód się go wyprze, a społeczeństwo polskie na wieki uznany za szkodnika. Dlatego sytuacja stała się dla rządu niebezpieczna, a w jego działaniach widać było oznaki niepewności.
Determinacja Tuska przełamała jednak opory – postanowiono brnąć dalej i złamać kręgosłup opozycji. Z przegranych wyborów wyciągnięto więc wniosek, że trzeba jeszcze bardziej przywalić opozycji. Odwołano więc Bodnara, a na jego miejsce powołano Żurka – jego wizerunek stylizowany na „mafijnego cyngla” miał zastraszyć przeciwników i dodać wiary zwolennikom rządzącej koalicji. I znów wszystko zaczęło iść dobrze… Spanikowane elity znowu zaczęły bić brawo i z entuzjazmem wrzeszczeć – jak to elita – bij, zabij, wypruj im flaki i wyrwij im serce!
Aż tu nowy prezydent, od samej inauguracji, zaczął jednoczyć wokół siebie patriotyczną część społeczeństwa. To jest tak niebezpieczne dla obozu władzy – jak odbezpieczony granat. Od samego początku, od 1989 roku, polska polityka polega właśnie na tym, czy prawicowa część społeczeństwa zdoła komuś zaufać, aby zjednoczyć się podczas wyborów. Wtedy nic jej nie powstrzyma. Bo prawicowy elektorat ma znaczącą przewagę nad lewicowo-liberalnym. Problem w tym, że zbyt często był oszukiwany przez tych, którym ufał. Dlatego jest ostrożny i trudno o jego poparcie, a bardzo łatwo je stracić. Natomiast elektorat liberalno-lewicowy jest zdyscyplinowany w obronie swoich interesów, dlatego często wygrywa wybory. Gdy jednak patriotyczna część społeczeństwa komuś zaufa…
No właśnie, wydaje się, że znowu to się udało prezydentowi Karolowi Nawrockiemu. Nawet mnie potrafił do siebie przekonać, co – jak Boga kocham – nie jest łatwe. W związku z tym mam serdeczną prośbę: bardzo Cię proszę, nie zawiedź znowu naszych nadziei.
Bo my w Polsce nie potrzebujemy prezydenta, który będzie się kłócił z premierem w mediach społecznościowych i prezentował wyszkolone miny podczas konferencji prasowych. Nam jest potrzebna druga transformacja ustrojowa, prawdziwa rewolucja, która przekształci wreszcie Polskę ze stwora wymyślonego przez komunistów w normalne państwo, z którego będziemy mogli być dumni.
Zostaw komentarz