Śmierć pracownicy szkoły zaatakowanej przez piętnastolatka, kolejne doniesienia o atakach z użyciem noża i informacje o groźbach rozpowszechnianych w internecie zmuszają nas do zadania pytania, którego nie wolno dłużej unikać: co dzieje się z psychiką młodych ludzi, skoro niektórzy zaczynają postrzegać przemoc jako sposób na rozwiązanie problemów, zdobycie uznania albo zaistnienie w świecie?
Jak ja to widzę?
Nie wystarczy powiedzieć, że dzisiejsza młodzież jest gorsza niż poprzednie pokolenia. To byłoby zbyt łatwe i przede wszystkim nie wyjaśniałoby niczego. Przemoc wśród młodych ludzi istniała również kilkadziesiąt lat temu. Zmieniło się jednak środowisko, w którym dorastają, sposób komunikowania się i dostęp do treści, które mogą wpływać na ich postawy oraz zachowania.
Dzisiaj znalezienie brutalnych materiałów, nawiązanie kontaktu z osobami o podobnych zainteresowaniach czy dołączenie do grup wzmacniających niebezpieczne zachowania jest znacznie łatwiejsze niż kiedyś.
Właśnie tutaj powinniśmy szukać części odpowiedzi. Nie w pochopnych oskarżeniach pod adresem całego pokolenia, lecz w psychologii, mechanizmach społecznych i wpływie internetu na kształtowanie ludzkiej osobowości.
Psychologia od dawna opisuje mechanizm uczenia się przez obserwację. Dzieci i młodzież przyglądają się zachowaniom innych, a następnie przyswajają pewne wzorce. Jeżeli widzą, że agresja przynosi sprawcy uwagę, poczucie władzy lub uznanie otoczenia, mogą zacząć postrzegać ją jako skuteczny sposób osiągania celu.
Nie oznacza to oczywiście, że każdy młody człowiek oglądający brutalne treści stanie się agresorem. Takie uproszczenie byłoby nieuczciwe. Znaczenie mają również osobowość, wcześniejsze doświadczenia, relacje z bliskimi, sytuacja rodzinna i wiele innych czynników.
Problem zaczyna się wtedy, gdy brutalność przestaje być czymś odpychającym, a staje się przedmiotem fascynacji.
W internecie można znaleźć materiały, w których sprawcy ataków są gloryfikowani, ich czyny szczegółowo analizowane, a ich wizerunki rozpowszechniane. W ten sposób może powstawać niebezpieczny wzorzec: człowiek, który dopuszcza się przemocy, staje się kimś, o kim mówią wszyscy.
A przecież uznania, przynależności do grupy i poczucia własnej wartości młody człowiek często dopiero się uczy.
Jeśli nie potrafi znaleźć swojego miejsca w rodzinie, szkole czy najbliższym otoczeniu, może zacząć szukać go gdzie indziej. Niebezpieczeństwo pojawia się wtedy, gdy trafia do środowiska, które zamiast pomóc mu poradzić sobie z frustracją i poczuciem odrzucenia, zaczyna podsycać jego gniew.
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu świat młodego człowieka był w dużej mierze ograniczony do rodziny, szkoły, podwórka i najbliższego otoczenia. Konflikty miały zwykle lokalny charakter, a wzorce zachowań pochodziły przede wszystkim od osób, z którymi rzeczywiście spotykał się w codziennym życiu.
Dzisiaj nastolatek może każdego dnia przebywać w wielu różnych światach internetowych. Może należeć do grup, o których jego rodzice nie mają pojęcia. Może rozmawiać z ludźmi, których nigdy nie spotkał i prawdopodobnie nigdy nie spotka. Może też godzinami konsumować treści, które stopniowo zmieniają jego sposób postrzegania rzeczywistości.
W takim świecie łatwiej znaleźć ludzi, którzy potwierdzą niemal każde przekonanie, również te najbardziej destrukcyjne.
Jeżeli młody człowiek czuje się odrzucony, może trafić do społeczności, która zaoferuje mu poczucie przynależności. Jeżeli jest pełen gniewu, może znaleźć osoby, które zamiast pomóc mu zrozumieć własne emocje, będą je podsycać. Jeżeli fascynuje go przemoc, może natrafić na grupę, w której taka fascynacja stanie się podstawą wspólnej tożsamości.
Nie musi istnieć formalna organizacja, przywódca ani rozbudowana struktura. Czasami wystarczy grupa ludzi wzajemnie utwierdzających się w przekonaniu, że normy obowiązujące w społeczeństwie nie mają znaczenia, a krzywdzenie innych można usprawiedliwić.
W takiej sytuacji internet przestaje być jedynie miejscem wymiany informacji. Staje się środowiskiem, w którym określone postawy mogą być wzmacniane, a granice między fantazją, prowokacją i rzeczywistym zamiarem wyrządzenia komuś krzywdy mogą się zacierać.
Nie każdy, kto uczestniczy w takich dyskusjach, dopuści się przestępstwa. Nie wolno jednak lekceważyć sytuacji, w których fascynacja przemocą przeradza się w groźby, nawoływanie do ataków lub konkretne przygotowania do skrzywdzenia innych.
Czy winę ponoszą rodzice, szkoła i państwo?
Nie ma jednej odpowiedzi, która wyjaśniałaby wszystkie przypadki przemocy. Odpowiedzialność za konkretne czyny ponosi ich sprawca, ale obowiązkiem dorosłych i instytucji jest tworzenie warunków, które ograniczają ryzyko tragedii.
Rodzice powinni interesować się tym, jak ich dzieci spędzają czas w internecie, z kim rozmawiają i jakie treści przyciągają ich uwagę. Szkoła musi reagować na przemoc, zastraszanie, groźby i sygnały świadczące o narastającym konflikcie.
Nie chodzi o to, aby każdego nastolatka traktować jak potencjalnego przestępcę. Chodzi o to, by nie ignorować sygnałów, które mogą świadczyć o rzeczywistym niebezpieczeństwie.
Szczególnie niepokojące jest przyzwolenie na publiczne zachowania, które normalizują agresję. Jeżeli w przestrzeni publicznej pojawiają się materiały zachęcające do przemocy, należy oceniać je na podstawie ich rzeczywistej treści, kontekstu i obowiązującego prawa. Dotyczy to również osób znanych i wpływowych.
W tym kontekście warto przywołać film z udziałem aktora Andrzeja Seweryna, który jest zachętą do przemocy w stosunku do politycznych oponentów. Wyjątkowo bezmyślny i tępy człowiek. I tego typu przekaz, który nawołuje do krzywdzenia innych, nie powinien być bagatelizowany tylko dlatego, że jego autorem jest osoba publiczna.
Obowiązują te same zasady dla wszystkich.
Jeżeli chcemy uczyć młodych ludzi odpowiedzialności, sami musimy pokazywać, że przemoc i nawoływanie do niej nie są akceptowalne niezależnie od tego, kto się ich dopuszcza.Bo prawdziwe bezpieczeństwo zaczyna się nie wtedy, gdy policja przyjeżdża na miejsce tragedii, lecz wtedy, gdy potrafimy dostrzec zagrożenie, zanim pojawi się kolejna ofiara.
I właśnie o tym powinniśmy dziś rozmawiać.
Zostaw komentarz