Ladies and gentlemen, witamy na pokładzie Tusk Air, linii lotniczej, gdzie kapitan Donald „Bez Steru” Tusk obiecuje lot w chmurach, a dostarcza rollercoaster bez pasów! Samolot? Polska. Stan techniczny? Rozklekotany. Załoga? Ekipa z łapanki, co to mapy nie widziała, a kompas zastąpiła lajki na X.
„Proszę zapiąć pasy!” – woła Tusk, ale pasy dawno sprywatyzowano, a fotele zajęli kumple z Brukseli. Lecimy w turbulencjach: gospodarka trzęsie, podatki pikują w górę, a suweren wciśnięty w klasę ekonomiczną modli się, by nie wylądować w rowie. „Dokąd lecimy?” – pyta pasażer. „W stronę Europy!” – odpowiada kapitan, choć GPS pokazuje krążenie nad bagnem.
Silniki? Napędzane obietnicami o „zielonej transformacji” i „100 konkretów”, które okazały się 100 konkretnymi dziurami w kadłubie. Stewardesy z KO serwują ciepłe piwo i slogany o wolności, podczas gdy w kokpicie Tusk z Bodnarem spierają się, czy prawo to jeszcze prawo, czy już ich prywatny folwark.
A pasażerowie? Część krzyczy, część płacze, a reszta już szuka spadochronów. Tylko gdzie lądować, skoro pas startowy zajęty przez niemieckie turbiny i francuskie rachunki? „Spokojnie, mamy plan!” – zapewnia Tusk, wyciągając z kieszeni kartkę z napisem „Uśmiech i reset”.
Szanowni państwo, jeśli to lot ku przyszłości, to ja wysiadam na najbliższej chmurze. Bo z tym pilotem to nie turbulencje – to pikowanie w chaos!


Autor: Marian Włodarski
Zostaw komentarz