Wojna na Ukrainie trwa już 188 dni i na Zachodzie można zaobserwować symptomy zmęczenia. To w sumie typowa reakcja psychologiczna bo jak długo można żyć pod nieustanną presją zagrożenia. Człowiek przyzwyczaja się do niego bo inaczej nie mógłby normalnie funkcjonować, ale – jak powiedział  wczoraj w Bledzie, w Słowenii, prezydent Zełenski – to groźne dla wolnego świata bo Rosja stanowi problem strategiczny i trzeba go rozwiązać. Pytanie, jak to zrobić bo nic nie wróży, że rychło nastąpi jej koniec, a na rozwiązania dyplomatyczne żadna ze stron nie jest gotowa.

W „Dżumie” Alberta Camusa doktor Rieux, jeden z głównych bohaterów, tak charakteryzuje mentalność ludzi podczas wojny –„ Kiedy wybucha wojna ludzie powiadają – to nie potrwa długo, to zbyt głupie. I oczywiście wojna jest głupia, ale to nie przeszkadza jej trwać. Głupota upiera się zawsze, zauważono by to, gdyby człowiek nie myślał o sobie.” Po ponad 5 miesiącach doniesienia z Ukrainy zeszły z pierwszych stron gazet bo informacje o kolejnych ostrzałach Rosjan, o kolejnych zabitych i zbombardowanych miastach nie są już newsem. Wolontariusze zbierający pieniądze na pomoc Ukrainie,  przed centrami handlowymi zbierają coraz mniej do puszek. Wielu kupujących omija ich dużym łukiem by nie spojrzeć im prosto w oczy i nie wrzucić datku. Jak większość Europejczyków są zmęczeni i przygnębieni rosnącymi kosztami życia, inflacją, groźbą braku gazu czy prądu podczas nadchodzącej zimy. Istnieje realna obawa, że kiedy odczują na własnej skórze jej skutki w drodze protestów wymuszą na swoich rządach zmianę polityki wobec Ukrainy walczącej z rosyjskim agresorem. Nie można ich za to potępiać ani winić bo ich postawa wynika z troski o własne rodziny. Wojna na Ukrainie wydaje się im odległa i daleka od zakończenia. Tym bardziej, że żadna z instytucji światowych takich jak ONZ czy OBWE nie ma pomysłu jak ją zakończyć.. Nie chcą też tego obie strony. Ukraińcy, bo liczą na zwycięstwo. Rosjanie, z Putinem na czele, bo byłaby to dla nich katastrofa grożąca nawet rozpadem rosyjskiej Federacji. I koło się zamyka. Wojna nadal trwa. Każdego dnia setki żołnierzy, jak Alan Seeger w czasie bitwy nad Sommą w 1916 roku, mają swoją „Randkę ze śmiercią”  i jak on w duchu sobie mówią – „ ale ja mam randkę ze śmiercią, gdzieś o północy i w rozpalonym mieście i nim wiosna na północ ucieknie, solennie obiecuję, na pewno przybędę”. Jedni i drudzy liczą na to, że nie będzie ona daremna. Czas pokaże czy tak będzie.

Prezydent Zełenski ma rację mówiąc, że do wojny nie wolno się przyzwyczajać kiedy na Ukrainie giną, każdego dnia, tak żołnierze jak i cywile. Gdy wojna rujnuje ukraińską gospodarkę i życie rodzin. Kiedy każde ukraińskie dziecko, zamiast o zabawie z rówieśnikami, myśli o tym, czy znów z nieba  spadną bomby albo rakiety. Czy będą mogły bezpiecznie się uczyć? I tragiczne jest to, że na te pytania nikt nie zna odpowiedzi. Wojna na Ukrainie bezlitośnie obnażyła słabość międzynarodowych organizacji, które nie są w stanie wypracować rozwiązania gwarantującego zakończenie wojny. To prawda, Zachód dozbraja Ukrainę, nakłada sankcje na Rosję. Ale to działania doraźne, a Rosja- jak mówi Zełenski – to problem strategiczny. Na  horyzoncie nie widać jednak jego rozwiązania. 

Artykuł pierwotnie opublikowano na Belsat.eu

Antoni StyrczulaAutor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl