Z dziękowaniem jest ten problem, że nie pozwala ono rosnąć pysze.

Na co dzień dziękuje się nawykowo za wiele drobnych gestów, ale nie o takie dziękowanie tu chodzi. Najtrudniej dziękuje się za to, co sprawiając ból, do czegoś dobrego jednak prowadzi. Najłatwiej dziękuje się za to, co nic nie kosztuje, ale to podziękowanie jest raczej zbywaniem, odrząknieciem niż dziękowaniem.

Uczę się dziękować za to, co wciąż jest dla mnie trudne, z czym się zmagam, ale intuicyjnie czuję, że to jest dla mnie dobre, dobroczynne. Dziękuję przede wszystkim za swoje dzieci, choć nie potrafię je dobrze wychowywać (tu ewidentnie nie domagam). Dziękuję za przyjaciół, których mam wokół siebie i mogę na nich liczyć. Dziękuję za poranki, gdy budzę się i czuję chęć życia. Ale też dziękuję za wiele trudnych doświadczeń, które zmuszają mnie do myślenia i działania. Bo nic nie wydarza się bez przyczyny.

Człowiek, który wypracuje w sobie na trwałe postawę wdzięczności, nawet jeśli będzie narzekać na coś lub na kogoś, nawet gdyby to było uzasadnione narzekanie, i tak powróci do dziękczynienia. Bo obiektywnie mamy tysiąc razy więcej powodów do dziękowania niż narzekania. Wystarczy tylko przyjąć odpowiednią perspektywę.

1. czytanie (Hi 7, 1-4. 6-7). Marność życia ludzkiego. Czytanie z Księgi Hioba.
Hiob przemówił w następujący sposób: «Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka? Dni jego czyż nie są dniami najemnika? Jak sługa wzdycha on do cienia, i jak najemnik czeka na zapłatę. Tak moim działem miesiące nicości i wyznaczono mi noce udręki. Położę się, mówiąc do siebie: Kiedyż zaświta i wstanę? Przedłuża się wieczór, a niepokój mnie syci do świtu. Dni moje lecą jak tkackie czółenko, i kończą się, bo braknie nici. Wspomnij, że dni me jak powiew. Ponownie oko me szczęścia nie zazna».

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.