Czyli o tym, że państwo nie może umożliwiać samobójstwa.
Eutanazja dwudziestopięcioletniej Noelii Castillo Ramos w Hiszpanii wywołała falę dyskusji, ponownie, czy państwo powinno umożliwiać samobójstwo. Moim zdaniem, jej dopuszczalność to całkowity upadek człowieczeństwa.
Noelia popełniła samobójstwo po tym, jak kilka lat temu została zgwałcona w tzw. ośrodku dla młodzieży.
Pod wpływem tej traumy próbowała odebrać sobie życie skacząc z V piętra domu, w wyniku czego została sparaliżowana.
Jakiś czas temu poprosiła hiszpański sąd o możliwość eutanazji, na co ten, mimo protestów jej ojca, wyraził zgodę.
Hiszpania jest jednym z czterech państw UE, po Holandii, Belgii i Luksemburgu, gdzie ona jest prawnie dopuszczalna.
Pięć lat temu, przed wprowadzeniem jej w tym kraju, ponad 70 proc. Hiszpanów opowiedziało się za jej legalnością.
Podobnie było w pozostałych krajach, gdzie jest legalna.
I tu dochodzimy do kluczowego pytania, czy aparat państwa pod wpływem tzw. opinii publicznej może legalizować eutanazję?
Moim zdaniem, nie może.
Ta kwestia powinna być wyłączona z tzw. prawa stanowionego.
Z powodów, przede wszystkim etycznych oraz prawa naturalnego.
Życie ludzkie, które jest darem, w normalnych warunkach, powinno zakończyć się naturalną śmiercią.
Jest jeszcze inny powód, osoby, które jej się poddają, często bardzo cierpiące, nie są w pełni sił umysłowych, by taką decyzję świadomie podjąć.
Często cierpieniu fizycznemu towarzyszy głęboka depresja, która wyklucza możliwość świadomej i pełnej oceny sytuacji, a tym samym, wolności wyboru.
Wiele razy u osób chorych onkologicznie, których sporo spotkałem w czasie wieloletniej, własnej terapii, zwłaszcza w tzw. okresie paliatywnym, pojawia się myśl o odebraniu sobie życia.
A gdy je pytałem, czy gdyby była taka możliwość poddałyby się eutanazji, odpowiadały przeczącą.
Argument jaki słyszałem z ich ust był taki, że mimo bólu, chcą rozkoszować się każdym dniem jakie zostały im dane, do śmierci.
Że życie to cud, którego nie można samodzielnie skracać.
Przekleństwem naszych czasów jest tzw. moralność sytuacyjna, że o tym do jest dobre a co złe, decydujemy pod wpływem czasów i tzw. opinii publicznej, która jak pokazują dzieje ludzkości, wielokrotnie się myliła.
Opinia publiczna może być, i często jest, po prostu głupia, ograniczona i ignorancka.
Schlebianie jej oczekiwaniom i gustom, to prosta droga do piekła.
Zostaw komentarz